Estonia jest przykładem na to, że nawet w ramach coraz bardziej fiskalnie nieprzyjaznej Unii Europejskiej można stworzyć stosunkowo mało szkodliwy system podatkowy. Gdyby wykorzystać doświadczenia nadbałtyckiego kraju w tej dziedzinie, polska gospodarka mogłaby naprawdę bardzo wiele zyskać. Ale warto skopiować rozwiązania nie tylko z Estonii. Zresztą kryzys związany z koronawirusowym lockdownem to najlepszy czas na prawdziwą reformę polityki fiskalnej.

Estonia ma najlepszy system podatkowy w krajach OECD. W 2020 roku po raz siódmy z rzędu została sklasyfikowana na pierwszym miejscu Indeksu Konkurencyjności Podatkowej przygotowanym przez waszyngtońską Fundację Podatkową. Think tank wskazuje kilka mocnych stron estońskiego systemu fiskalnego.
Po pierwsze, reinwestowane przez firmy zyski nie podlegają podatkowi dochodowemu. Pozostałe obejmuje stawka 20 proc. Unikalność tego rozwiązania polega na tym, że podatek nie jest naliczany w momencie uzyskania przychodu, a dopiero przy ewentualnej wypłacie pieniędzy i w rezultacie księgowość z nim związaną prowadzi się tylko w czasie wypłacania pieniędzy właścicielom w postaci dywidendy. W efekcie wpływy podatkowe, co prawda, nie trafiają od razu do skarbu państwa, ale dzięki większym inwestycjom rozwijają się firmy, a tym samym również państwo.
Po drugie, liniowy podatek od dochodów osób fizycznych jest na relatywnie niskim poziomie 20 proc. Ale dywidenda wypłacana wspólnikowi nie podlega opodatkowaniu podatkiem od dochodów osób fizycznych, ponieważ wcześniej została opodatkowana podatkiem od dochodów osób prawnych.
Po trzecie, VAT ma szeroką bazę i stosunkowo niskie stawki (20, 9 i 0 proc.). Ale co ważniejsze – w przeciwieństwie do Polski tam firmy nie mają problemu z uzyskaniem od fiskusa zwrotu nadpłaconego VAT-u.
Po czwarte, podatki od nieruchomości dotyczą tylko gruntów. Dzięki temu podatek ten jest neutralny także dla rozwoju budownictwa zarówno biznesowego, jak i indywidualnego, bo nowe budynki nie są opodatkowane.
Po piąte, przy pewnych restrykcjach całość zagranicznych dochodów osiąganych przez firmy krajowe jest zwolniona z krajowego opodatkowania.

Prostota czy wysokość?

Dla porównania, polski system podatkowy znajduje się dopiero na 34. pozycji wśród 36 badanych państw OECD. Ale amerykańska Fundacja Podatkowa wskazuje też słabe strony estońskiego systemu.
Po pierwsze, Estonia podpisała umowy podatkowe tylko z 58 innymi państwami, podczas gdy średnia OECD to 77 państw, co oznacza, że w pozostałych przypadkach istnieje niebezpieczeństwo zaistnienia podwójnego opodatkowania.
Po drugie, zagraniczne dochody osiągane przez firmy krajowe zwolnione z krajowego opodatkowania są ograniczone tylko do krajów europejskich.
Po trzecie, estońskie przepisy dotyczące kapitalizacji są bardziej rygorystyczne niż w przeciętnym kraju OECD.
Do tego można by dodać kwestię niekorzystnego dla biznesu systemu ubezpieczeń socjalnych. Otóż obciążenie płac w Estonii, wynikające z obowiązkowych ubezpieczeń społecznych, jest na podobnie wysokim poziomie, co w Polsce.

Z kolei w rankingu Paying Taxes za rok 2018, przygotowywanym przez Bank Światowy i PwC, estoński system podatkowy zajął 12. miejsce wśród wszystkich państw świata, podczas gdy polski uplasował się dopiero na 77. miejscu.

