Czapki z głów przed polskimi przedsiębiorcami i rzemieślnikami. Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych do wykonania – opowiada nam Philip Vanherrewege, belgijski architekt działający w naszym kraju już ponad 20 lat.

Vanherrewege wraz z kilkudziesięcioma polskimi podwykonawcami z sektora MŚP przez ostatnie trzy lata brał udział w odrestaurowaniu budynku Ambasady Azerbejdżanu w Brukseli. Budynku zakupionego od polskiego rządu, który był gospodarzem misji dyplomatycznej w latach 1998–2014. To było wyjątkowo trudne wyzwanie, którego nie chciał podjąć się nikt inny. Dlaczego? O tym za chwilę…

Spotykamy się z Philipem Vanherrewegem w warszawskim biurze jego firmy.
– Co belgijski architekt przez ponad 20 lat robi w Polsce? – pytamy.
– Pracuje na sukces swój i swojej firmy.
– Czyli da się w Polsce osiągnąć sukces i może go osiągnąć nawet obcokrajowiec?
– Oczywiście, że się da – uśmiecha się Belg. Rozmawiamy po polsku. Z naszym językiem radzi sobie bez problemu.

Z Emiratów do Polski

No tak, by osiągnąć sukces, wystarczą – jego zdaniem – umiejętności, pomysł na biznes, wytrwałość, pracowitość i otwartość na ludzi i świat. No i oczywiście odpowiednie warunki do prowadzenia działalności gospodarczej. Reszta z czasem sama przyjdzie.

– Nie od razu trafiłem do Polski. W ogóle moje życie to nietypowa historia – opowiada. – Moja międzynarodowa kariera architekta rozpoczęła się w Maroku. Pracowałem tam 13 lat, z czego pięć dla byłego marokańskiego króla Hassana II. Potem jeszcze dwa lata w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Tam akurat współpracowałem z jedną z firm, która była zaangażowana w budowę m.in. Burdż Chalifa, czyli najwyższego budynku świata. Z Emiratów trafiłem do Polski.

BESIX, firma, o której wspomina Vanherrewege w kontekście swojego pobytu w Emiratach, poprosiła go o pomoc przy budowie Centrum Finansowego Puławska w Warszawie. Pomógł. A po trzech latach zdecydował się w Warszawie zostać i tutaj prowadzić swój biznes.

Poufny deal w Baku

– Pierwsze bardzo poważne wyzwanie, i przy okazji pierwszy krok milowy w mojej współpracy z polskimi wykonawcami, związane było z jedną z inwestycji w Baku. Gdzie konkretnie, to muszę pominąć, bo sprawa jest poufna. Chodziło o zapytanie: „Mamy do wykonania okrągłe szkło o wysokości 3,5 metra. Ze złotym wzorem na środku”. Każda firma, do której BESIX zwracał się o wycenę tego projektu, odpowiadała, że się nie da. „To niemożliwe”. Zwrócili się więc do mnie z prośbą, bym w Polsce spróbował znaleźć firmę, która to wykona – opowiada Vanherrewege.

I znalazł. Pod Krakowem. – Odbyliśmy kilka spotkań, po których od właściciela usłyszałem: „Nie ma problemu, wyprodukujemy”. Wciąż pamiętam pierwszy telefon od niego. Zadzwonił i mówi: „Mam dobrą i złą wiadomość. Od której zacząć?”. „Od złej”. „Szkło pękło”. „A ta dobra?”. „Zrobiliśmy drugie i tym razem wszystko się trzyma”.

Kolejny „challenge” – jak mówi Vanherrewege – też był związany z Baku, a konkretnie z siedzibą Państwowego Funduszu Naftowego. Firma Belga zaprojektowała monumentalne drzwi wejściowe do budynku. Całe w tytanie. Tylko taki materiał gwarantował, że wytrzymają erozję. Siedziba funduszu mieści się bowiem w bardzo bliskim sąsiedztwie Morza Kaspijskiego. Generalny wykonawca z Belgii poprosił o pomoc w znalezieniu podwykonawcy gotowego wykonać i zainstalować takie drzwi. Sytuacja się powtórzyła. Belgijskie, niemieckie i holenderskie firmy, do których zostało skierowane zapytanie i prośba o wycenę, odmówiły. Zbyt skomplikowane, za trudne itp. Vanherrewege znalazł więc firmę w Warszawie. – „Bez problemu, zrobimy”, usłyszałem. I zrobili. Rzeczywiście, bez najmniejszego kłopotu – podkreśla.

Wyjątkowa więź

O kolejnych wspólnych inwestycjach z Polakami może opowiadać godzinami. O remoncie hoteliku w wysokich włoskich Alpach, czy o konstrukcji metalowej w Oslo. Te projekty również przyniosły sukces i uznanie firmie Vanherrewege’a głównie dzięki – jak mówi – poświęceniu i profesjonalizmowi polskich firm.

– Polska to kraj doskonałych rzemieślników w branży budowlanej. Stolarze, montażyści, hydraulicy, elektrycy, kamieniarze… Wszyscy zapewniają wysoką jakość i silne zaangażowanie. Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych do wykonania. Przez lata nabraliśmy do siebie szacunku, zbudowaliśmy relacje i rozwinęliśmy wyjątkową więź, która nas łączy – przyznaje Belg.

