W ostatnich latach polskich rolników prześladuje powracające widmo suszy. Niedobory wody mają fatalny wpływ na stan upraw i zmuszają rząd do wypłaty odszkodowań liczonych w miliardach złotych. O ile nie można powiedzieć, że gospodarze pozostawieni są sami sobie, o tyle podkreślić należy, że problem walki z suszą rolniczą rozwiązać należy przy pomocy inwestycji mających na celu zwiększenie poziomu retencji wodnej. Wiele z nich jest już realizowanych w ramach wielu rządowych programów, ale to zaledwie – nomen omen – kropla w morzu potrzeb.

narodowy program rozwoju retencji - grafika wpisu

Blisko 70 proc. powierzchni naszej planety stanowią morza i oceany. Oznacza to po prostu, że ogromna większość wody na ziemi jest słona. Istnieją oczywiście systemy odsalania wody, ale wciąż pozostają one stosunkowo drogie i często – jeszcze – nieopłacalne. Zaledwie 3 proc. wody zgromadzonej na ziemi to słodka i zdatna do picia woda, która zgrupowana jest w zbiornikach powierzchniowych i podziemnych.

Mało tego. Prawie 70 proc. z rzeczonych trzech stanowi woda zgromadzona w pokrywie lodowej na biegunach. 1/3 z tych samych 3 proc. to woda pochodząca ze źródeł podziemnych, a jeziora i rzeki to raptem około 1 proc. zasobów wody pitnej. To wciąż ogromne ilości, o ile potrafi się wspomagać gromadzenie wody, czyli retencję, a z tym w Polsce wciąż jest krucho.

Znikome możliwości retencyjne

Problemem Polski nie jest bynajmniej uboga sieć rzek, jezior czy wód podziemnych – tych mamy pod dostatkiem. Pokutującym problemem, który wziął się z realizowanych przed dekadami programów „osuszania kraju”, są znikome możliwości retencyjne. Ich efektem są wskaźniki średniej ilości wody przypadającej na jednego mieszkańca. W Europie jest to przeszło 5 tys. m3, w Polsce natomiast zaledwie 1,8 tys. m3. Mamy bez mała tyle wody do rozdysponowania co Egipt. W czasie suszy – czyli w  zasadzie co roku – jest jeszcze gorzej, bo Polacy dysponują wówczas – w przeliczeniu – zaledwie 1,1 m3 wody na osobę.

Z badań Wód Polskich wynika wprost, że rokrocznie suszą zagrożonych jest w Polsce choćby niemal połowa terenów rolniczych. Zaostrzenie się problemów krajowego bilansu wodnego w ostatnich latach spowodowało, że tylko w ubiegłym roku susza dotknęła aż 90 proc. obszaru naszego kraju. To fatalne dane.

Największy deficyt wody

Jednostką odpowiedzialną za dostarczanie cyklicznych raportów na temat stanu zasobów wodnych jest Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa Państwowy Instytut Badawczy w Puławach. Z najnowszej analizy wynika, że największe deficyty wody odnotowują dziś Pobrzeże Szczecińskie oraz centralna część Pojezierza Zachodniopomorskiego. Nie jest to sytuacja dramatyczna, bo choć w wielu częściach kraju notuje się nieznaczne niedobory, w innych mamy jej nadmiar.

Analiza IUNG PIB wskazuje, że w ostatnim okresie raportowania obejmującym okres od początku kwietnia do końca maja, susze rolniczą stwierdzono na terytorium województwa zachodniopomorskiego. Sytuacja nie jest zła, ale brak opadów i wysokie temperatury mogą znacznie zmienić obecny stan rzeczy.

Program Rozwoju Retencji

Od kilku lat rząd realizuje narodowy Program Rozwoju Retencji. Skupia się on zarówno na wielkich inwestycjach, takich jak budowie stopnia wodnego w Siarzewie, ale także szeregu mniejszych inwestycji – z naciskiem na dofinansowanie tak zwanej małej retencji, która –trzeba przyznać – wreszcie drgnęła. Trudno jednak nadrobić lata zaniechań poprzednich rządów w krótkim okresie.

Dziś poziom retencji w Polsce wynosi 6,5 proc. To mało. Perspektywa obejmująca okres do roku 2027 i uwzględniająca liczne inwestycje wodne zakłada, że wskaźnik ten wzrośnie do 15 proc. Niby ponad dwukrotnie więcej niż dziś, ale jednak wciąż będziemy wypadać blado na tle choćby państw Europy Zachodniej – dla porównania w Hiszpanii ten sam wskaźnik wynosi… 40 proc.

Polska mogłaby szybciej dogonić europejską czołówkę, gdyby zaczęła racjonalnie sięgać po zasoby wód podziemnych, które w naszym kraju są naprawdę ogromne. Jednak nie wszystko na raz.

Już dziś Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie może pochwalić się ukończeniem wielu kluczowych z punktu widzenia bezpieczeństwa wodnego inwestycji. Wiele z nich jest także właśnie realizowanych. Mówimy to o wartych miliardy złotych budowach takich jak wspomniany stopień wodny Siarzewo, ale także stopień wodny Malczyce, polder Racibórz Dolny, zbiornik w miejscowości Wielowieś Klasztorna czy stopień Wodny Lubiąż Ścinawa.