Bardzo wysoko oceniono Estonię za stosunkowo krótki czas, jaki potrzebuje przedsiębiorca, żeby wypełnić swoje zobowiązania z tytułu podatku dochodowego i VAT. Po prostu system podatkowy jest stosunkowo prosty i przejrzysty, a w sytuacji konieczności interpretacji podatkowej firmy uzyskują szybką i wiążącą dla fiskusa odpowiedź. Przedsiębiorca w Estonii na wypełnienie czynności biurokratycznych związanych z przygotowaniem się, złożeniem dokumentacji i opłaceniem wszystkich podatków oraz składek na ubezpieczenie społeczne traci średnio 50 godzin rocznie, a dla porównania w Polsce – aż 334 godziny. Wyżej niż średnia OECD Estonię oceniono także odnośnie liczby czynności podatkowych, jakie musi wypełnić firma, by zapłacić wymagane podatki.

Natomiast gorzej wypada Estonia w kwestii wysokości samych stawek podatkowych. Pod tym względem lepiej jest np. w Rumunii, gdzie jednak – jeśli chodzi o liczbę płatności podatkowych i czasu, jaki firmy muszą stracić na wypełnianie obowiązków fiskalnych (163 godziny) – jest gorzej niż w państwie ze stolicą w Tallinie i średnio w krajach OECD. Jednym słowem, choć podatki w Rumunii są bardziej skomplikowane, to jednocześnie obowiązują niższe stawki. VAT został obniżony z 24 do 19 proc., podatek od dochodów osób fizycznych zmniejszono z 16 do 10 proc., jednocześnie ośmiokrotnie(!) podnosząc kwotę wolną od podatku, a ponadto firmy handlowe i usługowe płacą podatek obrotowy w wysokości 1–3 proc. Z kolei dywidendy obciążone są niską stawką 5 proc.

Obniżyć wydatki

Należy też zauważyć, że mimo tego, iż w Unii Europejskiej minimalna stawka VAT jest na poziomie 15 proc., to żaden z krajów członkowskich z tego nie korzysta i winduje swoim obywatelom obciążenia fiskalne. Podatek ten wynosi od 17 proc. w Luksemburgu do 25 proc. w Chorwacji, Danii i Szwecji. Pamiętajmy jednak, że poza wysokością stawki ważne są także przepisy dotyczące danego podatku. Wiele na ten temat powiedzieliby ci uczciwi polscy przedsiębiorcy, których bezpodstawnie uznano za wyłudzaczy VAT. Podobnie wygląda sytuacja z opodatkowaniem akcyzą – Unia ustaliła stawki minimalne, a kraje członkowskie jeszcze je windują, wbrew interesom własnych obywateli.

Z pewnością estoński system podatkowy nie jest idealny, ale stosunkowo przyjazny dla prowadzenia biznesu i dla osób fizycznych. Polska mogłaby skorzystać zarówno z doświadczeń podatkowych Estonii, jak i Rumunii. Okazuje się, że nawet w ramach nadmiernie zbiurokratyzowanego i przeregulowanego środowiska biznesowego Unii Europejskiej można wprowadzić sensowne zmiany. Podatki mogą być niższe, prostsze i bardziej przyjazne dla przedsiębiorcy po to, by łatwiej prowadzić biznes. Korzystają na tym nie tylko same firmy, ale i finanse publiczne. Następuje bowiem rozwój, a ponadto – zgodnie z krzywą Laffera – po obniżeniu stawek podatków w sytuacji, gdy są one nadmierne, wpływy podatkowe wzrastają, a nie obniżają się.

Tymczasem – choć np. podstawowa stawka podatku od dochodów osób fizycznych jest w Polsce niższa niż w Estonii – to obciążenia podatkowe w Polsce są zdecydowanie za wysokie. Świadczy o tym przede wszystkim fakt, że finanse publiczne stanowią niemal połowę wartości PKB, a mimo to władzy nadal ciągle za mało, gdyż dodatkowo zadłuża państwo. Ważne jest nie tylko umiejętne zbieranie podatków tak, by nie zatopić gospodarki, ale i ostrożny poziom wydatków publicznych. Według Eurostatu w 2019 r. wydatki publiczne w relacji do PKB w Polsce wyniosły 41,8 proc., podczas gdy w Estonii – 38,9 proc. Jednak zadłużenie publiczne w Polsce było na poziomie 46 proc. PKB, a w Estonii – zaledwie 8,4 proc. PKB.
To już ogromna różnica. Wręcz przepaść.

