Rozmawiamy z Krzysztofem Ogorzałkiem, członkiem zarządu stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych oraz wiceprezesem JMK Computerate Sp. z o.o., właściciela marek Mecenas.iT i Syndyk.iT

Szukając oszczędności ciąć należy wszelkie inne wydatki, by zachować pracowników. Gdyby firmy gremialnie przestały płacić faktury, nietrudno się domyśleć, co będzie dalej. Upadłości w trybie „efektu domina”. Nikt wtedy tego już nie zahamuje – zauważa Krzysztof Ogorzałek w rozmowie z fpg24.pl.

Jak swoją sytuację odczuwają firmy prowadzone przez polskie rodziny?

KRZYSZTOF OGORZAŁEK: – To zależy od branży. Na pewno te związane z usługami, czyli gastronomia czy hotelarstwo, nawet handel, są zdecydowanie bardziej poszkodowane od innych niż na przykład sektor wysokich technologii. Ale to trzeba powiedzieć wyraźnie, że wszystkich łączy jedno: ogromna niepewność co do przyszłości.

W tym nastroju niepewności jesteście w stanie się jakoś odnaleźć i złożyć jakieś plany na przyszłość? Choćby krótkoterminowe?

– Każdy z nas, przedsiębiorców zastanawia się, jak długo może trwać ten „pełzający” lockdown, który jest, ale jakoby go nie było, jest „branżowy” lub „ponadbranżowy” – różnie to jest postrzegane i określane. Czy to będzie trwać dwa tygodnie? Miesiąc? Dwa? Bo jeśli nie dłużej, to różnego rodzaju środki zaradcze i prewencyjne, które zaaplikowane zostały firmom na wiosnę, pozwolą nam przetrwać ten okres. Ale jeśli miało by się okazać, że to potrwa na przykład do maja przyszłego roku, te wszystkie aplikowane środki osłonowe muszą być o wiele bardziej zdecydowane.

I wystarczą?

– Nie sądzę. Pomoc musiałaby inaczej wyglądać. Na przykład nie mogłaby być już uwarunkowana ograniczeniem redukcji zatrudnienia. Taka „kotwica” była dobra na wiosnę, dziś już by się nie sprawdziła.

Będziecie zwalniać?

– Nie w pierwszym rzędzie. Szukając oszczędności ciąć należy wszelkie możliwe, inne wydatki, by zachować pracowników. Gdyby jednak firmy gremialnie przestały płacić faktury, nietrudno się domyśleć, co będzie dalej – upadłości w trybie „efektu domina”. Nikt wtedy tego już nie zahamuje.

A może, jak sugerował niedawno jeden z urzędników, powinniście się „przebranżowić”? To takie rady w stylu „zmień pracę, weź kredyt”.

– To nie jest takie proste, jak się temu panu wydaje. Oczywiście samodzielnie szukamy nie tylko światełka w tunelu, ale także konkretnych rozwiązań i wyjść z tej sytuacji. Proszę zobaczyć, jak dużo polskich przedsiębiorców zaczęło na wiosnę produkować np. maseczki, przyłbice, środki higieniczne itd. Ale ci sami ludzie, wierząc, że już najgorsze za nami, wrócili dziś do swojej głównej działalności.

Po pandemii, bo wszystko w końcu mija, ten pierwotny biznes może już nie nadawać się do prowadzenia.

– Właśnie! Ta pandemia zmienia już część zachowań konsumenckich, działań B2B oraz strukturę rynku. Jak będą wyglądały nasze biznesy, jak to się wszystko już skończy? Tacy np. zarządcy nieruchomości, firmy dostarczające różne sprzęty do opustoszałych biur, napoje, jedzenie itp.
Co mają teraz robić? Odpowiem – robią, co mogą. Na przykład dostawcy jedzenia do biurowców przestawili się na dostarczanie do domów tzw. pudełeczek. Ale to nie jest całkowite przebranżowienie. To jest zmiana formy dystrybucji usług, przyjęcie nieco innego modelu biznesowego. Są i tacy, którzy nadal zastanawiają się, co zrobią, bo już nie wrócą nigdy do takiej gęstości stolików i gości jak przed pandemią.

Czy to prawda, że firmy rodzinne są bardziej niż wiele innych odporne na kryzysy?

– Prawda. A wie pan z czego to wynika? Z naszej ogromnej determinacji. Bo właściciele firm rodzinnych zrobią wszystko, by trwać dalej.

Tylko trwać?

– To może dziwić, ale tak, tylko trwać. Nam nie zawsze chodzi o maksymalizowanie zysków. Tyle, że upadek jednego przedsiębiorcy to upadek całej rodziny, jej przyjaciół, pracowników. Jesteśmy więc zdeterminowani. Nie chcemy. Nie możemy do tego dopuścić.

Spodziewacie się jeszcze jakiejś pomocy od państwa?

– Tak. Jeśli bowiem ta sytuacja potrwa dłużej – a uważam, że potrwa – to przy zamrożonym rynku całkiem duża liczba firm nie przetrwa. I to nie tylko branż bezpośrednio dotkniętych przez COVID-19, bo gospodarka jak wiadomo jest systemem naczyń połączonych. Weźmy jako przykład zamknięte galerie handlowe. Jest mnóstwo firm nie z sektora sprzedaży modowej, tylko je obsługujących. Kto o nich pamięta?!

Co może być dalej?

– Dalej? Firmy nie uregulują więc płatności kontrahentom, ale i – pamiętać to należy – fiskalnych i innych budżetowych. Jasne, że budżet kraju jest już napięty do granic, a rządowe tarcze wyżyłowały już jego możliwości. To rozumiemy. Ale nasi polityczni luminarze powinni cały czas intensywnie myśleć, w jaki sposób uratować jak najwięcej firm i miejsc pracy. Państwo to też taka duża firma. Rzec można nawet – ogromna rodzina. Nie zapominajmy, że ta „firma” żyje dzięki nam – przedsiębiorcom i naszym pracownikom i to my w ogromnym stopniu, płacąc liczne daniny fiskalne i parafiskalne utrzymujemy ją na powierzchni.
Staramy się ze swojej strony. Ale możemy też i oczekiwać skutecznych działań od państwa i ich oczekujemy.

Rozmawiał Robert Azembski