Fot. Pixabay

Rząd Francji jako pierwszy przyznaje, że epidemia wirusa Covid-19 będzie miała druzgocące skutki gospodarcze i bardzo poważnie da się we znaki całemu krajowi. W czasie gdy liczba zgonów z powodu koronawirusa zbliża się do poziomu 30 000, Ministerstwo Finansów przy Bercy ogłosiło w tym tygodniu, że francuski PKB najprawdopodobniej spadnie o 11% w 2020 roku, a deficyt publiczny będzie wynosił 11,4% PKB (246 miliardów euro). Te liczby są mocno niepokojące już same w sobie, a wydają się jeszcze bardziej zatrważające, gdy porówna się je z danymi z innych krajów, które maja porównywalny poziom rozwoju gospodarczego.

Dlaczego Francja znalazła się w czołówce, jeśli chodzi o kraje z najwyższą śmiertelnością na milion mieszkańców? Dlaczego OECD szacuje najsilniejszą recesję w skali świata właśnie we Francji? – zastanawiał się w ubiegłym tygodniu na antenie francuskiego radia Europe 1, Bruno Retailleau, przewodniczący partii Les Republicains w Senacie. Czy ten smutny rekord rzeczywiście może mieć miejsce, a przede wszystkim, jak to możliwe że najprawdopodobniej padnie, skoro państwo zaangażowało gigantyczne środki, aby wesprzeć gospodarkę i zahamować bezrobocie?

Pandemia Covid-19 jest prawdziwym wyzwaniem dla ludzi na wszystkich kontynentach, jednocześnie stanowi presję dla rządzących. A że nie ma nic łatwiejszego niż porównywanie wyników każdego z krajów, zarówno w sferze zdrowotnej, jak i gospodarczej, to porównania okazują się okrutne.

Niezależnie od tego, czy tego chcemy czy nie, międzynarodowe organizacje doskonale wykonują swoje działania koordynacyjne, a statystyki, które podają, są stosunkowo wiarygodne. I tak według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Francja zajmuje 6. miejsce na świecie pod względem liczby zgonów na milion mieszkańców.

Pięć krajów bardziej pogrążonych w żałobie (przez liczbę zgonów) niż Francja, to w kolejności malejącej: Belgia (841), Wielka Brytania (612), Hiszpania (580), Włochy (562) i Szwecja (461). To wyłącznie kraje europejskie, równolegle warto zauważyć, że Stary Kontynent bardzo szybko, bo już od marca, stał się epicentrum tej globalnej pandemii. Stany Zjednoczone, często przedstawiane jako posiadacz absolutnego rekordu świata pod względem liczby zgonów (110 990), co jest prawdą, maja jednocześnie mniej ponury bilans zgonów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców (339 zgonów na milion mieszkańców). W tym momencie warto przypomnieć stosunkowo godną pozazdroszczenia sytuację, jaka panuje w Niemczech (105 zgonów na milion mieszkańców).

Jeśli mowa o sferze gospodarki, Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju opracowała w poprzednim tygodniu bardzo dokładny obraz sytuacji. Po pierwsze, warto zauważyć, ze w pierwszym kwartale 2020 r., kiedy Covid-19 mocno uderzał w Chiny, ale jeszcze nie atakował całego terytorium Europy, chińska gospodarka odnotowywała spadek o 9,8% PKB, za nią plasowały sie Francja i Włochy ze spadkiem rzędu 5,3%. Spadek był już znacznie mniej wyraźny w przypadku Niemiec, gdzie PKB spadł „tylko” o 2,2%.

Na podstawie danych z pierwszego kwartału tego roku i wydarzeń, które nastąpiły w kolejnych tygodniach, OECD opracowało prognozy na cały 2020 rok. Według tych prognoz światowa gospodarka skurczy się najmocniej od momentu drugiej wojny światowej. Na ten moment OECD rozważa dwa możliwe scenariusze: jeden optymistyczny, który zakłada, że epidemia się skończy, oraz drugi o wiele bardziej niekorzystny, który zakłada pojawienie się drugiej fali epidemii najbliższej jesieni. W obu scenariuszach, Francja jawi się ex aequo z Wielką Brytanią jako kraj, który będzie najbardziej dotknięty przez recesje w 2020 r.

