fbpx
wtorek, 18 czerwca, 2024
Strona głównaFelietonDawny ustrój i rewolucja

Dawny ustrój i rewolucja

Jak to czasem bywa, mieliśmy nadzieję, że wreszcie coś się zmieni na lepsze. Wrażenie to było tym bardziej rzeczywiste, że koniec listopada i początek grudnia tego roku dobitnie napędzał nasze zmysły poczuciem przełomu. Ale jak to zwykle bywa, niewiele się zmieniło i obecnie w zasadzie już wiadomo, że świąteczną nirwanę przeżyjemy jak zwykle… czyli bez śniegu, z dodatnią temperaturą i prawdopodobną jesienną aurą za oknem. Dziwnym trafem przyroda pokazuje nam, czym kończy się życiowa naiwność.

Obiecałem Czytelnikom kontynuację rozważań z poprzedniego felietonu. Było wszak o rewolucji, jaką zapowiada każde exposé i obawie, że kolejny rząd zachowa się tak jak nasza zimowa aura końcem grudnia. I zdaję sobie sprawę, że w tych dwóch stwierdzeniach tkwi pewien dysonans poznawczy. Wszak rewolucja (a posiłkowałem się tutaj encyklopedią PWN) w znaczeniu szerokim i metaforycznym to wszelka szybka i głęboka zmiana. Zapowiedzi takich szybkich i głębokich zmian nie brakło choćby w niedawnym exposé obecnego już na stolcu Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska. Z drugiej strony, już na etapie ubiegłotygodniowego felietonu powątpiewałem w pewność rewolucji systemowej. I aby nie zostać niepoprawnie zrozumianym, od razu zaznaczę, że nie chodzi o brak realizacji tego czy owego z punktów programu przedstawionego z mównicy sejmowej bądź, jak kto woli, dorozumianego z uwagi na niewielki konkret płynący od przemawiającego.

W powieści włoskiego pisarza Giuseppego Tomasiego di Lampedusy pt. „Lampart”, opublikowanej już po jego śmierci, pada sentencja dorównująca błyskotliwością aforyzmom Kisiela: Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak jak jest, wszystko musi się zmienić. Co ciekawe, podobną myśl na gruncie dokładnej komparatystyki ustrojów francuskiego ancien régime’u i monarchii, a następnie republiki rewolucyjnej wyraził wiek wcześniej enigmatycznie wspominany w ubiegłym tygodniu Alexis de Tocqueville. W swoim dziele „Dawny ustrój i rewolucja” pisał: Nie dziwmy się, że na początku tego stulecia centralizacja została we Francji przywrócona z tak cudowną łatwością. Ludzie roku 89 zwalili gmach, ale jego fundamenty pozostały w duszach tych, co go burzyli, i na tych fundamentach można go było szybko wznieść od nowa i zbudować solidniejszym, niż był kiedykolwiek.

Gdy zaczniemy się głębiej zastanawiać, to dojdziemy do wniosku, że obecna sytuacja polityczna to nie tylko wierna analogia do wydarzeń przełomu roku 1789, ale i pełne uzasadnienie tezy wybitnego filozofa. W kontekście zbieżności z wydarzeniami historycznymi do dziś mam w uszach exposé szefa upadającego rządu „czternastodniowego”, który do ostatka licząc na stworzenie czegoś na kształt OBWR, wyliczał lewicowe osiągnięcia odchodzącej ekipy (zastąpienie liberalnego modelu gospodarczego jako nieefektywnego nowym, solidarnościowym) i przyszłe propozycje w stylu: likwidacja luki płacowej, średnia pensja 10 tys. zł brutto, dochód gwarantowany etc. Czy nie w podobny sposób usiłował łagodzić nastroje Ludwik XVI, sprowadzony ostatecznie do roli marionetki? A owa niepewność pierwszych działań politycznych po ogłoszeniu wyniku wyborów, strach przed blokadą instytucjonalną przejęcia władzy, wreszcie codzienne plotki o próbie rozmontowania tej egzotycznej koalicji centrolewu, czy nie ma wiele wspólnego z nastrojami „stanu trzeciego” w przededniu dziejowego rozstrzygnięcia? Mam tylko nieskromną nadzieję, że w przyszłości nie będzie nam dane obchodzić święta wzięcia szturmem i przejęcia gmachu telewizji publicznej lub przeżycia egzekucji człowieka, któremu jako zarzut postawiono to, że był tyranem – taka odmiana łamania praworządności znana jeszcze w czasach starożytnych. Byłaby to czarna groteska i na szczęście takie rzeczy w historii rzadko się powtarzają. Co innego te polityczne. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby w przyszłości tak jak doszło do rozłamu pomiędzy egzotycznym sojuszem kordelierów i jakobinów, doszło do dekompozycji tej dziwnej koalicji liberalnego PO, zachowawczego PSL i całkowicie progresywnej w swych żądaniach Lewicy. W końcu, jak kwitował to Tocqueville w przytaczanym dziele: Rządy, jakie ustanowiła [rewolucja], są bardziej kruche, to prawda, ale sto razy potężniejsze, jakie obaliła.

