fbpx
piątek, 12 lipca, 2024
Strona głównaFelietonCzy człowiek jest właścicielem własnego ciała?

Czy człowiek jest właścicielem własnego ciała?

Na kanwie epidemii oraz powracającego nie tylko w Polsce, ale ostatnio także w Ameryce Północnej sporu o aborcję, ujawniło się ciekawe zagadnienie etyczne. W mojej przynajmniej ocenie, jest ono niespójnie rozstrzygane w zależności od tego, jakie przekonania polityczne ma zapytana o to osoba.

Chodzi o autonomię cielesną, to znaczy odpowiedź na pytanie: czy człowiek jest dysponentem własnego ciała? W nowoczesnej, liberalnej demokracji odpowiedź powinna być zasadniczo pozytywna. Tak, człowiek jest właścicielem albo dysponentem własnego ciała, także na wypadek śmierci. Twierdzenie jakoby państwo, społeczeństwo lub jakaś inna organizacja, na przykład rodzina, mogła być właścicielem ludzkiego ciała, to przejaw zwykłego okrucieństwa, wstecznictwa i prymitywnego kolektywizmu. Wyleczyliśmy się już z tego, że rodzice decydują za kobietę o sprawach jej cielesności czy zamążpójścia. Pracownik nie jest już poddany swemu panu, gdy chodzi o pracę fizyczną. Nie obcinamy już rąk kieszonkowcom i tak dalej.

Rzecz w tym, że żadne ludzkie prawo nie jest absolutne. Niektórzy twierdzą, że prawo do życia ma taki charakter, ale to też nieprawda. Pomijają tutaj problem kary śmierci, można na przykład kogoś pozbawić życia w obronie własnej albo ratując samego siebie, gdy działamy w stanie wyższej konieczności. Systemowo także akceptujemy pewne zagrożenia dla życia w tym celu, aby społeczeństwo mogło normalnie funkcjonować. Przed 2020 rokiem nawet 200 tys. ludzi rocznie umierało w Unii Europejskiej na skutek powikłań wywołanych zwykłą grypą i absurdem byłoby ściganie wszystkich sprawców tych zakażeń albo dochodzenie od państwa odszkodowania za niezapewnienie totalnego bezpieczeństwa epidemicznego. Co więcej, nie stosujemy już przepisów prawnych, które rygorystycznie i paternalistycznie chronią ludzi przed samymi sobą, choćby poprzez zakaz samobójstwa i objęcie infamią samobójcy albo jego rodziny. Wojna na Ukrainie pokazała także, że państwo ma czasem prawo zmusić każdego obywatela – nie tylko profesjonalistów i ochotników – do narażenia swojego życia w celu obrony ojczyzny.

Na marginesie, zresztą z tego względu nie zgadzam się z argumentem tych, którzy twierdzą, że prawo nie może zmuszać ludzi do bohaterstwa. Jeśli nie może, to znieśmy przepisy o poborze, mobilizacji i powszechnym obowiązku obrony ojczyzny. Jeśli może, to przestańmy używać tego argumentu choćby w sprawie aborcji.

Wracając jednak do zasadniczego wątku, nie inaczej jest z prawem do dysponowania własnym ciałem, które również nie jest absolutne. W dużej mierze nie dotyczy ono przestępców i osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa. Zgodnie choćby z art. 74 § 2 k.p.k. oskarżony jest obowiązany poddać się, pod pewnymi warunkami, na przykład pobraniu krwi, włosów lub wydzielin organizmu. Gdy chodzi jednak o rzeczywistość postępowania karnego, wiele osób jest w stanie zaakceptować humanitarne naruszenie autonomii cielesnej w celu przeciwdziałania przestępczości. Gdyby jednak się nad tym głębiej zastanowić, to jest to w istocie zagadnienie kontrowersyjne. Oskarżony nie ma bowiem obowiązku dostarczania dowodów przeciwko samemu sobie. Przymusowe zaś naruszenie nietykalności cielesnej jest swego rodzaju zmuszeniem do dostarczenia dowodów pochodzących z własnego organizmu. Jest to jednak powszechnie akceptowane przez liczne systemy prawa karnego w Europie.

Bardziej interesujące jest to, że czasami państwo chce ingerować w naszą integralność cielesną pomimo tego, że formalnie nie popełniamy żadnego przestępstwa. W ostatnich latach spór szczególnie nasilił się wokół dwóch zagadnień, które się z tym wiążą. Chodzi o aborcję i szczepienia. Istnieją w tym zakresie co najmniej cztery grupy poglądów:

  1. poparcie prawa do aborcji i jednocześnie obowiązku szczepień;
  2. poparcie prawa do aborcji i brak poparcia obowiązkowych szczepień;
  3. brak poparcia dla aborcji i poparcie obowiązkowych szczepień;
  4. brak poparcia dla aborcji i brak poparcia obowiązkowych szczepień.

Jeśliby na ten problem spojrzeć wyłącznie przez pryzmat ingerencji państwa w integralność cielesną niewinnych osób, to tylko dwie grupy wydają się w swoich poglądach konsekwentne. Z jednej strony ci, którzy generalnie godzą się na ingerencję państwa, a więc na ograniczenia prawne w dostępie do aborcji oraz obowiązkowość szczepień. Z drugiej strony są osoby, które w ogóle nie godzą się na naruszanie autonomii cielesnej i stawiają na pierwszym miejscu wolny wybór kobiety co do przerywania ciąży, ale też całkowitą autonomię pacjenta w przypadku szczepień.