Nie mniejszy splendor i ogromne uznanie związane są z najnowszym (choć pewnie nie ostatnim) wspólnym projektem firmy Vanherrewege’a i polskich podwykonawców. W 2016 r. Ambasada Azerbejdżanu w Brukseli poprosiła o zaprojektowanie remontu budynku zakupionego od polskiego rządu, który był gospodarzem misji dyplomatycznej w latach 1998–2014, zanim przeprowadził się do nowej ambasady. Przetarg na remont generalnego wykonawcy spowodował, że koszty przekroczyły dwukrotnie dostępny budżet. W rezultacie Vanherrewege postanowił podzielić prace między małe firmy budowlane. Remont zakończył się udziałem aż 57 wykonawców, w większości pochodzących z Polski.

Czapki z głów

– Znalezienie kontrahentów w Belgii okazało się bardzo trudne. Jedna z tamtejszych firm podliczyła koszty i wyszło jej za całość minimum 10 milionów euro. Dla strony azerskiej taka kwota to był szok. Nie do przyjęcia. Inna firma z Brukseli podała cenę 7 milionów euro. Azerowie powiedzieli, że to też za dużo, bo nie dysponują takim budżetem. Powiedziałem wtedy, że w takim razie jest tylko jedna metoda: podzielić wszystkie prace i zlecić podwykonawcom, których znajdę w Polsce. I znalazłem. Wyzwanie logistyczne przy 57 różnych firmach było ogromne, ale ostatecznie opłaciło się – opowiada Vanherrewege.

I dodaje: – Czapki z głów przed niektórymi polskimi wykonawcami.  Dekoracyjne drzwi z azerskimi wzorami zostały wyprodukowane przez stolarza, który nalegał, aby przywieźć prototyp do Brukseli. Przejechał 1300 kilometrów, zainstalował prototyp natychmiast po przyjeździe, co zajęło mu kolejne 4 godziny, 6 godzin odpoczynku, po czym ruszył w drogę powrotną do Warszawy.

– Wszystkie złożone balustrady szklane w równym stopniu były produkowane w Polsce. Firma, która to robiła, postanowiła zamknąć siedzibę na cały tydzień w Warszawie, aby pozwolić siedmiu swoim pracownikom na dostarczenie i instalację prac w ciągu jednego tygodnia. Można wymienić wiele innych tego typu przykładów. Wszyscy zasługują na szacunek. Prawie żadna z tych firm, które współpracowały ze mną przy remoncie tej ambasady, nie zatrudnia więcej niż 10 pracowników. Właściciele każdej z nich byli bezpośrednio zaangażowani w prace i byli obecni na miejscu. Te skomplikowane prace remontowe są stresujące, ale gdy wykonawcy wykazują takie zaangażowanie, to nie ma rzeczy niemożliwych do zrobienia – uśmiecha się Vanherrewege.

Medal od prezydenta

Zapytaliśmy ambasadora Azerbejdżanu w Belgii o to, czy podczas prac były jakieś problemy, z którymi nie udało się poradzić, i jak ocenia końcowy efekt prac firmy Philipa Vanherrewege.

– Podczas całej renowacji nie spotkaliśmy się z problemem, który byłby nie do rozwiązania dla Philipa i polskich podwykonawców. Nie pomyliliśmy się, wybierając właśnie jego do wykonania renowacji budynku ambasady. To bardzo dobry menedżer i architekt. W pełni zaufaliśmy jego doświadczeniu i teraz możemy powiedzieć, że to była bardzo dobra decyzja. Dzięki temu prace zostały wykonane z najwyższą starannością, a dzięki zatrudnieniu podwykonawców z Polski, których charakteryzuje wysoka jakość wykonania, cena była znacznie niższa od cen proponowanych przez inne firmy. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że udało się wykonać zdecydowanie więcej w tym samym budżecie, nie rezygnując z jakości wykonania – przyznaje ambasador.

Prace w Ambasadzie Azerbejdżanu w Brukseli zostały ukończone wiosną 2019 r. W maju ubiegłego roku wyremontowaną siedzibę swoją wizytą zaszczycił prezydent tego kraju Ilham Alijew. Reportaż z wizyty relacjonowany był przez największą azerską telewizję, a Philip Vanherrewege otrzymał od rządu Azerbejdżanu medal za – jak mówi – „ten wyjątkowo skomplikowany challenge”. – Bez polskich firm, bez ich profesjonalizmu i zaangażowania, nie byłoby to możliwe. Cieszę się, że kolejna inwestycja potwierdziła, że z Polakami warto współpracować – zaznacza.

Teraz Grenlandia

Co dalej? Bo firma Belga na pewno nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. – Czas na kolejne wyzwanie. Jesteśmy w trakcie opracowywanie wysokiej jakości prefabrykowanych lóż drewnianych dla sektora hotelarskiego na Grenlandii. Jestem przekonany, że i tutaj Polacy odegrają wiodącą rolę, ponieważ mają wiele atutów w swoich rękach. Wyzwanie jest ogromne, to przecież Grenlandia. Ale dzięki temu niezwykle motywujące – przyznaje.