Na Warmii i Mazurach ruszy program pilotażowy bezwarunkowego dochodu podstawowego – poinformowało RMF 24. Zdrowy rozsądek podpowiada, że pomysł ten jest niebezpieczny – komentuje ks. Jacek Gniadek.

Pexels.com

Pilotaż zostanie przeprowadzony przez Stowarzyszenie Warmińsko-Mazurskich Gmin Pogranicza i będzie obejmować północne gminy województwa, które graniczą z Rosją. Według informacji RMF 24 w eksperymencie udział może wziąć od 5 tys. do nawet 31 tys. osób, które (niezależnie od sytuacji życiowej) będą otrzymywały 1300 zł miesięcznie – za nic. W trakcie eksperymentu naukowcy zbadają aktywność ekonomiczną, ale też społeczną mieszkańców oraz sprawdzą, czy zmieniła się ich sytuacja materialna oraz relacje międzyludzkie.

Wypowiadający się dla RMF 24 dr Maciej Szlinder z Polskich Sieci Dochodu Podstawowego wytłumaczył, że do programu wybrano Warmię i Mazury, bo „jest to region wyludniający się, popegeerowski, mocno dotknięty przez skutki transformacji ustrojowej, ale także przez zamknięcie małego ruchu granicznego w 2018 r.”, co odbiło się na tamtejszych wynikach dotyczących bezrobocia, dochodów i ubóstwa.

Dr Szlinder na antenie radia dodał, że program ruszy na pewno, ale nie wcześniej niż w ciągu 12 miesięcy od momentu uzyskania finansowania. Jego zdaniem ewentualne wdrożenie dochodu podstawowego w całym kraju byłoby „największą reformą społeczno-gospodarczą od początku transformacji”.

O tym, co sądzimy na temat bezwarunkowego dochodu podstawowego, pisaliśmy jakiś czas temu TUTAJ. I oczywiście zdania nie zmieniamy.

Poniżej komentarz do tematu jednego z naszych felietonistów – ks. Jacka Gniadka SVD, który napisał:

„Zdrowy rozsądek podpowiada, że pomysł ten jest niebezpieczny. Skoro ten dochód ma być gwarantowany, to ktoś musi go zagwarantować. Gwarantuje go rząd, a rząd nie ma swoich pieniędzy, tylko te, które odbierze podatnikom, więc ktoś musi pracować. Jeśli ktoś musi na kogoś pracować, to staje się on niewolnikiem tego, na którego pracuje.

Tradycyjne nauczanie społeczne Kościoła kładzie nacisk na znaczenie i godność ludzkiej pracy dla osobowego rozwoju. Płacenie ludziom, niezależnie od tego, czy pracują, czy też nie, może wydawać się obrazą takiej etyki. Prawdziwe niebezpieczeństwo jest jednak o wiele większe. Ktoś próbuje podmienić nam tradycyjną antropologię nową wizją człowieka, który nie jest już osobą, mającą swoją godność, wyjątkowość i swoje prawa. Socjalizm traktował ludzką osobę jako element machiny społecznej. Eksperyment z BDG idzie znacznie dalej. Świat nie wie, co zrobić z człowiekiem. Widzi w nim nawet klimatyczne zagrożenie.

Kiedyś w wywiadzie dla Obserwatora finansowego powiedziałem, że bardziej niż transhumanizmu boję się urzędników i państwa w obecnej postaci, stale ingerującego w moje życie. Transhumanizm, jak trafnie zauważa to Magdalena Ziętek-Wielomska w nagraniu „Kim jest człowiek? Najważniejsze pytanie XXI wieku!”, rodzi się na uniwersytetach. Problem polega na tym, że ten eksperyment jest przeprowadzany za nasze pieniądze.

Co możemy zrobić, by stanąć w obronie wyjątkowości i godności ludzkiej osoby? Należy bronić instytucji własności prywatnej. Nic lepszego nie wymyślimy.

Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać – Stanisław Jerzy Lec”.

Poprzedni artykułKolejne kłody pod (rolnicze) nogi
Następny artykułWojna sparaliżowała handel samochodami w Rosji bardziej niż COVID