Fot. Pixabay

O ile teoria spisku, opracowana przez profesora Luca Montagniera, według której wirus stworzony byłby przez chińskich naukowców, jest odrzucana przez wszystkich poważniejszych ekspertów w tej dziedzinie, o tyle teza o wypadku w laboratorium jest faktycznie sprawdzana przez amerykańskie służby wywiadowcze. Wiarygodności tej teorii dodaje fakt, że władze chińskie nie podały do ​​publicznej wiadomości wyników przeprowadzonego dochodzenia epidemiologicznego oraz fakt, że władze te przeszkodziły wszelkim próbom przeprowadzenia dochodzenia w Wuhan czy to przez WHO, czy również przez zagranicznych ekspertów.

Sprawa ta, wyniesiona na wokandę przez sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo, który mówił o śledztwie, które ma na celu przeprowadzenie głębszej analizy całej teorii, była również pośrednio poruszona przez brytyjskiego szefa spraw zagranicznych Dominica Raaba, który uważa, że Chiny muszą odpowiedzieć na trudne pytania, czy jeszcze przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, dla którego „najwyraźniej zdarzyły się tam rzeczy, na temat których nie mamy wiedzy”.

Sprawa jest bardziej kłopotliwa dla rządu w Paryżu, niż dla laboratorium​​ patogenów klasy 4-tej z Wuhan, ponieważ to całe laboratorium o bardzo wysokich procedurach bezpieczeństwa biologicznego, przeznaczone do badania patogennych wirusów, dla których nie ma ani szczepionki ani opracowanych metod leczenia, zostało w przeszłości „wyeksportowane” do Chin właśnie przez Francję. I już wtedy ta współpraca, bardzo delikatnej natury, z chińskimi władzami sanitarnymi wywołała napięcia nad Sekwaną.

– Niektórzy uważali, że jest rzeczą absolutnie konieczną pomóc Chińczykom w pracach nad tymi nowymi wirusami. A w szczególności dać im możliwość pracy w dobrych warunkach, aby unikali pracy na uboczu, bez odpowiedniego sprzętu, czy tez bez wiedzy niezbędnej do tego rodzaju przedsięwzięć. Krótko mówiąc, chodziło o to, aby zapobiec ich pracy na własną rękę – twierdzi jeden z francuskich urzędników wysokiego szczebla.

W 2004 r. ówcześni prezydenci Francji Jacques Chirac oraz Chin Hu Jintao postanowili siły połączyć, aby walczyć z nowymi chorobami zakaźnymi – wynika z bardzo szczegółowego dochodzenia przeprowadzonego przez dziennikarzy śledczych Radio France. Zaraz później, w ramach tej współpracy, Michel Barnier, minister spraw zagranicznych z tamtego okresu, podpisał umowę o implementacji laboratorium typu P4 do Chin. Nastąpiło to po wizycie w Chinach i spotkaniu premiera Jean-Pierre Raffarin z doktorem Chen Zhu, lekarzem, który zdobył wykształcenie w szpitalu Saint-Louis w Paryżu i był bliskim współpracownikiem byłego prezydenta Chin Jiang Zemina. Rok wcześniej, Chiny ucierpiały na skutek epidemii SARS.

Ale trzeba zaznaczyć, że w tamtym okresie projekt nie był jednakowo dobrze postrzegany we Francji. Raffarin oraz Chirac go popierali, podobnie część środowiska lekarskiego, również Bernard Kouchner i potentat farmaceutyczny Alain Mérieux, który przewodniczył zespołowi nadzorującemu projekt, wspólnie ze swoim chińskim odpowiednikiem, dr. Chen Zhu. Podczas gdy specjaliści od spraw nierozprzestrzeniania broni, ci w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, ci w Ministerstwie Obrony, a także ci w SGDSN (Sekretariat Generalny ds. Obrony i Bezpieczeństwa Narodowego), jak również środowisko badawcze, wszyscy byli temu projektowi niechętni. Niektórzy obawiali się, że P4 może przemienić się w biologiczny arsenał. Inni twierdzili, że w przeciwieństwie do ośrodków badań jądrowych czy chemicznych, nie istniały sposoby międzynarodowej kontroli nad tego rodzaju newralgicznym sprzętem medycznym.

