Jeśli już mamy wspierać podatkowo rodziny, to warto zastanowić się nad tym, na czym takie wsparcie powinno polegać. Jak bowiem pokazują liczby, stosowane w Polsce ulgi na dzieci oraz program 500+ nie rozwiązały problemów demograficznych. Może warto zatem wprowadzić takie rozwiązanie, dzięki któremu podatkowo rodzina stanowić będzie jeden podmiot.

nowy ład preferencje podatkowe dla rodzin - grafika wpisu

Od pewnego czasu toczy się w Polsce dyskusja na temat gruntownej przebudowy systemu podatkowego planowanej przez partię rządzącą w ramach tzw. Nowego Ładu. Kłopot z tym programem polega jednak na tym, że tak naprawdę nic o tych rozwiązaniach nie wiadomo poza nielicznymi „przeciekami” dotyczącymi czy to kwoty wolnej (która pierwotnie miała wzrosnąć do 30 tys. zł, a później skurczyła się do około 20 tys.), czy też całkowitej lub częściowej likwidacji odliczenia składki zdrowotnej. Niewiele natomiast wiadomo na temat tego, na czym miałoby polegać zapowiadane położenie w tych zmianach „nacisku” na rodzinę. Czy poza już obowiązującymi ulgami na dzieci (i programem 500+) należy spodziewać się kolejnych preferencji podatkowych dla rodzin? Moim zdaniem należy w to wątpić. A warto byłoby się nad tym pochylić, korzystając z doświadczeń tych krajów, w których funkcjonują rozwiązania takie, jak chociażby iloraz rodzinny.

A może iloraz rodzinny

Krajami, które obecnie stosują iloraz rodzinny jest Francja, posiadająca rozbudowany system podatkowych preferencji prorodzinnych (przez długie lata miała jeden z najwyższych w UE wskaźników dzietności), a także Portugalia.

Iloraz rodzinny w dużym uproszczeniu (w obydwu wspomnianych krajach jest on nieco inny i bardziej skomplikowany niż uproszczony schemat, który przedstawiam) funkcjonuje w ten sposób, że roczne dochody dzielone są przez liczbę osób pozostających w jednym gospodarstwie domowym. Od takiego podzielonego dochodu wyliczany jest podatek, który następnie mnożony jest przez liczbę członków rodziny. Jeżeli zatem roczny dochód to np. 100 tys., a rodzina liczy cztery osoby (2+2), to dochód dzielony jest przez 4, co daje 25 tys. Od 25 tys. wyliczany jest podatek, a wynik mnożony jest przez cztery. Pozwala to na obniżenie progresji podatkowej. Przede wszystkim dochody są w takim przypadku opodatkowane zazwyczaj według niższego progu podatkowego (z czego niestety nie korzystają rodziny o niższym niż pierwszy próg podatkowy dochodzie), po drugie uzyskuje się efekt taki, że do każdej z tych osób ma zastosowanie kwota wolna od podatku lub kwota zmniejszająca podatek w pierwszym przedziale skali; w zależności od przyjętego rozwiązania.

Oczywiście w takim systemie opodatkowania rodzin im rodzina liczniejsza, tym niższe są płacone podatki. Co istotne, w przypadku, gdyby taki system opodatkowania wprowadzono w Polsce, korzyści z niego byłyby dla wielu podatników znacznie wyższe niż w przypadku ulg na dzieci czy programu 500+. Ale tylko dla tych podatników, którzy poza posiadaniem licznego potomstwa, wykazaliby się odpowiednimi dochodami. Osoby bez dochodu lub z niskim dochodem nie zyskałyby w stosunku do dziś obowiązujących zasad nic.

Ulgi prorodzinne mało skuteczne

Iloraz rodzinny nie byłby w obecnych warunkach rozwiązaniem, które mogłoby zastąpić program 500+ czy ulgi prorodzinne. Trzeba bowiem pamiętać, że 500 zł na każde dziecko ma charakter transferu socjalnego i polega na bezpośredniej wypłacie określonej kwoty na rzecz podatników posiadających dzieci, a ulga prorodzinna trafia nie tylko do podatników, którzy wykazali wystarczające dochody – a w konsekwencji także podatek wystarczający na jej odliczenia – ale także do takich podatników, którym na odliczenie podatku brakuje. Brakująca kwota jest im bowiem zwracana z budżetu, czyli z podatków zapłaconych przez innych podatników.
500+ jest, jak wspomniano, rozwiązaniem pozapodatkowym i ma charakter transferu socjalnego. Przynajmniej w teorii. Uczciwie trzeba sobie bowiem powiedzieć, że nie wszyscy beneficjenci programu kwalifikują się do wsparcia socjalnego.

Niezależnie od formuły obowiązujących ulg i dopłat o charakterze prorodzinnym warto jednak zauważyć, że nie przyczyniają się one bynajmniej do tego, do czego zostały stworzone – do zwiększenia liczby urodzin.

W Polsce efektu takiego nie spowodowały ani wprowadzone początkowo i rozszerzone później ulgi na dzieci, ani też program 500+. Z punktu widzenia problemów demograficznych (starzenia się społeczeństwa i spadku urodzeń) te bardzo kosztowne programy nie mają zatem większego sensu.

Uczciwie trzeba jednak przyznać, że równie rozbudowane systemy ulg i rozwiązań prorodzinnych stosuje także wiele innych państw unijnych – z podobnym zresztą skutkiem. Ulgi na dzieci odliczane od dochodu mają m.in. Niemcy (około 7 tys. euro na 1 dziecko i 35 tys. na piątkę dzieci), Hiszpania (odpowiednio 2,4 tys. na jedno dziecko i ok. 18 tys. na piątkę) czy Belgia (1,5 tys. i niecałe 15,6 tys.). Z kolei ulgi odliczane od podatku mają m.in. Włochy (950 euro i 1200 dla dzieci poniżej trzech lat), Portugalia (325 i 450 euro) i Holandia (ok. 1 tys. euro). A na tym ulgi się nie kończą; we wspomnianej wcześniej Francji, poza ilorazem rodzinnym, można także korzystać z ulg związanych z wydatkami na opiekę nad dziećmi (podobną ulgę mają Niemcy), kosztami nauki czy płaconymi alimentami.

Wspólne rozliczenie to za mało

Poza ulgami prorodzinnymi, w zakresie opodatkowania rodziny Polska w praktyce stosuje tylko jeden mechanizm, którym jest tzw. wspólne rozliczenie dostępne dla małżonków (w 2019 roku skorzystało z niego ponad 8,1 mln podatników) oraz osób samotnie wychowujących dzieci (ponad 500 tys. osób).

Wspólne rozliczenie z małżonkiem przewidują także systemy podatkowe m.in. Belgii, Estonii, Francji, Hiszpanii, Włoch, Grecji, Irlandii, czy Wielkiej Brytanii.

Polskie wspólne rozliczenie nie jest oparte na ilorazie rodzinnym i trudno byłoby je uznać za mechanizm opodatkowania rodzinnego. Najwięcej korzyści daje ono oczywiście w przypadku dużych różnic w zarobkach małżonków (możliwość opodatkowania według niższej stawki, z uwagi na obniżenie progu) oraz w przypadku, gdy druga osoba (małżonek lub samotnie wychowywane dziecko) nie ma w ogóle dochodów. W tym ostatnim przypadku zyskiem jest możliwość odliczenia podwójnej kwoty wolnej.

W porównaniu z tzw. ilorazem rodzinnym polskie rozwiązanie jest oczywiście dużo mniej korzystne. Osoba rozliczająca się wspólnie z samotnie wychowywanymi dziećmi ma bowiem możliwość podzielnia swoich dochodów jedynie przez dwa, niezależnie od liczby dzieci (później zaś musi wyliczony od takiego dochodu podatek przez dwa przemnożyć).
System ilorazu rodzinnego nie rozwiąże jednak problemów demograficznych. Może co najwyżej zapewnić sprawiedliwszą „progresję” osobom wychowującym liczne potomstwo.

Mimo to, skoro rządzący zapowiadają „reset” w podatkach, który – jak już wiemy – na pewno nie uprości systemu opodatkowania PIT (a to byłoby najbardziej pożądane), to może warto byłoby się zastanowić nad wprowadzeniem systemu, który faktycznie oznaczałby opodatkowanie rodzin i doskonale wpisywałby się w politykę prorodzinną rządu.
Chociaż osobiście uważam, że znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby radykalne uproszczenie PIT, polegające na likwidacji większości ulg i zwolnień, połączone z radykalnym obniżeniem stawek tego podatku. W zakresie ulg prorodzinnych system podatkowy nie przyniósł bowiem pożądanych rezultatów (liczba ludności w Polsce nadal spada). Lepsze zatem byłoby zbudowanie prostego systemu podatkowego oraz systemu rzeczywistego wsparcia rodzin; w tym przede wszystkim rozwiązań ułatwiających wychowywanie dzieci przez osoby aktywne zawodowo.