Wojna na Ukrainie jest smutnym przypomnieniem, że w Europie konflikty mogą wybuchnąć w każdej chwili.

Demonstracja kosowskich Serbów, grudzień 2022/fot. Wikipedia

Bałkany Zachodnie (Albania, Bośnia i Hercegowina, Kosowo, Czarnogóra, Macedonia Północna i Serbia) to region, który zawsze był uważany za beczkę prochu, a eskalacja z końca 2022 r. spowodowała, że – zdaniem analityków – kwestią czasu jest, kiedy dojdzie do zapalenia lontu, zwłaszcza że konflikt na tym obszarze jest idealnym sposobem na destabilizację Zachodu w myśl zasady „dziel i rządź”.

Szef dyplomacji UE Josep Borrell również ostrzega, że Bałkany są słabym punktem Europy. Sytuacji nie poprawia fakt, że kraje takie jak Chiny, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Turcja zacieśniają więzi na tym obszarze. Nic więc dziwnego, że prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden podpisał w czerwcu ub.r. dekret, w którym zapowiedział sankcje wobec wszystkich, którzy zagrażają stabilności regionu.

Wrzący kocioł bałkański

Nawet Bruksela porzuciła swoją bierność w odniesieniu do Bałkanów Zachodnich tylko po to, aby utrzymać polityczną kontrolę nad obszarem. Gwałtowne protesty w północnym Kosowie, wzmocnienie obecności Grupy Wagnera w Serbii czy grudniowa decyzja prezydenta Serbii Aleksandara Vučicia o postawieniu armii krajowej w stan najwyższej gotowości – w obliczu tak wielu wyzwań UE, która odpowiada za prawie 70 procent handlu towarami w regionie, musi być bardziej niż kiedykolwiek zdeterminowana, aby zdobyć – a przynajmniej obronić – Bałkany.

Przystąpienie krajów Bałkanów Zachodnich do Wspólnoty jest aktualnie niemożliwe, dlatego Unia w ostatnich miesiącach postanowiła wdrożyć wypróbowane sposoby, czyli pakiety pomocowe, które mają powstrzymać kryzys energetyczny i gospodarczy. Krajom Unii zależy na tym, aby na starym kontynencie nie było dwóch otwartych frontów. Bruksela ma i tak sporo zamieszania z Ukrainą.

Pakiet pomocy energetycznej spełnia podwójny cel: po pierwsze ma wdrożyć unijny plan transformacji ekologicznej na terytoriach, które są niezwykle uzależnione od rosyjskiej ropy i gazu oraz gdzie zużycie węgla i drewna jako surowców energetycznych powoduje wysoki poziom zanieczyszczenia powietrza. Po drugie ma poprawić nastroje społeczne, które z uwagi na przedłużający się proces rozszerzenia UE są nienajlepsze.

Enrique Ayala, analityk z Fundación Alternativas zapytany, dlaczego zwykli obywatele Europy powinni interesować się tym, co dzieje się na Bałkanach wyjaśnia, że niedocenianie Bałkanów to ten sam błąd, jaki popełnili ludzie na początku XX wieku: „Musimy pamiętać, że pierwsza wojna światowa rozpoczęła się na Bałkanach. Ponadto obecnie trzy z krajów Bałkanów Zachodnich należą do NATO (Albania, Macedonia Północna i Czarnogóra). Jakikolwiek konflikt w regionie oznacza wojnę dla całego NATO”.

Restrukturyzacja

Aby zmniejszyć wpływy Rosji w regionie, Unia planuje stworzyć sieć połączeń energetycznych między Unią a Półwyspem Bałkańskim. Ostatnie odkrycie złóż gazu niedaleko Cypru sprzyja rozmowom na temat możliwości przekształcenia regionu w hub gazowy Europy. Ponadto Komisja Europejska ogłosiła w listopadzie, że zamierza pomóc Bałkanom Zachodnim przeznaczając na ten cel 9 miliardów euro. Połowa tej kwoty będzie miała formę pilnej pomocy, a reszta zostanie przeznaczona na modernizację infrastruktury energetycznej w ramach energii wiatrowej i słonecznej. José Ángel López, profesor Stosunków Międzynarodowych i Katedry Prawa Międzynarodowego na Papieskim Uniwersytecie Comillas (w Hiszpanii) zauważa, że niektóre kraje Bałkanów z aktualnej sytuacji geopolitycznej czerpią podwójne korzyści. „Wbrew temu, co zostało powiedziane Serbia nie jest całkowicie zależna energetycznie od Rosji. Import gazu i ropy z kraju Władimira Putina wynosi 23 procent. Serbia importuje też gaz z Kazachstanu i Norwegii” – wyjaśnia ekspert.

Serbia odnowiła na kolejne trzy lata kontrakt gazowy z rosyjską firmą Gazprom, kupując niebieskie paliwo po bardzo konkurencyjnych cenach. Z jednej strony kraj ten chce zbliżenia z Unią, ale bez utraty przywilejów w stosunkach z Moskwą (obecnie Serbia niechętnie nakłada sankcje na Moskwę, co stwarza problemy dla jej przyszłego członkostwa w UE). Z drugiej strony chętnie przyjmuje środki przekazywane w ramach unijnego instrumentu przedakcesyjnej pomocy.

W Brukseli obawiają się, że Serbia będzie koniem trojańskim, jeśli wejdzie do UE z powodu powiązań z Rosją i jej elitami gospodarczymi. Nie brak też głosów, że po wejściu do UE ta rosyjska zależność się zmniejszy. Aktualnie w zerwanie więzi z Rosją ciężko jest uwierzyć, zwłaszcza że Moskwa emituje dezinformację na rosyjskim kanale Sputnik w Serbii, Czarnogórze, Republice Serbskiej i północnym Kosowie. Rosyjska propaganda wzbudza nastroje nacjonalistyczne, a Kreml zaopatruje region w broń. Niepokojąca jest też obecność w regionie Grupy Wagnera, która ogłosiła, że otworzyła filię w Serbii, by zająć się Rosjanami w tym kraju.

Stabilokracja i kleptokracja

W 2014 r. Berlin rozpoczął proces integracji Bałkanów Zachodnich z UE, który – jak podkreślają eksperci – nie jest łatwy. Problematyczna jest Bośnia i Hercegowina ze względu na jej politykę wewnętrzną, Serbia z uwagi na jej relacje z Rosją, i Kosowo, którego status na arenie międzynarodowej nie jest uznawana przez wszystkie kraje europejskie, np. przez Hiszpanię. Ponadto Bośnia ma problemy z Republiką Serbską, której grozi secesja. Podobnie Kosowo, gdzie w regionie przygranicznym z Serbią dochodzi do licznych blokad.

Eurokraci nie bardzo wiedzą, jak zarządzać jednością kontynentu. Aktualnie sytuacja na Bałkanach Zachodnich wygląda tak, że lokalni politycy i ekonomiści przyzwyczaili się do otrzymywania unijnych pieniędzy na potrzeby utrzymywania stabilności w regionie. W zamian UE przymyka oczy na demokratyczne niepowodzenia na Półwyspie Bałkańskim.

Poprzedni artykułRada Przedsiębiorczości staje w obronie branży farmaceutycznej
Następny artykułPolscy seniorzy są coraz bardziej zadłużeni