Czas pandemii koronawirusa obnażył niewłaściwe kierunki polityki rolnej wielu państw Unii Europejskiej, ale także – szerzej – światowych gospodarek rolnych. Problemów nie ustrzegli się tacy hegemoni jak Chiny, Stany Zjednoczone czy kraje grupy Mercosur. Polska nie odczuła tak wielu z trudności znanych innym państwom – zarówno w odniesieniu do produkcji, jak i dostaw czy rynku konsumenckiego. Dlaczego?

Mimo wielu trudności związanych z nierówną konkurencją na rynku unijnym, faworyzowania przez unijnego „wielkiego brata” bezpośredniego rolniczego rywala Polski, czyli Ukrainy, mimo zwrotu w stronę „zielonego rolnictwa”, polska gospodarka rolna od lat pozostaje stabilna. Ba, notuje permanentne wzrosty wszelkich wskaźników produkcyjnych, czy eksportowych. Nasz kraj wciąż otrzymuje niższe dopłaty obszarowe niż najsilniej rozwinięte rolniczo kraje Wspólnoty Europejskiej, co jest niezrozumiałe w kontekście unijnej – niestety teoretycznej – polityki równania szans. To nasz kraj cierpi na wzmożonym eksporcie z Ukrainy, który najczęściej zatrzymuje się na wschodniej ścianie Polski. To nasz kraj najrealniej odczuwa konsekwencje wprowadzania kolejnych bezcłowych kontyngentów darowanych wschodniemu rolnemu gigantowi. To nasz kraj cierpi na postrzeganiu przez Niemcy Ukrainy – nie Polski – jako „spichlerza Unii Europejskiej”, o czym niejednokrotnie wspominała kanclerze Angela Merkel. To nasz kraj…

Właściwy kierunek

Mimo tych wszystkich kłód rzucanych pod nogi polskim gospodarzom, to rodzime rolnictwo notuje od lat najwyższą dynamikę wzrostu produkcji rolnej wśród wszystkich państw członkowskich UE.

Dzieje się tak z powodu wciąż postępującej profesjonalizacji polskiego rolnika, wzrostu technicyzacji, obrania właściwego kierunku kształtowania ustroju rolnego i wielu innych zmiennych. Ciężka praca polskich rolników doprowadziła do kluczowej sytuacji, w której Polska stała krajem nadwyżkowym. Oznacza to dokładnie, że produkujemy tyle żywności, lub półproduktów koniecznych do jej wytworzenia, że bez trudu potrafimy rokrocznie zwiększać nasze wskaźniki eksportowe przy jednoczesnym zachowaniu równowagi na rynku krajowym. Tylko w ostatnim roku przed pandemią eksport artykułów rolno-spożywczych znad Wisły przekroczył barierę 31,4 mld euro. To wartość, która stanowi pochodną wzrostów eksportu – nieprzerwanych od roku 2004, kiedy wyeksportowaliśmy artykuły rolno-spożywcze o wartości 5,2 mld EUR. Tylko względem roku 2018, w poprzednim Polska zanotowała zwyżkę w handlu zagranicznym na poziomie 5,8 proc.

Dywersyfikacja ryzyka

Struktura towarowa rodzimego sektora rolnego opiera się na szerokiej grupie produktowej, co pozwala na dywersyfikację ryzyka. W roku 2019 z tytułu eksportu mięsa czerwonego Polska zarobiła 3,8 mld EUR, ze sprzedaży drobiu i jego przetworów – niemal 3 mld EUR, mleka i jego przetworów – 2,3 mld EUR, zbóż – niemal 3 mld EUR, ryb – 2,2 mld EUR, warzyw – 1,8 mld EUR, owoców – 1,3 mld EUR.

Wartości pieniężne przekładają się tu na ogromny wolumen, który wynosi w przypadku czerwonego mięsa – 1,5 mln ton, czy drobiu i przetworów – 1,5 mln ton. Wszelkie wartości wypadają tu korzystnie, co w połączeniu z dodatnim saldem wynoszącym w 2019 r. 10,4 mld EUR sytuuje Polskę w gronie najsilniejszych pod względem rolnym państw Unii Europejskiej. Wzmożony eksport, który w znacznej mierze oparł się także skutkom pandemii COVID-19, w żaden sposób nie wpłynął także na poziom zapasów żywności w kraju. Nie zachwiały nim także regularnie nawiedzające Polskę susze, deszcze nawalne, gradobicia, przymrozki i inne kataklizmy. Nie zachwiały, ponieważ rolnicy nauczyli się częściowo łagodzić skutki niekorzystnych zjawisk atmosferycznych, a rząd nie pozostawił ich samych sobie, kiedy byli w największej potrzebie.

Wysoki poziom profesjonalizacji rodzimego rolnictwa pozwolił także na ograniczanie ryzyka eksportowego. Wprawdzie wciąż największym odbiorcą tego sektora pozostaje Unia Europejska, która generuje 81 proc. przychodów pochodzących z eksportu rolnego, ale Polska wciąż zdobywa nowe intratne rynki. Tylko w ubiegłym roku o 17 proc. wzrósł eksport do Wspólnoty Niepodległych Państw, a o 12 proc. do innych krajów trzecich. Umacniamy się na pozycji silnego eksportera do Chin, USA czy… na Ukrainę.

Nie pozostaje to bez znaczenia dla bezpieczeństwa żywnościowego kraju. Zwiększone przychody rolników pozwalają im na stabilne zaopatrywanie rynku wewnętrznego. Tylko z pozoru wydaje się to sytuacją naturalną. Na tym polu, w szczytowym okresie pandemii, polegli bowiem Włosi, Hiszpanie i Portugalczycy.

Wiele do zrobienia

Nie oznacza to jednak, że rodzimy sektor rolny nie może poprawić swojej sytuacji – wręcz przeciwnie. Wciąż zbyt niewiele w tej składowej gospodarki impulsów do nowoczesnych inwestycji, wciąż zbyt wysoki udział zagranicznego kapitału, który zdominował część branż rolnych, stanowiąc pokłosie złodziejskiej prywatyzacji minionej ery. Wciąż – wreszcie – ogromna praca do wykonania dla rozwoju, mającego przecież wspaniałe tradycje, polskiego systemu spółdzielczości rolnej. Szczególnie bez ostatniego z wymienionych elementów nie można myśleć o przekroczeniu bariery, która dziś wydaje się tylko szklanym sufitem.

Jacek Podgórski
(autor jest dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej)