Choć wydaje się, że EURO 2012 zakończyło się ledwo wczoraj, to minęła już dekada. Dziesięć lat, podczas których zmieniło się bardzo wiele. Na lepsze – pisze w najnowszym felietonie Piotr Palutkiewicz.

Kiedyś to były czasy. Dziś nie ma czasów. Rosną ceny wszystkiego. Bieda jest coraz powszechniejsza. Stać nas na coraz mniej. Politycy doprowadzają kraj do ruiny. A ostatnie 10 lat to już droga ku katastrofie! Zadając pytania Polakom o to, jak im się żyje, nierzadko usłyszymy jedno z powyższych stwierdzeń. Czy to oceny słuszne? Nie!

Dokładnie 10 lat temu rozpoczęło się wydarzenie, które na tamten czas było epokowe w dziejach naszego kraju – mowa o finałach ME w piłce nożnej EURO 2012. Choć wydaje się, że turniej zakończył się ledwo wczoraj, to minęła już dekada. Dziesięć lat, podczas których zmieniło się bardzo wiele. Na lepsze. Trudno znaleźć wskaźniki, które by temu zaprzeczały.

W czerwcu 2012 r. bezrobocie w naszym kraju przekraczało 12 proc., dziś jest to ledwo ponad 5 proc. Nasze przeciętne zarobki wzrosły z 3500 zł do ponad 6500 zł. W tym miejscu aż chciałoby się dodać, że wszystko za to podrożało. Nie do końca. W latach 2012–2021 średnia inflacja wyniosła rok do roku 1,75 proc. W roku 2014 ceny stały w miejscu, a w 2015 i 2016 zanotowaliśmy wręcz deflację. Dopiero w ostatnich 12 miesiącach stwierdzenie „wszystko drożeje” zaczyna mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości. W 2021 r. parytet siły nabywczej Polski po raz pierwszy był wyższy niż w Portugalii. Dekadę temu w Unii Europejskiej było jedynie 5 krajów o niższym PKB niż nasz kraj, do dziś przeskoczyliśmy już 8 krajów uwzględniając siłę nabywczą.

Subiektywne wskaźniki także potwierdzają, że żyje nam się lepiej. W latach 2013–2019 średni poziom szczęścia mieszkańców Unii Europejskiej wzrósł o 2 proc., w Polsce o 7 proc. Dynamika ostatnich miesięcy poprawiła także zaufanie Polaków do instytucji publicznych, NATO, UE, a nawet sądów. Oczywiście są także wskaźniki takie jak postrzeganie korupcji, czy ocena wolności prasy, które na przestrzeni ostatnich 10 lat spadły lub wróciły do poziomu podobnego jak w roku EURO 2012.

Pamiętamy też, że punktem honoru dla naszego kraju było powstanie niezbędnej infrastruktury. Zdążyliśmy z budową stadionów, na których rozgrywano turniej, rzutem na taśmę zachowaliśmy przejezdność autostrady z Berlina do Warszawy. Dziś każde większe polskie miasto może poszczycić się nową areną sportową, a długość dróg ekspresowych i autostrad uległa podwojeniu. Zróbmy proste ćwiczenie – udajmy się w wirtualną podróż narzędziem street view na platformie Google i porównajmy wygląd polskich ulic w 2012 r. i dziś. Zdjęcia te pokazują jednoznacznie, jak poprawiła się infrastruktura naszych miast i wsi.

Smutne są dwie rzeczy. Współgospodarz turnieju – Ukraina znalazła się dekadę później w punkcie decydującym o jej dalszym istnieniu jako państwa. Nawet bez ataku Rosji na integralność terytorialną nasz wschodni sąsiad nie był w stanie wykorzystać minionej dekady. Najbardziej bolesnym symbolem jest to, że stadiony w Doniecku i Charkowie, na których rozgrywano mecze mistrzostw Europy, stoją dziś zniszczone rosyjską artylerią. Najgorsze natomiast, co spotkało Polaków i nie zmieniło się mimo upływu dekady, to chroniczny brak sukcesów polskich piłkarzy. Doceńmy, że to nasze najgorsze zmartwienie i jedyne, co nam się nie udało.

Poprzedni artykułMagazyn FPG – #6/2022
Następny artykułCzy twoja firma korzysta z faktur elektronicznych?