Wyeliminowanie rosyjskiego gazu oznaczałoby dla Unii Europejskiej wzrost kosztów energii elektrycznej o ok. 56 proc. – wyliczają francuscy eksperci. Ponadto stworzenie odpowiedniej infrastruktury do przyśpieszenia transformacji energetycznej mogłoby kosztować dodatkowy miliard euro, czyli o 36 proc. więcej niż budżet przewidziany na pocovidowy plan odbudowy UE.

Fot. PAP/Darek Delmanowicz

Rosyjski atak na Ukrainę pod każdym względem zaskoczył Europejczyków. Nie chodzi tylko o to, że wielu przywódców nie spodziewało się ofensywy na taką skalę, do końca nie dopuszczając do siebie doniesień amerykańskiego wywiadu. Zaklinanie rzeczywistości wynikało przede wszystkim z demilitaryzacji krajów członkowskich. Unia Europejska postanowiła walczyć z rosyjskim agresorem na polu gospodarczym i społecznym, nakładając kolejne sankcje na Rosję i jego sprzymierzeńców. Problem jednak w tym, że kolejne represje stosowane wobec Władimira Putina nie zdają rezultatu w obliczu gigantycznej zależności europejskiej gospodarki od gazu i innych surowców z tego kraju. Innymi słowy, Europa walcząc z Putinem, zaciska gospodarczą pętle wokół własnej szyi.

Odzyskanie niezależności energetycznej na Starym Kontynencie nie będzie jednak ani łatwe, ani tanie. Według wyliczeń francuskiej firmy ubezpieczeniowo-finansowej Euler Hermes, zmiana dostawcy gazu kosztować może ponad miliard euro inwestycji w ciągu najbliższych kilku lat oraz ogromny wzrost rachunków za energię i spadku aktywności wielu podsektorów przemysłu.

Zależność Europy od rosyjskiego gazu jest bardzo duża, do tego stopnia, że ​​odcięcie dostaw może oznaczać paraliż 9 proc. całej energii zużywanej w Unii Europejskiej.

Istnieją jednak duże różnice w zużyciu rosyjskiego gazu między poszczególnymi europejskimi krajami, przy czym im dalej na wschód, tym większa zależność. Zużycie rosyjskiego gazu na Węgrzech kształtuje się na poziomie 33 proc., na Słowacji 26 proc., w Czechach 24 proc., na Łotwie 20 proc., w Niemczech 19 proc.,  we Włoszech 17 proc., podczas gdy w Hiszpanii to zaledwie 3 proc.

Moskwa już udowodniła, że gaz to jej główna karta przetargowa, ograniczając w ostatnich miesiącach do minimum dostawy tego surowca do Europy. Zapasy gazu w UE w lutym tego roku spadły do 1,2 mln teradżul energii, znacznie poniżej rezerw z lat poprzednich. Co więcej, jest to poziom niewystarczający do pełnego pokrycia typowego zapotrzebowania na gaz w marcu, które wynosi około 1,5 mln teradżul. Poziom zapasów jest na tyle niski, że gdyby Rosja zdecydowała się na dalsze ograniczanie dostaw, to kilka tygodni złej pogody w marcu i kwietniu mogłoby całkowicie wyczerpać dotychczasowe rezerwy i doprowadzić do przerw w dostawach energii elektrycznej.

Zdaniem większości analityków Europa nie powinna skupiać się na przetrwaniu nadchodzącej wiosny. Znacznie ważniejsze w walce z rosyjskim szantażem jest wykorzystanie najbliższych miesięcy, aby zabezpieczyć energetycznie Unię Europejską na przyszłą zimę.

Nic więc dziwnego, że w ostatnich tygodniach UE rozpoczęła poszukiwania innych dostawców, sondując takie kraje jak Katar, Algieria, Kazachstan, Stany Zjednoczone i Norwegia. Jednak zdaniem Euler Hermes „hipotetyczne dodatkowe ilości, które można by zmobilizować, nie są wstanie zaspokoić europejskiej konsumpcji w okresie zimowym”.

Duże trudności w pozyskaniu nowych dostawców stanowi brak infrastruktury w Europie. Nieliczne połączenia między Półwyspem Iberyjskim a Francją oraz fakt, że gazociągi biegną głównie ze wschodu na zachód spowalniają napływ algierskiego gazu. Przeszkodą jest również niedobór metanowców oraz wysokie koszty skraplania i regazyfikacji.

Wreszcie 80 proc. pojemności magazynowej w Europie jest przeznaczone do przechowywania tego surowca w postaci gazowej, co oznacza konieczność polegania na dostawcach obecnie podłączonych do sieci gazociągów. Innymi słowy, jeśli wykluczy się Rosję, możliwości zakupu gazu zostaną ograniczone do Norwegii i Algierii.

Jeśli Europa chce w tym roku zmniejszyć swoją zależność od Rosji, nie wystarczy tylko szukać nowych dostawców. Kluczowym jest zmniejszenie zużycia gazu np. poprzez zastąpienie produkcji energii elektrycznej gazem innymi technologiami, w tym wykorzystaniem ropy naftowej w niektórych elektrowniach, ponowne uruchomienie elektrowni cieplnych opalanych węglem oraz odroczenie lub cofnięcie demontażu energetyki jądrowej.

Eksperci nie wykluczają także, że w sytuacji awaryjnej może nawet dojść do racjonowania gazu, w tym ograniczenia korzystania z ogrzewania domowego i czasowego zamknięcia niektórych obiektów przemysłowych, co oznaczałoby upadek wszystkich najbardziej energochłonnych i gazochłonnych sektorów gospodarki, takich jak produkcja stali, hutnictwo, chemia, ceramika, branża farmaceutyczna, budowlana czy motoryzacyjna.  Krótko mówiąc, rezygnacja z rosyjskiego gazu nie jest dla Europy wolna ani pod względem społecznym, ani gospodarczym.

Zaprzestanie zakupu rosyjskiego gazu oznaczać będzie wzrost średnich cen energii elektrycznej o 56 proc. (w tym również w krajach, które ledwo zużywają rosyjski gaz) i spadek popytu o 11,2 proc.

Poprzedni artykułRząd przed wyzwaniem: inflacja, załamanie złotego i uchodźcy
Następny artykułAplikacja Pola wskaże rosyjskie produkty