No właśnie, ale czy są potężne? Oczywiście, bo widzimy właśnie na własne oczy realizację tocquevillowskiej maksymy, jak w duszach ludzi, którzy 15 października zwalili gmach, pozostały fundamenty tej budowli, które następnie posłużą do wzniesienia nowej. Innymi słowy ci, którzy w dawnym ustroju stworzyli naruszające porządek społeczny narzędzia i sposób działania, mające na celu utrzymać ich przy władzy, nie powinni być zdziwionymi, że te same narzędzia będą wykorzystane przez rewolucję. Podsumowując, rewolucja zawdzięcza swój sukces temu, że weszła w instytucjonalne buty swoich poprzedników. Stąd oczywisty wniosek, że nie powinniśmy się dziwić, jeżeli wielkie zmiany w swojej istocie będą żadną zmianą.

Przyznam się szczerze, że gdy w poprzednim tygodniu zapowiadałem rozwinięcie tej teorii, byłem przekonany, że raczej będę przyszłość wyprzedzał, powołując się na pewne poszlaki. Taką poszlaką było mianowanie prof. Adama Bodnara na urząd ministra sprawiedliwości w połączeniu z funkcją prokuratora generalnego, co w samo w sobie tworzy olbrzymi konglomerat imperium władzy w jednym ręku. Nie zapominajmy, że gdy Donald Tusk był premierem uprzednio, przeprowadził dwie wielkie reformy osłabienia opresyjnego imperium władzy wobec obywateli, zniesione następnie przez kolejną ekipę rządzącą: rozdzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego oraz częściowa likwidacja inkwizycyjnego modelu procesu karnego. Dziś już wiemy, że do tych reform nie wrócimy, a argumentacją obecnego premiera rzuconą w kierunku odchodzącego rządu Zjednoczonej Prawicy było stwierdzenie, że sami zmienili ustawę prawo o prokuraturze i on musi się teraz stosować. Podobnie było z dymisją szefów wszystkich służb, których działania były tak krytykowane przez jeszcze do niedawna opozycję. Jednak, jak donosiły media, pierwszym poleceniem wydanym nowym szefom było, jakże analogiczne do tych wydawanych przez poprzednią władzę, wejście do Spółek Skarbu Państwa i zabezpieczenie dowodów dorozumianych przestępstw.

Jednak obecny tydzień dostarczył nam już rozrywki, która w pełni dowodzi tezy wielkiego Tocqueville’a i czyni porównanie do czasów rewolucji jakże aktualnym. Bo jak inaczej interpretować pismo oraz projekt zmieniający regulamin funkcjonowania sądów powszechnych ministra Bodnara, medialne odwołanie i niemal lincz społeczny jednego z kuratorów przez minister Nowacką, czy szybkie i wątpliwe prawnie odwołanie organów mediów publicznych i zastąpienie ich ludźmi, których personaliów w sławetnym dniu okupacji mediów nie ujawniono? Mieliśmy tyle wątpliwości co do zgodności z Konstytucją i prawem, ustaw czy rozporządzeń poprzedniej ekipy. Obecnie bombardowani jesteśmy komisjami oraz uchwałami Sejmu, które zdaniem ich autorów mogą zmieniać porządek prawny dotychczas regulowany ustawami.

Zatem wiele się zmienia, aby wszystko pozostało tak jak jest, niezależnie od tego, że ci, którzy teraz rządzą, działają z przekonaniem dziejowej misji naprawy państwa. Rewolucja też tak miała, podobnie jak ci, którzy dzisiaj są w opozycji, a osiem lat temu przejmowali władzę. Jednak chodzi o narzędzia. Ciekawy jestem, kiedy obecna ekipa powie ostatecznie quod erat demonstrandum teorii Tocqueville’a?

A czy w kontekście gospodarki ta zasada ma zastosowanie? Miało być uzdrawianie finansów publicznych w sytuacji planowanego przez premiera Morawickiego deficytu 164,8 mld zł na przyszły rok. Po rewizji ustawy budżetowej przez nowy rząd deficyt w przyszłym roku planowany jest na 184 mld zł. Odpowiedzmy sobie na to pytanie sami.

Jacek Janas

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Jacek Janas
Jacek Janas
Z zawodu radca prawny. Z zamiłowania muzyk, kompozytor i myśliciel. Działacz społeczny, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Brzozowski Ruch Konserwatywny i Członek Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK. Fundator i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Europa zasad czy ideologii?

Jakiekolwiek podsumowanie 20 lat uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej, jakakolwiek dyskusja o tym, czy Polska nadal będzie członkiem tego podmiotu, powinny opierać się nie o analizę zysków i strat, ale o ocenę warunków naszej partycypacji przez pryzmat tego, od czego uwolniliśmy się w 1989 r.
5 MIN CZYTANIA

Romantyczna walka o przyszłość

Przytłoczeni rzeczywistością, czyli ogromem problemów, które zamiast stopniowo rozwiązywać, niemiłosiernie nam się piętrzą, odpychamy od siebie pytania o przyszłość. Niefrasobliwie unikamy oceny czekających nas wyzwań, w sytuacji gdy tylko poprawna ocena pozwoli nam odkryć największe zagrożenie i się na nie przygotować. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że idziemy na łatwiznę i pozwalamy oceniać tym, którzy mają w tym interes, ale niekoniecznie rację.
6 MIN CZYTANIA