fbpx
czwartek, 25 kwietnia, 2024
Strona głównaBiznesDla polskich przedsiębiorców nie ma rzeczy niemożliwych

Dla polskich przedsiębiorców nie ma rzeczy niemożliwych

Czapki z głów przed polskimi przedsiębiorcami i rzemieślnikami. Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych do wykonania – opowiada nam Philip Vanherrewege, belgijski architekt działający w naszym kraju już ponad 20 lat.

Vanherrewege wraz z kilkudziesięcioma polskimi podwykonawcami z sektora MŚP przez ostatnie trzy lata brał udział w odrestaurowaniu budynku Ambasady Azerbejdżanu w Brukseli. Budynku zakupionego od polskiego rządu, który był gospodarzem misji dyplomatycznej w latach 1998–2014. To było wyjątkowo trudne wyzwanie, którego nie chciał podjąć się nikt inny. Dlaczego? O tym za chwilę…

Spotykamy się z Philipem Vanherrewegem w warszawskim biurze jego firmy.
– Co belgijski architekt przez ponad 20 lat robi w Polsce? – pytamy.
– Pracuje na sukces swój i swojej firmy.
– Czyli da się w Polsce osiągnąć sukces i może go osiągnąć nawet obcokrajowiec?
– Oczywiście, że się da – uśmiecha się Belg. Rozmawiamy po polsku. Z naszym językiem radzi sobie bez problemu.

Z Emiratów do Polski

No tak, by osiągnąć sukces, wystarczą – jego zdaniem – umiejętności, pomysł na biznes, wytrwałość, pracowitość i otwartość na ludzi i świat. No i oczywiście odpowiednie warunki do prowadzenia działalności gospodarczej. Reszta z czasem sama przyjdzie.

– Nie od razu trafiłem do Polski. W ogóle moje życie to nietypowa historia – opowiada. – Moja międzynarodowa kariera architekta rozpoczęła się w Maroku. Pracowałem tam 13 lat, z czego pięć dla byłego marokańskiego króla Hassana II. Potem jeszcze dwa lata w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Tam akurat współpracowałem z jedną z firm, która była zaangażowana w budowę m.in. Burdż Chalifa, czyli najwyższego budynku świata. Z Emiratów trafiłem do Polski.

BESIX, firma, o której wspomina Vanherrewege w kontekście swojego pobytu w Emiratach, poprosiła go o pomoc przy budowie Centrum Finansowego Puławska w Warszawie. Pomógł. A po trzech latach zdecydował się w Warszawie zostać i tutaj prowadzić swój biznes.

Poufny deal w Baku

– Pierwsze bardzo poważne wyzwanie, i przy okazji pierwszy krok milowy w mojej współpracy z polskimi wykonawcami, związane było z jedną z inwestycji w Baku. Gdzie konkretnie, to muszę pominąć, bo sprawa jest poufna. Chodziło o zapytanie: „Mamy do wykonania okrągłe szkło o wysokości 3,5 metra. Ze złotym wzorem na środku”. Każda firma, do której BESIX zwracał się o wycenę tego projektu, odpowiadała, że się nie da. „To niemożliwe”. Zwrócili się więc do mnie z prośbą, bym w Polsce spróbował znaleźć firmę, która to wykona – opowiada Vanherrewege.

I znalazł. Pod Krakowem. – Odbyliśmy kilka spotkań, po których od właściciela usłyszałem: „Nie ma problemu, wyprodukujemy”. Wciąż pamiętam pierwszy telefon od niego. Zadzwonił i mówi: „Mam dobrą i złą wiadomość. Od której zacząć?”. „Od złej”. „Szkło pękło”. „A ta dobra?”. „Zrobiliśmy drugie i tym razem wszystko się trzyma”.

Kolejny „challenge” – jak mówi Vanherrewege – też był związany z Baku, a konkretnie z siedzibą Państwowego Funduszu Naftowego. Firma Belga zaprojektowała monumentalne drzwi wejściowe do budynku. Całe w tytanie. Tylko taki materiał gwarantował, że wytrzymają erozję. Siedziba funduszu mieści się bowiem w bardzo bliskim sąsiedztwie Morza Kaspijskiego. Generalny wykonawca z Belgii poprosił o pomoc w znalezieniu podwykonawcy gotowego wykonać i zainstalować takie drzwi. Sytuacja się powtórzyła. Belgijskie, niemieckie i holenderskie firmy, do których zostało skierowane zapytanie i prośba o wycenę, odmówiły. Zbyt skomplikowane, za trudne itp. Vanherrewege znalazł więc firmę w Warszawie. – „Bez problemu, zrobimy”, usłyszałem. I zrobili. Rzeczywiście, bez najmniejszego kłopotu – podkreśla.

