Aż dziw bierze, że tak wielu chciało widzieć Rafała Trzaskowskiego w roli lidera i prezydenta kraju. Dziś król jest nagi i czego się dotknie – zepsuje. „Trzask” to prawdziwy tytan demolki i tylko patrzeć, co jeszcze padnie pod jego rządami i za co przyjdzie zapłacić firmom i mieszkańcom stolicy.

Po tym jak 29 sierpnia tego roku doszło do ponownej awarii kolektorów doprowadzających nieczystości do Oczyszczalni Ścieków „Czajka” w Warszawie, uruchomiono specjalny awaryjny system. Ma on zapobiec zrzutowi ścieków do Wisły. Niestety okazało się, że z powodu usterki ten awaryjny (na moście pontonowym) układ przesyłowy ścieków też działa dychawicznie. Druga nitka „pontonowego” rurociągu ma awarię jednej z pomp. W efekcie połowa ścieków znowu wpada do Wisły. Nie dość, że opracowanie projektu tego bypassu oraz jego skonstruowanie na moście pontonowym trwało aż 10 dni i kosztowało 36 mln zł netto, to całość nie działa jak należy. Politycy totalnej opozycji oczywiście bronią prezydenta stolicy. Za awarie on nie odpowiada. Kto natomiast za to wszystko płaci? Jak to podsumowano w “Rejsie”: „Pan płaci, pani płaci, my płacimy. To są nasze pieniądze proszę pana. Społeczeństwo płaci”.

Ogromne zadłużenie rośnie

Rafał Trzaskowski, jeszcze do niedawna brylujący w mediach jako poważny kontrkandydat Andrzeja Dudy na najwyższy urząd w państwie, ewidentnie nie radzi sobie z zarządzaniem nie największą wszak stolicą europejską. Szczególnie perwersyjne jest tu to, że kryzys przejawiający się piramidalnym wzrostem zadłużenia Warszawy próbuje tłumaczyć koronawirusem. Czy to COVID-19 jest winny, że na koniec roku 2019 dług publiczny w Warszawie wyniósł już 3,895 mld zł? A tylko w tym roku wzrośnie o przeszło miliard – do co najmniej 4,752 mld zł. Same dochody miasta z tytułu podatku PIT spadły o setki milionów. Do 2025 roku dług miasta sięgnąć może nawet 9,4 mld zł! – Sytuacja budżetowa Warszawy jest niesłychanie trudna – musiał przyznać na konferencji prasowej prezydent stolicy dodając, że w najbliższych latach zabraknie prawie 4 mld zł.

Inwestycje? Kiedy indziej

Jak Trzaskowski zamierza odpowiedzieć na destrukcję finansów stolicy? – Musimy się przygotować do tego, żeby niektóre działki sprzedawać po to, aby ratować bardzo trudną sytuację budżetową miasta – zapowiada.
Trafią, rzecz jasna, do chętnych na każdą lokalizację stołeczną deweloperów. Ciekawe, po jakiej cenie będą sprzedawane pod presją długu? Strach nawet pomyśleć.

Przesuną się też w czasie – jak to określa prezydent stolicy – niektóre inwestycje miejskie. Nie będzie więc tramwaju na Gocław. Nici z zapowiadanej linii tramwajowej łączącej Wilanów z Dworcem Zachodnim. Nici z kładek przez Wisłę, obwodnicy Śródmieścia, budowy sali koncertowej dla Sinfonii Varsovii i wielu innych, mniejszych inwestycji. Co za to będzie? Podwyżki opłat za śmieci i wyższe opłaty za parkowanie będą. I nowy kredyt do spłacania, tym razem zaciągnięty w Europejskim Banku Rozwoju i Odbudowy. Pierwsze 235 mln zł ma zostać uruchomione jeszcze w tym roku. Kolejne 765 mln zł wykorzystane w przyszłym.

Udział w dzikiej reprywatyzacji

Zdaniem aktywisty miejskiego Jana Śpiewaka, Rafał Trzaskowski i Ratusz ewidentnie stanęli po stronie dzikich reprywatyzatorów, kontynuując w ten sposób niechlubną działalność byłej prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz. Nadal starają się też blokować w sądach administracyjnych decyzje unieważniające trefne zwroty kamienic. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze informuje też o kolejnej potencjalnej nieprawidłowości, do której miało dojść w warszawskim Ratuszu. Chodzi tym razem o zabytkową działkę przy ul. Stanisława Augusta na warszawskim Kamionku: „Wszystko wskazuje na to, że doszło do naruszenia prawa. Właśnie poznaliśmy ekspertyzę, z której wynika, że zgodę na sprzedaż działki powinien wydać konserwator zabytków. Zgodziła się na to ówczesna prezydent stolicy” – piszą miejscy działacze na FB.

Na znajomych i głupotki to jest

Podczas kampanii wyborczej na prezydenta wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta domagał się opublikowania oświadczeń majątkowych dyrektorów urzędu miasta. Ratusz bronił się tym, że nie ma przepisów obligujących do publikacji oświadczeń dyrektorów i wicedyrektorów zarządzających miastem, ale to zrobi. I zrobił. Szybko okazało się skąd wynikała ta niechęć do upublicznienia zarobków dygnitarzy Ratusza. Dyrektorzy w stołecznym urzędzie miasta zarabiają nawet do trzech razy więcej niż członkowie Rady Ministrów. Jeśli ktoś nie wierzy, może to wyczytać z ich oświadczeń majątkowych dostępnych na stronie Biuletynu Informacji Publicznej m. st. Warszawa.

Trzaskowski dba o reklamę w „swoich mediach”. Jak wyliczyło „Życie stolicy”, a podały to też inne media, tylko do czerwca bieżącego roku stołeczny ratusz wydał 4 mln zł na kontrakty z “Gazetą Wyborczą” i jej spółką AMS oraz 3 mln zł w ramach działania informacyjnego przy promocji akcji Super Miasta. Ma się rozumieć – super stolicy.

Spocznij na spoczniku

Jeśli kogoś zmęczą lub zdenerwują te informacje, może skorzystać z warszawskich spoczników. Spocznik – najnowsza inwestycja stołecznego ratusza, mająca podobno poprawić komfort życia mieszkańców stolicy. Te ni to ławki, ni to ścianki można obejrzeć np. na warszawskim Żoliborzu. Dziesięć z nich czeka na zmęczonych na terenie Parku Mirowskiego, a kolejne trzy przy ulicach Domaniewskiej, Madalińskiego oraz Wołoskiej.
Co się robi na takim spoczniku? Można się oprzeć. Można postać sobie minutkę i pokontemplować sukcesy prezydenta stolicy.

Rafał Trzaskowski wie za to dobrze, że zawsze warto coś obiecać. To nic nie kosztuje. Przed wyborami ma szefa stolicy publicznie obiecał złożenie wniosku o nadanie jednej z ulic (dziś ewidentnie promujących komunistyczne dziedzictwo) imienia Lecha Kaczyńskiego. Ale po co dopełnić obietnicy? Już dawno po wyborach. Lepiej, z mozołem zresztą, tworzyć swój ruch polityczny pod nazwą Nowa Solidarność. Z historyczną Solidarnością może on mieć tyle wspólnego co nazwa. Albo co spocznik z ławką.