Wydaje się jednak, że polski sektor bankowy poradzi sobie z niższymi stopami, chociaż nie obędzie się bez pogorszenia wyniku finansowego działających w nim instytucji. Szczególnie narażone na negatywne skutki tego ruchu są te podmioty, których wyniki także przed wybuchem kryzysu epidemicznego nie były najlepsze. Bank centralny ma jednak narzędzia, aby pomóc tym, które na obniżce mogą ucierpieć najbardziej.

Kluczem do zrozumienia tej decyzji jest najpewniej ocena członków RPP dotycząca perspektyw polskiej gospodarki. Dramatycznie niskie – chociaż i tak w minionym miesiącu ulegające lekkiej poprawie – są nastroje wśród konsumentów. Zarówno bieżący jak i wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej są na głębokim minusie (odpowiednio – 30,1 oraz – 37,3). Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury gospodarczej w wielu branżach także szoruje po dnie. Wszystkie badane przez GUS sektory notują niewidziane od lat spadki. Niepewna przyszłość będzie miała prawdopodobnie negatywny wpływ na popyt, zarówno inwestycyjny, jak i konsumpcyjny. To zaś przełożyć się może na pojawienie się presji deflacyjnej. Przyczyni się do tego także pogorszenie warunków finansowych ludności, w związku ze spodziewanym wzrostem bezrobocia oraz cięciami wynagrodzeń.

Co ciekawe, rośnie kwota depozytów gospodarstw domowych i przedsiębiorstw niefinansowych, według stanu na 20 kwietnia (czyli już po marcowej i kwietniowej obniżce) ich wartość zwiększyła się o ponad 14 mld zł w porównaniu z poprzednim miesiącem. Jednocześnie ankietowanego przez NBP banki informują o zaostrzeniu kryteriów udzielania kredytów, zarówno firmowych jak dla gospodarstw domowych. Wyraźnie spadł popyt na kredyt ze strony dużych firm, co także interesujące, dla mniejszych pozostał praktycznie bez zmian. Niemniej per saldo zainteresowanie tą formą finansowania biznesu będzie malało. Wydaje się, że może to być trwała tendencja wynikająca z adaptacyjnych działań przedsiębiorstw do nowych warunków gospodarczych.

Znaczna część zobowiązań firm i osób fizycznych uzależnionych jest od stawki WIBOR, jej zmniejszenie pozwala na zachowanie większej części dochodu w portfelu kredytobiorców. W związku ze wzrostem przezornościowego popytu na pieniądz i tak pokaźny kawałek tych środków trafi do banków. Jest jednak szansa także na to, że w pewnej proporcji zostaną one przeznaczone na bieżącą konsumpcję, tej sprzyjać może także wyraźnie hamująca inflacja oraz poprawa nastrojów wynikająca z łagodzenia obostrzeń.

Przy rosnącej bazie depozytowej i niskich stopach procentowych banki powinny być także bardziej zainteresowane finansowaniem gospodarki, zważywszy na to, że dochód czerpią głównie z marży odsetkowej. Aby ją wypracować, muszą pożyczać. Bez tego ich biznes zwyczajnie nie będzie miał sensu. Przy niskich stopach zdolność kredytowa, nawet przy zaostrzonych kryteriach, może być łatwiejsza do osiągnięcia. To powinno przynajmniej częściowo złagodzić restrykcyjne podejście banków, planujących zaostrzenie warunków udzielania kredytów.

Na decyzję RPP spojrzeć trzeba nie tylko z perspektywy sektora bankowego, na ruch ten patrzeć należy przede wszystkim w kontekście poprawy koniunktury. NBP ma przede wszystkim wspierać stabilność cen, jeśli jednak może podejmować działania nieprzeczące temu celowi, a wspomagające wzrost, powinien to czynić. Warto zaznaczyć, że nawet w samej ustawie o Narodowym Banku Polskim czytamy (art. 3 ust. 1): „Podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP” (podkreślenie – KG).