Środowiska prawicowe są coraz bardziej dyskryminowane w życiu społecznym i gospodarczym. Dlaczego Unia Europejska nie upomina się o ich prawa? Czyżby dlatego, że rozkaz jest taki, iż zakaz dyskryminacji istnieje tylko wobec działaczy i organizacji lewackich, a przed brakiem tolerancji mają być chronieni głównie osoby LGBT?

Tomasz Cukiernik

11 listopada br. funkcjonariusze zatrzymali byłego księdza Jacka Międlara, jednego z organizatorów wrocławskiego Marszu Niepodległości, który miał odbyć się tego samego dnia wieczorem. Podobno został wyprowadzony z auta i zakuty w kajdanki. – Policjanci, mając na uwadze bieżące ustalenia i informacje o mogących wystąpić zagrożeniach, na podstawie art. 15 punkt 1 ustęp 3 ustawy o Policji, podjęli decyzję o zatrzymaniu Jacka M. Czynności te są obecnie kontynuowane i więcej informacji będziemy mogli przekazać po ich zakończeniu – wyjaśnił asp. szt. Łukasz Dudkowiak, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Przepis, na który powołuje się funkcjonariusz, mówi o prawie zatrzymania osób „stwarzających w sposób oczywisty bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego, a także dla mienia”. Czyli policja uznała, że Międlar może stwarzać zagrożenie, dlatego zadziałała prewencyjnie.

– To jest taki powrót do PRL-u. W latach 80. bardzo często zdarzało się tak, że kiedy była zapowiedziana jakaś impreza opozycyjna, jak manifestacja, czy inne wydarzenie, to działacze opozycyjni byli profilaktycznie zatrzymywani na 48 godzin. Bez podania przyczyn. Byli zamykani na dołku i wypuszczani po tym, jak już to wydarzenie się odbyło. Mam wrażenie, że teraz jest podobna taktyka – komentuje Marek Skalski z wydawnictwa 3S Media.

Biblioteka Rolnicza w Warszawie odmówiła wynajęcia sali na listopadową XI Konferencję Prawicy Wolnościowej. Argumentowano to przyczynami technicznymi. Organizator konferencji dr Tomasz Sommer, redaktor naczelny tygodnika „Najwyższy Czas!”, spytał, kiedy są te przyczyny techniczne. Odpowiedziano mu, że teraz. Sommer chciał więc zarezerwować salę na wiosnę, na co uzyskał odpowiedź, że wtedy też będą przyczyny techniczne. Z kolei podczas tegorocznej wiosennej konferencji tego samego organizatora w Hybrydach wynajmujący w ostatniej chwili zablokował w niej udział posła Grzegorza Brauna.

Jeszcze w 2019 roku telewizja wRealu24 mogła normalnie funkcjonować na platformie YouTube. Nie tylko wyświetlała swoje programy, ale i na nich zarabiała dzięki monetyzacji. Teraz nie jest to już możliwe. Podobnie dr Sommer ma problemy na YouTube. Co chwilę musi tworzyć nowy kanał – teraz jest to już Sommer12. Wydaje się, że tak jak telewizja wRealu24, która została wyrzucona z YouTube i przeniosła się na platformę BanBye.com, tak samo konieczne będzie zorganizowanie własnych targów historycznych przez środowiska prawicowe czy też wolnościowe.

Otóż na Targach Książki Historycznej, które w tym roku odbędą się pod koniec listopada w Warszawie, zabraknie wydawnictw prawicowych. W przeciwieństwie do dziesięciu poprzednich lat wydawnictwo 3S Media nie dostało formalnego zaproszenia, a kiedy zadzwonił tam jego przedstawiciel, uzyskał informację, że zmienił się regulamin i organizator targów zastrzega sobie prawo do zapraszania wydawców. Jeśli zaproszenie nie przyszło, to wydawca nie będzie brał udziału. – Byliśmy stałym uczestnikiem. Zawsze dostawaliśmy propozycję, wycenę udziału i korzystaliśmy z tej propozycji, braliśmy udział w tych targach. Teraz takiej oferty nie otrzymaliśmy – mówi Marek Skalski. – We wrześniu były tzw. targi jesienne organizowane przez tę samą fundację i wtedy nie było żadnego z tych wydawnictw prawicowych. Teraz jest analogiczna sytuacja – dodaje. Podobne okoliczności spotkały wydawnictwa Capital czy Wektory, które też uczestniczyły w targach historycznych w latach poprzednich, a w tym już nie mogą.