Wyjątkowa więź

O kolejnych wspólnych inwestycjach z Polakami może opowiadać godzinami. O remoncie hoteliku w wysokich włoskich Alpach, czy o konstrukcji metalowej w Oslo. Te projekty również przyniosły sukces i uznanie firmie Vanherrewege’a głównie dzięki – jak mówi – poświęceniu i profesjonalizmowi polskich firm.

– Polska to kraj doskonałych rzemieślników w branży budowlanej. Stolarze, montażyści, hydraulicy, elektrycy, kamieniarze… Wszyscy zapewniają wysoką jakość i silne zaangażowanie. Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych do wykonania. Przez lata nabraliśmy do siebie szacunku, zbudowaliśmy relacje i rozwinęliśmy wyjątkową więź, która nas łączy – przyznaje Belg.

Nie mniejszy splendor i ogromne uznanie związane są z najnowszym (choć pewnie nie ostatnim) wspólnym projektem firmy Vanherrewege’a i polskich podwykonawców. W 2016 r. Ambasada Azerbejdżanu w Brukseli poprosiła o zaprojektowanie remontu budynku zakupionego od polskiego rządu, który był gospodarzem misji dyplomatycznej w latach 1998–2014, zanim przeprowadził się do nowej ambasady. Przetarg na remont generalnego wykonawcy spowodował, że koszty przekroczyły dwukrotnie dostępny budżet. W rezultacie Vanherrewege postanowił podzielić prace między małe firmy budowlane. Remont zakończył się udziałem aż 57 wykonawców, w większości pochodzących z Polski.

Czapki z głów

– Znalezienie kontrahentów w Belgii okazało się bardzo trudne. Jedna z tamtejszych firm podliczyła koszty i wyszło jej za całość minimum 10 milionów euro. Dla strony azerskiej taka kwota to był szok. Nie do przyjęcia. Inna firma z Brukseli podała cenę 7 milionów euro. Azerowie powiedzieli, że to też za dużo, bo nie dysponują takim budżetem. Powiedziałem wtedy, że w takim razie jest tylko jedna metoda: podzielić wszystkie prace i zlecić podwykonawcom, których znajdę w Polsce. I znalazłem. Wyzwanie logistyczne przy 57 różnych firmach było ogromne, ale ostatecznie opłaciło się – opowiada Vanherrewege.

I dodaje: – Czapki z głów przed niektórymi polskimi wykonawcami.  Dekoracyjne drzwi z azerskimi wzorami zostały wyprodukowane przez stolarza, który nalegał, aby przywieźć prototyp do Brukseli. Przejechał 1300 kilometrów, zainstalował prototyp natychmiast po przyjeździe, co zajęło mu kolejne 4 godziny, 6 godzin odpoczynku, po czym ruszył w drogę powrotną do Warszawy.

– Wszystkie złożone balustrady szklane w równym stopniu były produkowane w Polsce. Firma, która to robiła, postanowiła zamknąć siedzibę na cały tydzień w Warszawie, aby pozwolić siedmiu swoim pracownikom na dostarczenie i instalację prac w ciągu jednego tygodnia. Można wymienić wiele innych tego typu przykładów. Wszyscy zasługują na szacunek. Prawie żadna z tych firm, które współpracowały ze mną przy remoncie tej ambasady, nie zatrudnia więcej niż 10 pracowników. Właściciele każdej z nich byli bezpośrednio zaangażowani w prace i byli obecni na miejscu. Te skomplikowane prace remontowe są stresujące, ale gdy wykonawcy wykazują takie zaangażowanie, to nie ma rzeczy niemożliwych do zrobienia – uśmiecha się Vanherrewege.

Medal od prezydenta

Zapytaliśmy ambasadora Azerbejdżanu w Belgii o to, czy podczas prac były jakieś problemy, z którymi nie udało się poradzić, i jak ocenia końcowy efekt prac firmy Philipa Vanherrewege.

– Podczas całej renowacji nie spotkaliśmy się z problemem, który byłby nie do rozwiązania dla Philipa i polskich podwykonawców. Nie pomyliliśmy się, wybierając właśnie jego do wykonania renowacji budynku ambasady. To bardzo dobry menedżer i architekt. W pełni zaufaliśmy jego doświadczeniu i teraz możemy powiedzieć, że to była bardzo dobra decyzja. Dzięki temu prace zostały wykonane z najwyższą starannością, a dzięki zatrudnieniu podwykonawców z Polski, których charakteryzuje wysoka jakość wykonania, cena była znacznie niższa od cen proponowanych przez inne firmy. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że udało się wykonać zdecydowanie więcej w tym samym budżecie, nie rezygnując z jakości wykonania – przyznaje ambasador.

