Propozycja dla Polski względem nowej unijnej perspektywy budżetowej na lata 2021-2027 opiewa w tym momencie na 170 mld euro. To o 6 mld więcej, niż Polska mogła wykorzystać w ramach poprzedniego budżetu. Ile środków z tej puli przypadnie rolnikom i czy mogą być oni zadowoleni z unijnej propozycji?

W ramach nowego budżetu Polscy rolnicy mogą liczyć na 33,5 mld euro w siedmioletniej perspektywie. To i dużo, i mało – jak zawsze bowiem wszystko zależy od perspektywy. Punkt widzenia rolników jest tu jednoznaczny i zasadza się na krytyce planowania nie uwzględniającego nowych strategii dla unijnego rolnictwa. Środowiska rolnicze i przetwórcze podkreślają, że proponowana kwota to wprawdzie bardziej korzystna propozycja niż w latach poprzednich, ale wciąż o 9 mld niższa aniżeli w poprzedniej perspektywie finansowej. Trudno nie przyznać im racji.

Budżet na rolnictwo, a Zielony Ład
Unijna strategia dla rolnictwa, czyli Europejski Zielony Ład, będzie wymagać od gospodarzy diametralnego przeformułowania finansów przedsiębiorstw rolnych. Obowiązkowe przeznaczenie 25 procent powierzchni gruntów pod uprawy ekologiczne, obligatoryjne roczne wyłączenie z produkcji 10 procent powierzchni użytków, czy ograniczenie możliwości stosowania nawozów to wyzwania, które pociągną za sobą potężne straty finansowe odczuwalne najpierw przez samych rolników, a później przez konsumentów. Chodzi o uczynienie Europy bardziej ekologiczną – praktyka może okazać się jednak niezwykle brutalna.

Zmuszenie Europejczyków do zwiększenia zakupów produktów ekologicznych będzie wiązało się z potencjalnym wzrostem wydatków – żywność ekologiczna jest po prostu droższa. Aby uniknąć zbytnich podwyżek – jak twierdzą liczni analitycy – mieszkańcy Starego Kontynentu zwrócą się w stronę towarów importowanych. Towarów o niższej niż obecnie jakości oraz niższej cenie, a jednocześnie nie pochodzących z gospodarstw unijnych. Spowoduje to drenaż środków i uzależnienie europejskiego rynku konsumenckiego od największych światowych dostawców żywności – Chin, USA czy Brazylii czy – lokalnie – Ukrainy.

Właśnie o tym mówią rolnicy, kiedy domagają się przeformułowania obecnej propozycji. Szczególnie zdeterminowani w tym zakresie są Polacy, którzy otrzymują znacznie mniej środków z tytułu dopłat do rolnictwa niż koledzy z zachodu kontynentu oraz – co szczególnie ważne w kontekście wspomnianej ekologii – zmniejszyli w ostatnich 10 latach areał upraw ekologicznych o 25 proc. Nowa perspektywa budżetowa nie uwzględnia niestety żadnych rekompensat za straty poniesione w wyniku nowej strategii Zielonego Ładu, a te mogą być ogromne.

Co może komisarz Wojciechowski?
Warto przy tym pamiętać, że zarzuty środowisk rolnych nie powinny koncentrować się na osobie komisarza Wojciechowskiego, który nie jest tu jednym źródłem podejmowanych decyzji. Nowa strategia zakłada swoistą interdyscyplinarność, łączącą rolnictwo, klimat, bioróżnorodność oraz kwestie handlowe. Za zagadnienia klimatyczne odpowiedzialny jest nieprzychylny Polsce – co nie jest tajemnicą – Frans Timmermans, za umowy handlowe odpowiada były komisarz ds. rolnictwa Phil Hogan, a za bioróżnorodność Stella Kyriakides.

Wypadkową decyzji tych polityków są kolejne problemy unijnego rolnictwa związane ze stopniowym otwieraniem się unijnego rynku na towary spoza wspólnoty. Tymczasem Unia Europejska powinna zapewnić impuls inwestycyjny wspólnotowym rolnikom poprzez wprowadzenie bardziej zwartego systemu ochrony celnej i stopniowego ograniczania kontyngentów na przywóz artykułów rolno-spożywczych do UE.

* autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej