Fot. Pixabay

Kiedy Polacy w 2003 roku decydowali o akcesji, chyba nikomu nie przychodziło do głowy to, co obecnie dzieje się w relacjach Polska – UE. Chcieliśmy i chyba nadal chcemy uczestniczyć w stowarzyszeniu państw, które zrzeszają się w celu budowania dobrobytu swoich obywateli poprzez znoszenie barier celnych i swobodną wymianę handlową. Tymczasem jesteśmy traktowani, jak podrzędny region jakiegoś superpaństwa, które z lubością łaja jedną ze swoich zacofanych prowincji.

A warto pamiętać, że Unia ma swoje realne problemy. Permanentny kryzys strefy euro jest już chyba wpisany w DNA wspólnoty. Rachityczny wzrost gospodarczy, problemy budżetowe krajów południa, hamująca rozwój biurokracja produkująca na masową skalę gigantyczną ilość regulacji.

Wymieniać można długo, tak obszerna jest lista kłopotów, z jakimi w pierwszej kolejności zmierzyć się powinni okupujący swoje wygodne stołki eurokraci. Tymczasem na żaden z nich od lat nie znaleziono recepty. Niebawem unijna gospodarka zostanie przyblokowana kolejnym „genialnym” rozwiązaniem, jakim jest tzw. zielony ład. Już teraz w wyniku walki ze zmianami klimatycznymi UE wprowadziła kuriozalne przepisy dotyczące konieczności zakupu uprawnień do emisji CO2 windujące w kosmos ceny energii. Dodajmy do tego ów zielony ład i mamy przepis na zrujnowanie przemysłu w wielu unijnych krajach, ku uciesze państw Azji czy Ameryki Południowej.

Brak sprawczości i mądrych decyzji w sprawach kluczowych i skupianie się na zagadnieniach nie mających z istotą integracji wiele wspólnego – to dojmujący i przykry obraz Unii. Skoro nie umiemy poradzić sobie z prawdziwym wyzwaniami, zajmijmy się tymi wyimaginowanymi – zdają się myśleć w unijnych instytucjach. Stosują przy tym upokarzający szantaż: albo robicie, co wam każemy, albo nie dostaniecie pieniędzy (!), to swoiste dictum płynące z Brukseli domagać się powinno równie jasnej odpowiedzi. Szczególnie, mając na uwadze fakt, że znaczna część środków, jakie dostajemy z Unii, i tak trafia na Zachód, bo to głównie firmy z tej części Europy przez lata wygrywały najistotniejsze kontrakty na realizację inwestycji infrastrukturalnych w naszym kraju.

Zasadnicze pytanie dotyczy zatem kwestii kluczowych, jaką organizacją jest Unia – jeszcze gospodarczą, zapewniającą warunki do rozwoju, czy już tylko i wyłącznie polityczną z mocno ideologicznym zacięciem? W debacie publicznej powinno ono padać coraz częściej.