Fot. Pixabay

W dniu 9 maja 1950 r. Robert Schuman, francuski minister spraw zagranicznych, wygłosił przemówienie, które przeszło do historii jako jeden z najważniejszych momentów Wspólnoty Europejskiej. W swojej deklaracji nawiązującej do wciąż palących się popiołów największej dewastacji znanej człowiekowi dążył do tego, aby w przyszłości wojna była „nie tylko nie do pomyślenia, ale materialnie niemożliwa”. Ideą Schumana było stworzenie Europy opartej na wspólnych wartościach i więziach, których nic nie może złamać. Dzisiaj, w wyniku pandemii, która spowodowała zamknięcie kontynentu i która wciąż zabija tysiące ludzi, pojawiły się najgorsze instynkty… Zaś osamotnione kraje południa wołają o przywrócenie „dawnego ducha” Wspólnoty.

– Żyjemy w wyjątkowym momencie. Jesteśmy atakowani przez wspólnego, niewidzialnego wroga, który powoduje śmierć i paraliżuje naszą gospodarkę. Albo wszyscy z tego wyjdziemy, albo wszyscy utoniemy – powiedziała hiszpańska minister spraw zagranicznych Arancha González Laya dla EL MUNDO.es. – Być może to, co się dzieje, to chwila najbliższa idei stworzonej przez Schumana. W tym momencie kluczowymi są konkretne kroki, które de facto tworzą solidarność. Europejski Bank Centralny podjął odpowiednie działania. Teraz pozostaje czekać na Unię Europejską i obserwować, czy jej działania będą oparte na trzech filarach, to znaczy: stworzeniu odpowiedzi fiskalnej wykraczającej poza obecne wspólne instrumenty, budżetu wypadkowego i wielkiego planu inwestycyjnego, który nikogo nie pozostawi bez pomocy. Jeśli nie zrobimy dziś postępów, będziemy się cofać. A cofanie się oznacza dawanie tlenu ruchom populistycznym – stwierdziła.

Schuman 70 lat temu powiedział, że „Europa nie powstanie od razu ani w całości: będzie powstawała przez konkretne realizacje, tworząc najpierw rzeczywistą solidarność”. I to właśnie solidarności jest fundamentalna w kontekście ostatnich dwóch tygodni, w których obraz Unii Europejskiej został poważnie uszkodzony. Narasta rozczarowanie, głębokie rozczarowanie i frustracja, która u wielu obywateli powoduje chęć całkowitego zerwania z Unią. Ten pesymizm szybko się rozprzestrzenia i jest bardzo trudny do odwrócenia. –Solidarność to słowo kluczowe, zapisane w traktacie lizbońskim, o którym wydaje się, że niektórzy zapomnieli – mówią Hiszpanie.

Gniew i rozczarowanie są wyczuwalne na ulicy, istnieje poczucie porzucenia, które może przekształcić się w wyartykułowany ruch eurosceptyczny lub eurofobiczny, polityczny i intelektualny. Rządy, przytłoczone i rozczarowane swoimi partnerami, również nie przedstawiają pełnego obrazu sytuacji. Europa to nie Rada, to nie Komisja, to nie Niemcy, Holandia, Merkel czy Rutte. Europa to ponad 400 milionów ludzi stojących przed wspólnym zagrożeniem. Nie jesteśmy pasywnymi odbiorcami, ale aktywnymi członkami wspólnoty. Jeśli nie zbudujemy Europy, którą chcemy mieć na co dzień, walcząc o nią dzień po dniu, spotykając się i korzystając ze wszystkich dostępnych nam zasobów, inni zrobią to za nas. O pewne rzeczy w UE się nie prosi, ale się o nie walczy dotąd, aż zostaną osiągnięte.

– Sytuacja, w której teraz się znajdujemy, jest bardzo podobna do okoliczności, w których powstała Wspólnota Europejska, kiedy to Europa zareagowała, by stawić czoła konsekwencjom bratobójczej wojny. Ta Wspólnota, która już wielokrotnie okazywała się skuteczna, będzie musiała zmierzyć się z obecną sytuacją, przyjmując taką samą postawę jak na początku swojego istnienia. Zachodzą bowiem warunki, by domagać się jedności działań wszystkich Europejczyków, solidarności i wspólnych środków. Ci, którzy myślą, że mogą to zrobić po swojemu, są w błędzie – powiedział Carlos Westendorp, hiszpański minister spraw zagranicznych w połowie lat 90., później poseł do Parlamentu Europejskiego.

Unia Europejska zareagowała. Późno, bo jak widać szybka refleksja nie jest jej najmocniejszą stroną, ale zareagowała. I być może reakcja ze strony Unii wciąż jest niewystarczająca, ale trzeba wziąć pod uwagę, że w Unii chodzi o połączenie 27 wizji zainteresowanych stron, co często nie jest łatwe. Ale podjęto bezprecedensowe kroki. Zmobilizowano miliardowe środki w ramach funduszy spójności i funduszy strukturalnych, pakt stabilności i limity dyscypliny fiskalnej zostały zamrożone. Każda stolica została zachęcona do zwiększenia wydatków. Co więcej, skoordynowano nabycie środków medycznych, zaś laboratoria otrzymały dodatkowy zastrzyk gotówki w celu poszukiwania szczepionki. Samoloty załadowane większą ilością materiałów medycznych niż te z Pekinu przybyły do Lombardii z Berlina i Paryża. Europejski Bank Centralny uruchomił pakiet o wartości 750 miliardów euro. Te wszystkie działania to także Europa.