Osobiście skłaniam się do umiarkowanego stanowiska, które przed chwilą określiłem jako potencjalnie niekonsekwentne. Chodzi o to, że nie popieram zupełnej dowolności w sprawie aborcji, natomiast skłaniam się ku woluntarystycznemu systemowi szczepień, zwłaszcza dla osób dorosłych i zdolnych do swobodnego wyrażenia swojej woli.

Jest tak z kilku względów. Po pierwsze, uważam, że prawo do aborcji nie jest i nie powinno być odrębnym prawem człowieka. Sam fakt, że państwo toleruje w pewnych przypadkach możliwość usunięcia ciąży wynika z innych wartości chronionych przez prawo, przykładowo z poszanowania wolności (art. 31 ust. 1 Konstytucji), prawa do decydowania o swoim życiu osobistym (art. 47 Konstytucji) czy ochrony zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji) ciężarnej kobiety. Inaczej jest natomiast w przypadku szczepień. Otóż istnieje w mojej ocenie odrębne prawo człowieka do decydowania o poddawaniu się lub nie zabiegom medycznym (co oczywiście nie oznacza hipotetycznej możliwości wdrożenia wyjątków). Jest ono chronione nie tylko przez polskie ustawodawstwo (np. art. 15 i następne ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta), ale także przez dokumenty międzynarodowe (np. art. 3 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej albo art. 5 tzw. Konwencji Bioetycznej z Oviedo). Czym innym jest pasywne zmuszanie przez państwo do znoszenia pewnego stanu fizjologicznego organizmu (donoszenia ciąży), a czym innym aktywna ingerencja w ciało (przez zabieg medyczny przy zastosowaniu przymusu państwowego). Nie uważam także, żeby prawo do aborcji można było traktować jako prawo człowieka, ponieważ nie jest ono uniwersalne i z uwagi na biologiczny determinizm, nie może dotyczyć nigdy mężczyzn. Bardziej ogólna formuła swobodnej i świadomej zgody na interwencję medyczną dotyczy już potencjalnie wszystkich ludzi, niezależnie od płci, rasy czy wieku.

Oczywiście nie oznacza to, że – po pierwsze – wola kobiety nie powinna być szanowana tam, gdzie aborcja jest dopuszczalna, a po drugie nie znaczy to wcale, że musi obowiązywać absolutny zakaz aborcji. Po prostu państwo ma obowiązek chronić tutaj inną wartość, jaką są potencjalne przynajmniej prawa nienarodzonego jeszcze płodu ludzkiego. W ten sam sposób państwo chroni przecież przyrodę przed samowolnym niszczeniem przez człowieka albo życie zwierząt, chociaż nie są one ludźmi. Trudna do zaakceptowania byłaby aksjologia takiego systemu prawnego, który nie pozwalałby na przykład niszczyć drzew lub zabijać zwierząt na podstawie tylko kaprysu człowieka (obowiązują przecież ścisłe reguły humanitarnego uśmiercania zwierząt, polowań itd.), ale pozwalałby na absolutną samowolę w przypadku przerywania ciąży.

Kontrowersyjne kwestie, o których w tym felietonie mowa, będą zapewne do nas powracać co jakiś czas. W Polsce i Europie odnowiły się z uwagi na pandemię COVID-19, czy też orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przesłanek przerywania ciąży. Obecnie świat obserwuje z uwagą losy amerykańskiego precedensu ustanowionego w sprawie Roe vs. Wade, który może zostać uchylony przez tamtejszy Sąd Najwyższy. I prawdopodobnie nie będzie to oznaczało zakończenia odwiecznego sporu etycznego.

Michał Góra

Michał Góra
Michał Góra
Zawodowo prawnik i urzędnik, ale hobbystycznie gitarzysta i felietonista. Zwolennik deregulacji, ale nie bezprawia. Relatywista i anarchista metodologiczny, ale propagator umiarkowanie konserwatywnej polityki społecznej.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Kiedy jeden minister powie tak, a drugi powie nie

Ucznia p. minister Barbary Nowackiej od studenta medycyny p. ministra Dariusza Wieczorka dzieli zaledwie kilka miesięcy, a więc wakacje pomiędzy egzaminem maturalnym a pierwszym semestrem studiów. Co z tego wynika nie tylko dla koalicji rządzącej?
3 MIN CZYTANIA

O pewności prawa i praworządności słów kilka

Ostatnio publicystyka krajowa koncentruje się na problemach jakości i pewności prawa. Wiąże się to z wszechobecnym w naszym kraju bałaganem, który wygląda tak, jakby Polacy posiadali własne państwo nie od ponad tysiąca lat, ze znanymi przerwami, ale od kilku miesięcy. I podobnie jak właściciel dopiero co kupionego samochodu, ale wykonanego w nowej technologii, kompletnie nie mają pojęcia, jak go obsługiwać.
4 MIN CZYTANIA

Czyżby obrońcy praworządności uważali, że pierwsza Rzeczniczka nie była prawdziwym RPO?

Przez kilka ostatnich lat gremia oficjalne, w tym ponadnarodowe, i media prowadzą ożywioną dyskusję na temat stanu praworządności w Polsce. Jest to trochę zabawne z dwóch powodów. O obu poniżej.
4 MIN CZYTANIA