fbpx
czwartek, 25 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonDiagnoza i terapia, czyli co dalej ze strukturami Kościoła katolickiego w Polsce

Diagnoza i terapia, czyli co dalej ze strukturami Kościoła katolickiego w Polsce

Dopóki instytucje państwa nie były nastawione na ograniczanie, wypieranie, a w perspektywie likwidację wpływów Kościoła katolickiego – jakoś się to bilansowało. Jednak z chwilą, gdy nowy rząd przystąpił do stopniowego rugowania nauki religii w szkołach, a prywatniackie pretensje stały się częścią polityki państwa skierowanej na podcięcie ekonomicznych fundamentów Kościoła, egzystencja wielu parafii stanęła pod znakiem zapytania. Inna rzecz, że przewielebne duchowieństwo samo stworzyło ku temu wiele okazji.

Tak się składa, że Kościół  katolicki zawsze miał wrogów. Najpierw byli to Żydowie, którym nie podobało się – i nadal nie podoba – że głoszony przez Kościół chrześcijański uniwersalizm nie tylko podważa, ale nawet w pewnym sensie ośmiesza żydowskie pretensje do wyjątkowości we Wszechświecie. Potem oczywiście „poganie”, którym Żydowie donieśli, że chrześcijanie to nie są żadni Żydzi, którzy w imperium rzymskim nie musieli palić kadzidła przed posągami Jowisza Najlepszego i Największego, w zamian za co musieli płacić specjalny podatek. Potem zniszczyć Kościół próbowali Saracenowie czyli muzułmanie, uważający chrześcijan za „psy niewierne”, potem Cerkiew Prawosławna, później protestanci, no a po rewolucji francuskiej – zaszczepione na żydowskim pniaku rozmaite odmiany socjalistycznego trującego bluszczu. Poza tym – renegaci, to znaczy byli przewielebni księża lub ojczykowie albo nawet księże wnuczki – jak jedna z naszych płomiennych lewicowych egerii.

Jeśli chodzi o nasz nieszczęśliwy kraj, to poza ubeckimi dynastiami, które reprodukują się w kolejnych pokoleniach, na obecnym etapie w awangardzie wrogów Kościoła jest Judenrat „Gazety Wyborczej”. Kiedyś tak nie było. W latach 80. był etap łaszenia się do Kościoła, bo to on wydawał honorowane na Zachodzie certyfikaty przyzwoitości, toteż stojący dzisiaj na czele Judenratu pan red.  Adam Michnik był wniebowzięty, gdy ks. prałat Jankowski ochrzcił mu syna. Pan Andrzej Szczypiorski, o którym wtedy nikt nie wiedział, że jest konfidentem SB, podobnie jak cała jego familia, nie tylko ostentacyjnie się ochrzcił, ale nawet opisał w „Tygodniku Powszechnym” swoje nawrócenie. Nie wszyscy mu uwierzyli i na mieście krążyły pogłoski, że pierwszy chrzest mu się nie przyjął, ale potem przestało to mieć znaczenie, bo kiedy okazało się, że kościelne certyfikaty przyzwoitości już nie są na Zachodzie wymagane, Judenrat natychmiast rozpoczął wojnę z „ajatollahami” pod pretekstem, że chcą oni zainstalować tu „państwo wyznaniowe”. „Ajatollahowie” więc podkulili pod siebie ogony, bo nie wiedzieli, co tak zwana komisja Michnika, która przez kilka miesięcy buszowała po archiwach MSW, tam znalazła. Inni też nie wiedzieli, toteż wkrótce wokół Judenratu zgromadziła się zgraja dyspozycyjnych i gotowych wykonać każde zadanie autorytetów moralnych.

Uchwała lustracyjna przez chwilę zagroziła monopolowi Judenratu i starych kiejkutów na wiedzę tajemną, toteż obydwa środowiska zrobiły wszystko, by nie tylko ją storpedować, ale zatrzeć po niej wszelki ślad. Kiedy więc monopol został w tej dziedzinie przywrócony, rozpoczęło się demaskowanie konfidentów wśród przewielebnego duchowieństwa, które w znacznej większości schroniło się za murami „bez swojej wiedzy i zgody”. No a teraz, kiedy do władzy doszła Volksdeutsche Partei z satelitami, do wojny z Kościołem wciągnięte zostały instytucje państwowe.

Cele są wielorakie. Po pierwsze, Niemcom i promotorom rewolucji komunistycznej, która przewala się przez Europę i Amerykę Północną, chodzi o odcięcie historycznego narodu polskiego nawet od tej namiastki szlachty, jaką stanowi duchowieństwo – żeby stworzyć miejsce dla szlachty jerozolimskiej. Z obfitości serca usta mówią, więc wystarczy w „Polityce” przeczytać felieton pana Jana Hartmana, co to w Krakowie biega za filozofa, jak z arystokratycznych pozycji, to znaczy „z miszpuchy cycełesowatej”, karci i chłoszcze przedstawiciela mniej wartościowej ludności tubylczej w osobie Przemysława Czarnka, by się o tym przekonać. Idioci są po prostu bardziej szczerzy od innych, ale to dobrze, bo właśnie dzięki nim wychodzą na jaw zamysły serc wielu.

Na przyczyny tej zaciekłej wrogości rzuca pewne światło Janusz Szpotański, opowiadając w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”, jak to szef UB Rurka szydził ze Szmaciaka, że przynosi mu bezwartościowe donosy na plebana: „wiecznie ten klecha, do znudzenia. Pewnie ci nie dał rozgrzeszenia za to, że w kwiecie swej młodości, waliłeś konia bez litości”.