– Porównując obecny kryzys z tym z 2008 roku, można zauważyć co najmniej dwa obszary, w których nastąpił znaczny postęp przynajmniej na poziomie europejskim. Po pierwsze, szybsza reakcja ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Po drugie, złagodzenie ram budżetowych. To, co spotkało się z największą krytyką podczas kryzysu w 2008 roku, to utrzymanie sztywnych ram polityki oszczędnościowej, co spowodowało upadek niektórych krajów i poważną sytuację, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy. Czy to, co obecnie zostało zrobione, wystarczy ? Nie, ale wierzę, że UE nadal może odgrywać pewną rolę i że to zrobi – powiedziała Trinidad Jimenez, hiszpańska minister spraw zagranicznych w latach 2010–2011. – Ja też mam mieszane uczucia, frustrację, widząc, że wszystko dzieje się bardzo powoli, że Unia mogła zrobić więcej, szybciej reagować i okazać większą solidarność. Ale czuję także ulgę, ponieważ na szczęście w Hiszpanii mamy niezwykłą zdolność reagowania i pomagania sobie nawzajem. Z racji mojego wieku, żyłam w czasach, kiedy UE jawiła się jako tęsknota za wolnościami, sprawiedliwością, za tym wszystkim, czego brakowało w moim kraju i w tamtym okresie Unia spełniła moje oczekiwania. Tylko jeśli Unia pozostanie przestrzenią demokracji, wolności i solidarności, to ma podstawy do dalszego istnienia.

“Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego”… Mogłoby się wydawać, że to tylko słowa, jednak wbrew pozorom semantyka znaczy bardzo dużo. Parlament Europejski i Komisja są przecież europejskimi instytucjami i wbrew pozorom uczyniły dużo. Jeśli już szukać winnych, to pod względem decyzyjnym, politycznym i solidarnościowym są to rządy państw członkowskich. Europejski Bank Centralny, któremu wszyscy przypisują największe zasługi, jest instytucją najbardziej niezależna i właśnie z tego powodu również najszybszą.

– Czuję niepokój jak wszyscy inni, ale problemem nie jest Unia Europejska, ale państwa członkowskie. Powiedzmy sobie szczerze: Rada Europejska nie stanęła na wysokości zadania. Parlament Europejski powiedzmy, że wykonuje swoją pracę, z kolei Komisja Europejska robi wszystko, aby państwa członkowskie nie zapomniały, że Unia jest przede wszystkim projektem politycznym opartym na solidarności. Stanowisko Niemiec i Holandii, nawet wyrażone w sposób demagogiczny, pokazuje ograniczenia w samej koncepcji UE – wskazuje Josep Pique, hiszpański minister spraw zagranicznych na początku XXI wieku.

Z kolei zdaniem byłego komisarza europejskiego Abela Matutesa krytyka państw członkowskich takich jak Niemcy czy Holandia jest nieuzasadniona i całkowicie pozbawiona holistycznego spojrzenia na problem. Zdaniem polityka, wstępując do Unii, godzimy się na przestrzeganie pewnych zasad, do których między innymi należy dyscyplina budżetowa krajów członkowskich. Państwa, które sumiennie przestrzegają tych zasad, nie czują się w obowiązku pomagać krajom, które notorycznie je naginają. Jeżeli wszyscy szanowaliby zasady, dziś nie byłoby takich problemów – tak sprawę braku porozumienia wobec współczesnego braku Planu Marshalla skomentował Matutes.

Zdaniem niektórych publicystów, Unia Europejska od dawna choruje, a koronawirus to kolejne schorzenie, które może doprowadzić do jej zgonu. To nie światowa pandemia, a akumulacja nierozwiązanych problemów i kryzysów, które zainfekowały fundamenty Unii mogą doprowadzić do jej rozpadu. Dług Grecji, Brexit, kryzys polityczny spowodowany uchodźcami – to tylko niektóre z długiej listy schorzeń Wspólnoty. Klimat panujący między szefami państw i rządów oraz brak europejskiej solidarności stanowią śmiertelne zagrożenie dla Unii Europejskiej. Już teraz widać, że pokonanie koronawirusa wymaga środków i rozwiązań sprzecznych z duchem „coraz ściślejszej Unii”. Wielu Europejczyków już teraz zadaje sobie pytanie, czy jest sens kontynuować projekt, jakim jest Unia Europejska, który tak bardzo ich rozczarował? W imię czego mamy pozbywać się naszej tożsamości narodowej, gdy w sytuacji kryzysu to nie Unia Europejska, a suwerenne państwa w pojedynkę walczą o zdrowie i życie swoich obywateli?