Jak reformować?

Kryzys związany z koronawirusowym lockdownem to najlepszy czas na prawdziwą reformę podatkową. Dla polityków pojawia się bowiem dodatkowy impuls, którego nie ma w czasach wzrostu gospodarczego. Kilka krajów Unii Europejskiej zdecydowało się na obniżenie VAT-u dla branż szczególnie poszkodowanych przez lockdown. Z kolei władze Czech wdrożyły dość głębokie obniżenie opodatkowania dochodów osób fizycznych. Czy w tym kierunku pójdzie również rząd premiera Mateusza Morawieckiego? Takim zwrotem może okazać się propozycja podniesienia kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł, jednak na razie nie znamy szczegółów, więc trudno oceniać, co z tego wyniknie. To mogłaby być prawdziwa dobra zmiana nie dla pobierających socjal, ale dla ciężko pracujących Polaków.

Natomiast przykładem na to, jak nie reformować podatków, jest polska wersja tzw. estońskiego CIT-u. W Estonii jest to prosty i jasny podatek dla wszystkich firm. Natomiast wdrażając go w Polsce, wprowadzono tak wiele warunków jego funkcjonowania, że znaczna część firm w ogóle nie będzie mogła z niego skorzystać, a inne będą oskarżane o manipulacje w związku z próbami spełniania skomplikowanych warunków. Oby zapowiadane podniesienie kwoty wolnej nie było ograniczone do wybranych grup podatników ani tak obwarowane regulacjami, by mało kto mógł z niej skorzystać.

Dlaczego system podatkowy jest tak istotny w polityce gospodarczej? Każdy podatek jest szkodliwy. Im więcej państwo wydaje, tym więcej musi zebrać w formie podatków i tym mniej pieniędzy pozostaje na wzrost gospodarczy i rozwój dobrobytu. Dlatego reformę podatkową należy rozpocząć od zmniejszenia wydatków publicznych. Jak prawie dwie dekady temu napisał prof. Robert Gwiazdowski: „Historia gospodarcza świata nie zna ani jednego przykładu przezwyciężenia stagnacji gospodarczej przy jednoczesnym zwiększaniu stopnia fiskalizmu i podwyższaniu podatków. Zna za to przykłady odwrotne. Zawsze kiedy w Stanach Zjednoczonych znacznie obniżano najwyższą stawkę podatkową, wzrastał całkowity dochód z podatków oraz udział najwięcej zarabiających i ich płaceniu”.

Reformując politykę fiskalną, Polska mogłaby skorzystać z doświadczeń innych krajów Unii Europejskiej. Na pewno warto by było przekopiować na polski grunt estoński CIT, a nie wprowadzać go w takiej karykaturalnej formie, jak to zrobiono. Natomiast jeśli chodzi o wysokość stawek podatkowych, to tu warto by przeszczepić niektóre rozwiązania z Rumunii, a w przypadku stawki VAT – z Luksemburga. Jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby zmniejszenie podstawowej stawki VAT do minimalnego unijnego poziomu 15 proc., a obniżonej do 5 proc.

Podobnie należałoby wprowadzić minimalny dozwolony przez Brukselę poziom wysokości akcyzy, szczególnie od produktów energetycznych i energii elektrycznej, w tym umiejętne korzystać ze zwolnień i obniżonych stawek. Bo mimo wszystko rację miał francuski ekonomista i przemysłowiec Jean Baptiste Say, który stwierdził, że „najlepszym ze wszystkich planów finansowych [państwa] jest ograniczenie wydatków, a najlepszy ze wszystkich podatków jest podatek najniższy”.