Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Przedsiębiorcy niewątpliwie liczą się jednak z faktem, że problemy z płynnością i nowymi zamówieniami, zwłaszcza w warunkach słabszej koniunktury gospodarczej, mogą tylko narastać. Na razie nieznacznie więcej firm planuje redukcje personelu niż przyjęć do pracy.

jarmoluk/Pixabay

W sierpniu 2022 roku tylko 2 proc. więcej firm planowało (w perspektywie najbliższych trzech miesięcy) zwolnienia pracowników niż ich zatrudnianie – wynika z badania opublikowanego w „Tygodniku Gospodarczym PIE”, czyli Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Oznacza to, że nie ma powodów do paniki. Jednak z gospodarki popłynął wyraźny sygnał, że nie wszystko idzie w dobrym kierunku. Planowanie zwolnień w okresie wakacyjnym, który wszak należy do okresów, gdy zatrudnia się więcej ludzi (choćby na zastępstwo oraz do prac sezonowych) pokazuje, że decydentom gospodarczym powinna zapalić się lampka ostrzegawcza.

Planowanie redukcji personelu koresponduje bezpośrednio z problemami z zatorami płatniczymi, które zaczynają coraz częściej doskwierać firmom, zwłaszcza mikro, małym i średnim (pisaliśmy o tym ostatnio:link).

Gdzie robi się niebezpiecznie?

Problem jest i należy go identyfikować na jak najwcześniejszym etapie jego powstawania, nie zamykając oczu na rzeczywistość gospodarczą. Zwłaszcza, że planowane redukcje personelu nie dotyczą tylko sektora MŚP, ale także większych przedsiębiorstw sektora produkcyjnego. Można oczywiście przerzucać się PR-owo różnymi dobrymi wskaźnikami w gospodarce (na przykład niskim rekordowo bezrobociem), nie zmienia to jednak faktu, że jeśli ludzie są – czy będą – zwalniani w większym stopniu niż to wynika z naturalnej rotacji kadr, oznacza to, że robi się niebezpiecznie. O planowanych zwolnieniach mówią głównie przedsiębiorcy zarządzający firmami sektora TSL (transportu, spedycji i logistyki) oraz sektora usługowego. Natomiast firmy średniej wielkości, operujące w sektorze budowlanym, chętniej zatrudniają ludzi niż ich zwalniają (przynajmniej na razie). Zwolnień można spodziewać się też w bankach oraz w firmach outsourcingowych dla sektora bankowo-finansowego.

Według PIE ponad połowa (55 proc.) firm planujących zwolnienia wiąże to ze spadkiem sprzedaży i liczby nowych zamówień, przy zachowaniu dużych mocy produkcyjnych. 15 proc. przedsiębiorców, którzy zamierzają zwalniać, ma kłopoty z płynnością. Niewątpliwie na pogorszenie się sytuacji firm wpływa skomplikowana sytuacja na rynku energetycznym; rząd usiłuje dotacjami tonizować podwyżki cen nośników energii, które odbijają się nie tylko na gospodarstwach domowych, ale także na kosztach prowadzenia działalności gospodarczej.

Bez inwestycji. Nieco mniej ofert pracy

„Firmy skupiają się raczej na optymalizacji swoich zasobów i dostosowaniu przedsiębiorstwa do trudniejszych warunków, niż na poszerzaniu działalności oraz inwestycjach. W związku z tym są mniej chętne do zatrudniania nowych osób, częściej też decydują się na zwolnienia. W dłuższej perspektywie nie powinno to jednak spowodować znacznego wzrostu bezrobocia. Trendy demograficzne w Polsce wskazują na zmniejszanie się zasobu siły roboczej, dlatego spowolnienie gospodarcze wraz ze słabszym popytem na pracę nie spowodują dużego wzrostu bezrobocia – czytamy w komentarzu analityków PIE.

Ostrzegawczy sygnał płynie z analizy ofert pracy. Firma Grant Thornton podaje, że w lipcu tego roku w 50 największych portalach rekrutacyjnych pojawiło się 288 tys. nowych ogłoszeń o pracę – na razie to tylko o 6 proc. mniej niż przed rokiem.

Apokalipsy w gospodarce się nie spodziewamy. Jednak przedsiębiorcy prowadzący firmy przygotowują się na nadejście gorszej koniunktury, a podejmowane działania mają na razie znaczenie przede wszystkim profilaktyczne. Większość ekspertów gospodarczych obawia się jednak nadejścia stagflacji, której efektem będzie także „zamrożenie” rekrutacji na rynku pracy.

Poprzedni artykułWydobycie na Grenlandii zwiększy podaż metali ziem rzadkich?
Następny artykułUstawka