Złoża wykorzystywanego przy produkcji akumulatorów do samochodów elektrycznych kobaltu mogą się skończyć w ciągu kilkudziesięciu lat.

Gwałtowny wzrost produkcji samochodów elektrycznych pociąga za sobą coraz większe zużycie rzadkich surowców, takich jak kobalt, niezbędnych w bateriach o dużej pojemności.

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej statystyczny samochód z napędem spalinowym zawiera 22,3 kg miedzi i 11,2 kg manganu. Z kolei do wyprodukowania jednego auta elektrycznego potrzeba ok. 53,2 kg miedzi, 39,9 kg niklu, 24,5 kg manganu, 13,3 kg kobaltu, 8,9 kg litu oraz 66,3 kg grafitu.

Jan Cipiur, autor artykułu w serwisie obserwatorfinansowy.pl, zauważa, że „w porównaniu z pojazdami tradycyjnymi różnica w zużyciu metali nieżelaznych i ziem rzadkich przez auta elektryczne jest więc ponad czterokrotna”.

Tymczasem potwierdzone światowe zasoby kobaltu to zalewie 7 mln ton, podczas gdy tylko w 2020 r. pozyskano w świecie ok. 140 tys. ton tego metalu. Przy takim wykorzystaniu kobaltu starczy go na 50 lat. A przecież to ma być dopiero początek rozwoju transportu elektrycznego.

I pytanie do ekologów i klimatystów: mówicie, że surowców, takich jak ropa czy węgiel, nie można wyeksploatować do końca, by je pozostawić przyszłym pokoleniom. A co z kobaltem do promowanych przez was elektryków?