Nieco inna, ale jeszcze bardziej bulwersująca była sytuacja z wydawnictwem Prohibita. W zeszłym roku organizator targów historycznych wyrzucił je ze stoiska i „aresztował książki” z uwagi na… niezałożenie maseczki. – Nie bierzemy udziału w imprezach, na których własność nie jest bezpieczna, bo można pod osłoną nocy „aresztować” książki i rozmontować bezprawnie stoisko, za które się zapłaciło. Swoją drogą rok temu wszystkie inne prawicowe wydawnictwa potulnie maseczki założyły, a w tym roku i tak im podziękowano za udział… – mówi Paweł Toboła z Prohibity. – A dziś już na podstawie dziesiątek prawomocnych wyroków sądowych wiadomo, że tzw. nakaz zamaskowania był całkowicie nielegalny, bo nie miał żadnego umocowania w obowiązującym prawie – podkreśla.

Pamiętamy, jakie problemy z wjazdem do Wielkiej Brytanii miał w 2021 roku pisarz i publicysta Rafał Ziemkiewicz. Za poglądy na kilka godzin został zatrzymany przez brytyjskie służby na londyńskim lotnisku Heathrow i ostatecznie musiał wrócić do kraju. Ostatnio natomiast posłowi Januszowi Korwin-Mikkemu w ogóle nie sprzedano biletu lotniczego do Wielkiej Brytanii. Istnieje podejrzenie, że znalazł się na jakiejś liście proskrypcyjnej. Udało mu się dopiero wjechać do Anglii promem z Irlandii. Podobne obawy były, kiedy do Walii, by wygłosić wykład i nagrać kilka ujęć do filmu „Alfabet Michalkiewicza”, jechał redaktor Stanisław Michalkiewicz. Na szczęście jednak nie został zatrzymany. Czy jeszcze nie wpisano go na listy proskrypcyjne?

W tym kontekście należy spodziewać się problemów z rozpowszechnianiem wyżej wymienionego filmu „Alfabet Michalkiewicza”, którego producentami są Tomasz Sommer i Maciej Dębała. Również ja jako autor jego biografii opowiadam w filmie o Stanisławie Michalkiewiczu. Zresztą sama biografia również „gra” w tej produkcji. A książka też miała problemy. „Gazeta Wyborcza” pod pretekstem obietnicy napisania recenzji wyłudziła ją, bo recenzja nigdy nie powstała, a po otrzymaniu książki mail dziennika stał się nagle głuchy – przestano mi odpisywać w tej sprawie. Równie nieładnie zachował się Empik. Zgłosiłem książkę do ich sklepu internetowego, do czego zachęcali na własnej stronie i otrzymałem odpowiedź: „Z przykrością informujemy, że zgłoszenie zostało odrzucone”. Oczywiście bez żadnego uzasadnienia.

W opisanych przypadkach mamy do czynienia z łamaniem co najmniej dwóch artykułów konstytucji. Artykuł 32 pkt. 2 mówi, że nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. Z kolei artykuł 54 pkt. 2 zakazuje istnienia cenzury prewencyjnej. Gdzie jest Unia Europejska, której przedstawiciele mają gęby pełną frazesów o wolności, demokracji i równości? Czyżby Bruksela broniła wolności i równości, ale wyłącznie w odniesieniu do lewicowych środowisk jej sprzyjających? Gdzie jest Amnesty International? Dlaczego nie gardłuje w obronie polskich działaczy wolnościowych? Gdzie podziali się etatowi obrońcy konstytucji z tzw. totalnej opozycji? Czy ich interesuje wyłącznie temat aborcji, sądów i praw osób LGBT?

Niestety, wolności jest coraz mniej, a cenzura jest coraz większa. Reżim coraz bardziej upodabnia się do tego z czasów Polski Ludowej. To jest prawdziwe łamanie konstytucji, które odczuwa całe środowisko prawicowe, a nie brednie Unii Europejskiej o braku praworządności i rzekomej dyskryminacji LGBT. Wolność w Polsce to była, ale w latach 90. Po krótkim oddechu, kiedy na początku lat 90. było zamieszanie, chaos i nie została jeszcze objawiona mądrość etapu, zaczęliśmy iść w jednym kierunku. W Polsce na siłę wdraża się niekoniecznie dobre i niekoniecznie nam pasujące wzorce zachodnie. Ze szkodą dla wszelkich wolności, które odzyskaliśmy wraz z upadkiem komuny.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułKonieczne ograniczenie wydatków na programy socjalne
Następny artykułOto największe finansowe zmartwienia Polaków