Kiedy w latach 30. XX wieku niektóre przedsiębiorstwa zgodziły się skrócić dzień pracy z piętnastu do dziesięciu godzin – od poniedziałku tylko do soboty – dla wielu było to szokiem i wyrazem niesłychanej postępowości i pobłażliwości wobec pracowników. No bo jak to; przecież dochody fabryki ucierpią, a rozleniwieni pracownicy będą się rozpijać wolnym czasie. Dziś dalsze skrócenie czasu pracy jest koniecznością, bo wielu nie wytrzymuje narzuconego tempa.

fot.12019/Pixabay

Czterdzieści godzin pracy tygodniowo – w Polsce nawet więcej – to nadal norma. W wielu firmach pracuje się też zadaniowo, ślęcząc nad pracą dłużej, formalnie za tzw. nadgodziny lub wykonując ją „z rozpędu”, z przerwą wyłącznie na sen. Efekt? Po czterdziestym roku życia niemal gwarantowane jest wypalenie zawodowe z towarzyszącą mu zaawansowaną nerwicą i innym chorobami, a wyspecjalizowany pracownik nadaje się, być może, już jedynie do względnie prostych prac. Na ogół jednak tylko do leczenia.

Testowanie różnych pomysłów

Ludzie od pracy zaczynają uciekać na zwolnienia, wymuszone urlopy „na żądanie” lub w ogóle z niej rezygnują. Nacje takie jak Niemcy czy Japończycy przestają już kojarzyć się z pracowitością. Wśród młodych pogłębia się tendencja do przedłużania wakacji, do unikania pracy, do zwolnienia tempa życia. To naturalna reakcja na to, co mamy – na przepracowanie. Przedsiębiorcy mają oczywiście prawo się tym denerwować. Mogą próbować walczyć zatrudniając wciąż nowych pracowników w miejsce „wyeksploatowanych”. Ale czy na dłuższą metę to coś da? Czy tędy droga?

Jest też inna droga, którą niektórzy już poszli. Zamiast żyłować godziny pracy i bezwzględnie je egzekwować, lepiej je skrócić, starając się zachować produktywność pracowników. – Czterodniowy tydzień pracy jest nie do uniknięcia – twierdzi amerykański miesięcznik „The Atlantic”.
Mniej pracy nie musi przy tym oznaczać mniejszej produktywności. Kickstarter to anglojęzyczna platforma crowdfundingowa, która od przyszłego roku wdroży, na razie eksperymentalnie, czterodniowy tydzień pracy. Również Buffer, producent oprogramowania do zarządzania kanałami w mediach społecznościowych, pozwolił 89 pracownikom na pracę przez cztery dni w tygodniu. Na razie tylko do końca 2020 roku. Z kolei w montrealskim przedsiębiorstwie Unito pracownik może wybrać, czy woli pracować w tygodniu, czy we wszystkie weekendy. Elephant Ventures ma 40-godzinny tydzień pracy, za to po dziesięć godzin dziennie i tylko od poniedziałku do czwartku. W większości opisywanych przypadków pracownicy utrzymali swoje pobory. Według „The Guardian” hiszpański rząd – by płace pozostały niezmienione – zgodził się na refundację kosztów w firmach, które wezmą udział w programie testowym 32-godzinnego tygodnia pracy, a nie będą w stanie zachować produktywności.

Rozwiązania więc mogą być rożne. Można na przykład skrócić czas pracy, ograniczając zarazem liczbę zadań do wykonania, ale zatrudniając do nich więcej ludzi – początkowo za nieco niższe wynagrodzenia. Można też wprowadzać cyfryzację i automatyzację i dzięki niej zwiększać produktywność, ograniczając przez to pensum godzin do przepracowania.
Nie chodzi bowiem o samo skrócenie tygodnia pracy. Chodzi o znalezienie skutecznego remedium na utrzymanie przy tym produktywności i dochodowości firmy.