Prace w Ambasadzie Azerbejdżanu w Brukseli zostały ukończone wiosną 2019 r. W maju ubiegłego roku wyremontowaną siedzibę swoją wizytą zaszczycił prezydent tego kraju Ilham Alijew. Reportaż z wizyty relacjonowany był przez największą azerską telewizję, a Philip Vanherrewege otrzymał od rządu Azerbejdżanu medal za – jak mówi – „ten wyjątkowo skomplikowany challenge”. – Bez polskich firm, bez ich profesjonalizmu i zaangażowania, nie byłoby to możliwe. Cieszę się, że kolejna inwestycja potwierdziła, że z Polakami warto współpracować – zaznacza.

Teraz Grenlandia

Co dalej? Bo firma Belga na pewno nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. – Czas na kolejne wyzwanie. Jesteśmy w trakcie opracowywanie wysokiej jakości prefabrykowanych lóż drewnianych dla sektora hotelarskiego na Grenlandii. Jestem przekonany, że i tutaj Polacy odegrają wiodącą rolę, ponieważ mają wiele atutów w swoich rękach. Wyzwanie jest ogromne, to przecież Grenlandia. Ale dzięki temu niezwykle motywujące – przyznaje.

Krzysztof Budka
Krzysztof Budka
Redaktor naczelny magazynu „Forum Polskiej Gospodarki" oraz serwisu FPG24.PL. Absolwent Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Dziennikarz z ponad 20-letnim stażem. Pracę w tym zawodzie rozpoczął podczas studiów pod koniec lat 90. jako reporter w telewizji Puls przy programie „Raport Specjalny". Pisał do działu politycznego w dzienniku „Życie", a następnie na ponad dekadę związał się z „Przeglądem Sportowym", gdzie był m.in. wydawcą, szefem działu Piłka Nożna oraz kierownikiem magazynu „Tygodnik Przeglądu Sportowego: Tempo". Współtworzył serwis internetowy FUTBOLFEJS.PL., a także prowadził audycję Liberator w Radiu Dla Ciebie. Zwycięzca Wielkiego Testu Piłkarskiego Biało-Czerwoni w TVP1 w 2012 roku.

INNE Z TEJ KATEGORII

„Drapieżne koty” z Polski sprawdziły się na polu walki. Ukraińcy zwiększają zamówienia

Polskie wozy bojowe Oncilla, wyprodukowane przez firmę Mista ze Stalowej Woli, doskonale sprawdziły się na polu walki. Na froncie walczy już setka transporterów. Ukraińska armia zamówiła kolejną partię „drapieżnych kotów”.
2 MIN CZYTANIA

Polski drób niedługo znajdzie się na azjatyckich stołach

– Produkujemy rocznie trzy miliony ton mięsa drobiowego. To najwięcej w UE – zaznacza Dariusz Goszczyński, prezes zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izba Gospodarcza (KRD-IG). Według niego, wysoka jakość rodzimego drobiu predestynuje go do sprzedaży nawet na tak wymagających rynkach jak Japonia czy Hongkong.
4 MIN CZYTANIA

Rosnące koszty działalności największym problemem mikroprzedsiębiorstw i małych firm

Ogólnie rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej otwierają ranking obecnych obaw mikroprzedsiębiorstw i małych firm. Nieznacznie mniej wskazań dotyczy problemu nierzetelnych kontrahentów
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Dwa filary kompleksowej polityki mieszkaniowej [WYWIAD]

Skuteczna polityka mieszkaniowa powinna łączyć w sobie dwa bardzo ważne elementy: uczciwy i atrakcyjny kredyt hipoteczny oraz projekt budowy mieszkań na wynajem. W jaki sposób? Wyjaśniają to nasi eksperci – Krzysztof Czerkas i Krzysztof Oppenheim.
11 MIN CZYTANIA

Sektor MŚP musi mówić jednym głosem

Trwa proces budowy dużego środowiska polskich przedsiębiorców z sektora MŚP – pełnych zrozumienia swojej ogromnej wartości, tożsamości i swoich praw. Środowiska, które już niedługo będzie mogło mówić jednym głosem, którego żadna władza nie będzie mogła zlekceważyć – mówi nam Adam Abramowicz. Rozmawiamy u progu końca jego sześcioletniej kadencji w roli rzecznika MŚP.
9 MIN CZYTANIA

Polskie prawo pracy trzeba napisać od nowa [WYWIAD]

Prawo karne dotyczy 1 proc. obywateli, prawo cywilne – 10 proc., natomiast prawo pracy i ubezpieczeń społecznych dotyczy nas wszystkich. Dlatego o tę gałąź prawa powinno się szczególnie dbać. A mamy przestarzały, nieczytelny i nieprzejrzysty Kodeks pracy – mówi nam mec. Waldemar Gujski, jeden z najlepszych i najbardziej doświadczonych prawników zajmujących się prawem pracy.
11 MIN CZYTANIA