Szybko zmieniająca się sytuacja na świecie, niekorzystna dla Polski nadaktywność UE w niektórych obszarach i nie dająca się już zatuszować przewaga w niej Niemiec, realizujących przede wszystkim własne interesy, stawiają zdecydowany postulat prowadzenia przez Polskę bardziej aktywnej polityki zagranicznej. Być może nawet zasadniczej weryfikacji dotychczasowych jej założeń.

aktualna sytuacja geopolityczna czerwiec 2021- grafika wpisu
fot. geralt/Pixabay

Przyjrzyjmy się, jak to wygląda od strony gospodarczej i co jest możliwe do zrobienia. Rynek niemiecki jest nie tylko głównym kierunkiem eksportowym Polski. Działa to także – jak najbardziej – w drugą stronę. Niemiecka gospodarka zależy w ogromnym stopniu od Polski. To u nas zlokalizowane są główne montownie; dostarczamy, na przykład, coraz więcej pojazdów z Wrocławia. Import z Polski do Niemiec rośnie silnie i stale, nawet USA nie mają tak dużego znaczenia dla niemieckiego rynku. Według danych za I kwartał br. Polska jest trzecim co do wielkości dostawcą do Niemiec, a niemiecki import z Polski w pierwszych trzech miesiącach tego roku urósł o 14,7 proc. – do 16,6 mld euro. Z kolei eksport wzrósł o 9,4 proc. – do 18,7 mld euro. Wszystko to się zaś dzieje w okresie trwającego przecież jeszcze koronakryzysu.
– Europa Wschodnia i Polska wróciły na właściwe tory jako motor gospodarczy niemieckiej gospodarki – zauważa Oliver Hermes, przewodniczący Komitetu Wschodniego Gospodarki Niemiec.

Niemieckie problemy można korzystnie rozegrać

Ponieważ Niemcy przedłużają lockdown związany z COVID-19, wyraźnie szkodzi to ich gospodarce. W zasadzie wszystkie monitorujące koniunkturę gospodarczą w Niemczech instytuty przewidują, że powrót Niemiec na ścieżkę wzrostu będzie mozolny. Główne projekcje zakładają, że niemiecki produkt krajowy brutto wzrośnie w tym roku najwyżej o 3,7 proc., a w roku 2022 – o 3,9 proc. Są to zdecydowanie gorsze przewidywania od wcześniejszych. Jesienna prognoza zakładała wzrost PKB Niemiec w 2021 roku na poziomie 4,7 proc.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że nie tylko Polska, ale i inne kraje Grupy Wyszehradzkiej mają większe znaczenie dla niemieckiego handlu zagranicznego niż – pojedynczo – Chiny czy USA. To należy rozumieć i doceniać; także w kontekście geopolitycznym. Dwieście dwanaście miliardów euro obrotów handlowych z tym krajami to jedna piąta światowego eksportu i importu Niemiec. Dla porównania: przeceniana Rosja jest dopiero siódmym partnerem handlowym Niemiec. To w krajach Grupy Wyszehradzkiej, a szczególnie w Polsce, zlokalizowane są główne inwestycje lokalnych niemieckich koncernów. Ten fakt mógłby być silniej wykorzystywany i „rozgrywany” przez polską stronę.

Nie należy przy tym nadmiernie przejmować się tym, co powie na to Unia Europejska, w której oczywistą i wiodącą rolę odgrywają Niemcy. Należne nam pieniądze UE i tak musi wypłacać. Już zaczynają do Polski napływać. – Komisja Europejska wydała zgodę na wykorzystanie prawie 1,4 mld złotych w ramach wsparcia małych i średnich przedsiębiorstw. To pomoże zrobić kolejny krok w wychodzeniu ze skutków pandemii – mówi minister finansów Tadeusz Kościński.

Po brexicie to Brukseli powinno bardziej zależeć na utrzymaniu jedności i „stanu posiadania” państw, niż poszczególnym krajom wchodzącym w skład Unii. Oczywiście współpracę można i należy układać na zasadach partnerskich. Maksymalnie przy tym wyzyskując, dla polskich interesów, silną zależność Niemiec od naszej gospodarki i vice versa.

Chińska opcja? Warto rozważyć

Zbigniew Rau, minister spraw zagranicznych powiedział, że umowa inwestycyjna pomiędzy UE a Chinami (CAI) jest korzystna dla obu stron, a strony powinny w odpowiedni sposób poradzić sobie ze sporami – można przeczytać w oświadczeniu chińskiego rządu. Polski rząd tego nie dementuje. Warto też zauważyć, że nie jest to nastawienie zgodne z ostatnim, demonstrowanym przez unijne organy wobec Chin.
– Polska czeka również na chińskie inwestycje i nie będzie podejmowała dyskryminujących kroków wobec chińskich firm – tak miał stwierdzić Rau, cytowany przez Bloomberga.
Chiny roztoczyły przede wszystkim perspektywę znacznego wzrostu eksportu produktów rolnych z Polski do Państwa Środka, co byłoby oczywistym i potrzebnym wsparciem dla naszego rolnictwa. Nie po raz pierwszy zresztą, więc i w tych rozmowach stanowisko Polski powinno być klarowne i zdecydowane.

Zacieśnianie współpracy z Chinami może pomóc unikać ryzykownych zbliżeń z Rosją, nie ma żadnego obligo, by do Chin dostawać się przez rosyjskiego pośrednika. Przede wszystkim jednak warto intensywnie myśleć o wydostaniu się ze swoistej „strefy zgniotu”, w jakiej znaleźliśmy się pomiędzy USA a Niemcami. Szczególnie po fakcie, gdy Polska wpadła w pułapkę ofsajdową po wycofaniu się prezydenta USA Joe Bidena z protestu wobec budowy Nord Stream 2, a Duńczycy zaczęli robić problemy z dokończeniem budowy Baltic Pipe.

W polityce zagranicznej nic nie jest ustalone raz na zawsze. Powinniśmy stosować własną realpolitik. Zależną tylko od szybko zmieniającego się obrazu świata oraz naszego dobrze zdefiniowanego interesu narodowego.

Poprzedni artykułRegionalizacja płacy minimalnej – nowy pomysł rzecznika MŚP
Następny artykułCzy susza znów uderzy w polską gospodarkę?