Fot. Pixabay

Kolejny raz potwierdza się teza, że bez silnego i dobrze zarządzanego państwa nie da się funkcjonować. WHO, które czuwać miało nad światowym bezpieczeństwem zdrowotnym, podniosło alarm o koronawirusie, kiedy hulał on już po całym świecie. Być może ta agenda ONZ była zbyt zajęta propagowaniem zabijania nienarodzonych dzieci. Od lat podmiot ów słynie raczej z ideologicznych przekazów niż realnego wsparcia dla bezpieczeństwa zdrowotnego.

Podobnie rzecz ma się z Unią Europejską. W ostatnim czasie Parlament Europejski miał czas na uchwałę w sprawie edukacji seksualnej w Polsce, to gremium wypluwa z siebie mnóstwo tego typu głupot. Kiedy jednak w Europę uderzyła z ogromną siłą zaraźliwa choroba, władze wspólnoty skupiły się jedynie na zapewnieniach o wsparciu. Niestety, za tymi zapewnieniami nie idą konkretne działania. Rzekome miliardy, jakie Bruksela miała przekazać na walkę z wirusem, to środki z kończącej się perspektywy budżetowej, poinformował premier Morawiecki. Czyli nic nie dali, ale powiedzieli, że dali. Bo coś mówić trzeba. Opinia publiczna nie oczekuje jednak słów i deklaracji od suto opłacanych unijnych dygnitarzy.

Od dawna UE przypomina ideologiczny wehikuł dla obłędnych projektów o marksistowskim charakterze. Nie ma tam sprawczości w kwestiach kluczowych dla ludzi. Unia skupia się zatem na wyimaginowanych problemach, takich jak praworządność w Polsce, emisja CO2, czy edukacja seksualna. Zawodzi natomiast na całej linii, jeśli chodzi o kryzys migracyjny, rozwój gospodarczy czy teraz zagrożenie spowodowane koronawirusem. Tamtejsza wierchuszka lubi mówić o wartościach i zasadach, to jednak tylko frazeologia, za którą kryje się aksjologiczna pustka. Także w obliczu zagrożenia COVID–19 słyszymy ten sam bełkot, zaraz pewnie dorzucą do tego znane hasło „więcej Europy”. Czyli więcej ideologicznej papki w rodzaju walki ze zmianami klimatu. Natomiast zero sprawczości w tematach, które pilnie czekają na rozwiązanie.

Co zatem powinna zrobić Unia? Przede wszystkim konkretnie działać, głównie poprzez celowaną pomoc finansową dla firm i pracowników. Zrezygnować trzeba w trybie nagłym z szalonych celów związanych z emisją dwutlenku węgla. Pilnie należy zawiesić mechanizm nabywania uprawnień do emisji CO2. Środki z nowej perspektywy budżetowej zaś przeznaczać musi na pomoc miko-, małym i średnim przedsiębiorstwom. Nie tylko tym, które inwestują w „odnawialne źródła energii”, środki powinny trafić przede wszystkim do tych, które najbardziej odczują skutki epidemii.

Poluzować trzeba unijne regulacje dotyczące zamówień publicznych, tak aby to krajowe firmy wygrywały przetargi i w ten sposób budowały swój potencjał po okresie przestoju związanego z epidemią. Zostawmy za sobą bezsensowne regulacje typu RODO. To niczemu nie służy, szczególnie w czasach takiej zawieruchy. Regulacyjny reset i dobrze zaadresowane wsparcie finansowe – i to szybko. Tak zadziałać powinna Unia.

Pomarzyć dobra rzecz…