Zwracali oni też uwagę na brak przejrzystości w opisie sposobu użycia przez Chiny mobilnych laboratoriów P3, których reguły eksportu były mniej surowe, a które zostały dostarczone przez rząd Raffarina zaraz po wybuchu epidemii SARS. Ci, którzy ociągali się z zatwierdzeniem projektu, mieli co do niego obawy, jak przypomniał jeden z głównych decydentów z tamtego okresu, wskazując zaobserwowane u Chińczyków „trudności w nauce”, ich „brak przejrzystości w działaniu” i „opór w podjęciu współpracy dwustronnej”, czego chcieli Francuzi.

– Co należy rozumieć, że laboratorium typu P4 jest jak zakład ponownego przetwarzania materiałów jądrowych. Jest to bakteriologiczna bomba atomowa – cytuje „Le Figaro” własnego informatora.

Ostatecznie stanowisko polityków przeważyło i projekt został przyjęty, wbrew radom ekspertów. Instalowanie laboratorium zostało zakończone w styczniu 2015 r., a otwarcie badań zbiegło się w styczniu 2018 r. z pierwszą państwową wizytą Emmanuela Macrona w Pekinie.

– Działania postępowały powoli, ale Paryż ostatecznie dał zielone światło dla całego projektu. W tamtym okresie byliśmy zaangażowani w inne projekty z Chinami, takie jak centrum utylizacji odpadów radioaktywnych, czy jeszcze kontrakty na sprzedaż Airbusa. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, Francja, która jest jedynie potęgą przeciętnego rozmiaru, nie może sobie pozwolić na powstrzymanie rozpoczętego projektu, ponieważ trudno byłoby jej udźwignąć konsekwencje ekonomiczne takiej decyzji – stwierdza ekspert. I dodaje: – Jesteśmy w delikatnym położeniu. Chińczycy starają się przejąć naszą technologię. Dlatego czasami zapędzamy się dalej niż powinniśmy, ze strachu przed szantażem z ich strony.

Ekspert zaznacza, że ten projekt „zawsze był postrzegany jako skomplikowany”.

Dalsza część historii laboratorium P4 z Wuhan pokazała, że ​​ci, którzy ociągali się z wdrożeniem współpracy, mieli rację. Chińskim firmom zależało na początku na własnoręcznym wykonaniu najważniejszych części konstrukcji laboratorium P4, podczas gdy – jak wyjaśnia specjalista – „struktura architektoniczna P4 jest bardzo złożona, układ komór odizolowujących wymaga znajomości specyficznych technik i posiadania specyficznej wiedzy”.

W 2015 r. Alain Mérieux, rozczarowany faktem, że współpraca francusko-chińska nie prowadzi do konkretów, odszedł z funkcji przewodniczącego komisji dwustronnej, tak więc 50 francuskich naukowców, którzy mieli pracować w P4 w Wuhan przez 5 lat, nigdy tam nie dotarło.

Chińczycy z w Wuhan działają obecnie bez krytycznego i czujnego wzroku ekspertów francuskich, inaczej niż przewidywała umowa o współpracy zawarta między Paryżem a Pekinem,

Czy Chiny zablokowały wyjazd ekspertów? Czy też może Francja nie miała wystarczających środków finansowych? Faktem jest, że laboratorium krok po kroku wymykało się spod kontroli francuskich naukowców.

„Washington Post” w zeszłym tygodniu ujawnił, że ​​w styczniu 2018 r. pracownicy ambasady amerykańskiej w Pekinie, po wizycie w laboratorium w Wuhan, powiadomili amerykańską administrację o „niewystarczających środkach zabezpieczenia''.

Chińskie media 16 lutego tego roku również sygnalizowały braki w tym zakresie, twierdząc w szczególności, że tuż po przeprowadzonych eksperymentach, naukowcy wyrzucali materiały laboratoryjne do systemu kanalizacji bez poddania ich specjalnej obróbce, jakiej poddaje się odpady biologiczne. Przypomnieli również, że niektórzy badacze z laboratorium, aby pozyskać dodatkowe dochody, sprzedawali na targowisku w Wuhan zwierzęta laboratoryjne, które przeszły różne eksperymenty.

Tymczasem wszyscy specjaliści twierdzą, że znajomość genezy powstania wirusa jest niezbędna, szczególnie po to, aby zapobiec rozwojowi nowej epidemii.

Źródło: Le Figaro