Teraz te prywatniackie pretensje stały się częścią polityki państwa, skierowanej na podcięcie ekonomicznych fundamentów Kościoła katolickiego. Inna rzecz, że przewielebne duchowieństwo samo stworzyło ku temu wiele okazji. Ale – po kolei.

W latach 70., kiedy to Edward Gierek, pragnąc uchronić się przed ewentualną zmową potężnych sekretarzy wojewódzkich, rozparcelował 17 dużych województw na 49 małych, tym samym radykalnie zmniejszając ciężar gatunkowy sekretarzy, Kościół, który – zgodnie z teorią konwergencji Zbigniewa Brzezińskiego – stopniowo upodabnia się do PZPR, tyle że o fazę później, w początkach lat 90. dostosował swoją strukturę, to znaczy diecezje, do tamtego podziału administracyjnego państwa. Powstało w ten sposób 41 diecezji terytorialnych wchodzących w skład 14 metropolii łacińskich i jednej grekokatolickiej. Każda taka diecezja musi mieć biskupa ordynariusza i biskupów pomocniczych oraz kurię, czyli coś w rodzaju dworu. To jest dość spory aparat, liczący co najmniej kilkanaście, a prawdopodobnie około 30 osób funkcyjnych. W przypadku dawnych dużych diecezji utrzymanie kurii nie przedstawiało większego problemu, natomiast w przypadku diecezji małych problem się pojawia i narasta. Tymczasem wiele parafii, zwłaszcza małych lub malejących, nie byłoby w stanie utrzymać proboszcza i wikariuszy, gdyby nie pensje nauczycielskie oraz rozmaite duszpasterstwa, zwłaszcza służb mundurowych. Dopóki instytucje państwa nie były nastawione na ograniczanie, wypieranie, a w perspektywie – likwidację wpływów Kościoła – jak to było zapisane w konstytucji z 1952 roku („Ogranicza, wypiera i likwiduje klasy społeczne…” i tak dalej – art. 3 pkt 4), to jakoś to się bilansowało. Jednak z chwilą, gdy vaginet Donalda Tuska przystąpił do stopniowego rugowania nauki religii w szkołach, egzystencja wielu parafii stanęła pod znakiem zapytania.

A przecież to dopiero początek, bo rząd zapowiada likwidację Funduszu Kościelnego i przejście na finansowanie za pośrednictwem 1,5-procentowego odpisu podatkowego. Duszpasterstwa mundurowe na razie nie wydają się zagrożone, tym bardziej że stojący na czele resortu obrony lider PSL dopuszcza do siebie instynkt samozachowawczy, który mu podpowiada, żeby raczej dystansował się od pomysłów mojej faworyty, Wielce Czcigodnej Joanny Scheuring-Wielgus, która na Kościół wydaje się wyjątkowo zawzięta. Poza tym wiadomo, że w okopach nie ma ateistów – ale to może być wysepka pośród odmętów. Najgorsze są nieproszone rady, ale w sytuacji, gdy niedawne podniesienie składki parafii na diecezje mogą doprowadzić najwyżej do pauperyzacji duchowieństwa parafialnego, warto się zastanowić nad konsolidacją diecezji i parafii, no i odbiurokratyzowaniem struktur Kościoła katolickiego.

Stanisław Michalkiewicz 

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz
Jeden z najlepszych współczesnych polskich publicystów, przez wielu czytelników uznawany za „najostrzejsze pióro III RP”. Prawnik, nauczyciel akademicki, a swego czasu również polityk. Współzałożyciel i w latach 1997–1999 prezes Unii Polityki Realnej. Jego blog wygrał wyróżnienie Blog Bloggerów w konkursie Blog Roku 2008 organizowanym przez onet.pl. Autor kilkudziesięciu pozycji książkowych, niezwykle popularnego kanału na YT oraz kilku wywiadów-rzek. Współpracował z kilkudziesięcioma tytułami prasowymi, kilkoma rozgłośniami radiowymi i stacjami TV.

INNE Z TEJ KATEGORII

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA

Można rywalizować z populistami w polityce, ale najlepiej po prostu ograniczyć rolę państwa

Możemy już przeczytać tegoroczny Indeks Autorytarnego Populizmu. Jest to dobrze napisany, pełen informacji raport. Umiejętnie identyfikuje problem, jaki mamy. Ale tu potrzeba więcej. Przede wszystkim takiego działania, które naprawdę rozwiązuje problemy, jakie dostrzegają wyborcy populistycznych partii.
4 MIN CZYTANIA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA

Markowanie polityki

Nie jest łatwo osiągnąć sukces, nie tylko w polityce, ale nawet w życiu. Bardzo często trzeba postępować niekonwencjonalnie, co w dawnych czasach nazywało się postępowaniem wbrew sumieniu. Dzisiaj już tak nie jest, bo dzisiaj, dzięki badaniom antropologicznym, już wiemy, że jak człowiek politykuje, to jego sumienie też politykuje, więc można mówić tylko o postępowaniu niekonwencjonalnym, a nie jakichś kompromisach z sumieniami.
5 MIN CZYTANIA

Piosenka jest dobra na wszystko

„Kto przeżyje, wolnym będzie, kto umiera – wolny już” – głosi kultowa piosenka Wojska Polskiego, czyli naszej niezwyciężonej armii, pod tyułem „Warszawianka”. To z pozoru bardzo optymistyczne przesłanie, bo niby wszyscy będą wolni, bez względu na to, czy przeżyją, czy nie, ale z drugiej strony pokazuje, że nie ma żadnej różnicy między tym, który przeżyje, a nieboszczykiem – co wcale nie musi być aż takie radosne.
5 MIN CZYTANIA