Francuski PKB najprawdopodobniej odnotuje spadek na poziomie 11,4% do 14,1% w zależności od tego, czy epidemia zniknie, czy powróci. Dla porównania w Wielkiej Brytanii PKB spadnie o 11,5% do 14%, a we Włoszech o 11,3% do 14%. Są to oczywiście prognozy, natomiast najważniejsze są tu rozmiary spadku. Należy zauważyć, że szacowania te są na znacznie bardziej niepokojące dla Francji niż dla Niemiec (oczekiwany spadek PKB na poziomie 6,6% do 8,8%) czy jeszcze dla Stanów Zjednoczonych (przewidziany spadek PKB o 7,3% do 8,5%).

Bruno Retailleau, będąc w opozycji do rządzących, nie jest wcale mniej upoważniony do piętnowania „ najsilniejszej recesji na świecie”. A to właśnie mówią dane OECD. Dodatkowo można obstawiać, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który właśnie przygotowuje się do opublikowania swoich najnowszych prognoz (24 czerwca), potwierdzi tę diagnozę.

Dlaczego przewiduje się taki stan rzeczy, dlaczego francuska gospodarka okazuje się być bardziej podatna na zagrożenia i mniej odporna na nie, niż gospodarki innych rozwiniętych krajów Europy, Ameryki czy Azji? To, co ustalono, jest tym bardziej niezrozumiałe, że francuska gospodarka, z uwagi na ogromne znaczenie sektora publicznego i mechanizmy redystrybucji które chronią obywateli, zazwyczaj była mniej narażona na międzynarodowe wstrząsy. To zostało udowodnione na przykład podczas globalnego kryzysu finansowego w latach 2008-2009, kiedy to francuski PKB odnotował spadek prawie dwa razy niższy, niż spadek odnotowany przez PKB Niemiec. Tym razem jest jednak odwrotnie.

Wyjaśnienia są dwojakie. To wynika zarówno z bardzo szczególnego charakteru tego obecnego kryzysu gospodarczego, który ma podłoże wyłącznie zdrowotne, jak też ze sposobu, w jaki Francja zareagowała na niego w sposób zbiorowy, czyli czy to na poziomie rządu, czy ludności.

Trudno podejrzewać Laurence Boone, Francuza, głównego ekonomistę OEDC, który przedstawia prognozy tej organizacji, o to, że chce obwiniać swój własny kraj, podkreślając bardzo specyficzne czynniki leżące u podstaw tej globalnej, chociaż bardzo zróżnicowanej recesji. Zastosowane po trochu wszędzie na świecie mechanizmy i działania mające na celu zamrożenie gospodarki oraz utrzymanie dystansu społecznego, doprowadziły do zatrzymania produkcji i wymiany handlowej we wszystkich sektorach gospodarki, ale przede wszystkim w tych, w których kontakt międzyludzki jest niezbędny. W rezultacie sektory usług, w szczególności turystyka, gałąź wypoczynku i cały sektor „związany z przemieszczaniem się”, jest bardziej dotknięty niż sektor przemysłu.

Tymczasem w normalnych warunkach to właśnie te sektory są mocną stroną francuskiej gospodarki, od sektora transportu lotniczego aż po gastronomię, od przemysłu samochodowego po muzeum w Luwrze. Stąd też natychmiastowy i ogromny wpływ epidemii na wszystkie wspomniane dziedziny gospodarki kraju. Mowa tu o obiektywnych danych, których nie można zignorować.

Zupełnie inaczej sprawa wygląda, jeśli chodzi o odpowiedzi na tę faktyczną sytuację. Posługując sie różnymi metodami, wszystkie rządy, w tym rząd Stanów Zjednoczonych, starały się pomóc swoim przedsiębiorstwom oraz pracującym obywatelom, aby jak najłagodniej przetrwali te turbulencje.

Przedsiębiorstwa otrzymały kredyty bądź subwencje. Aby pomóc osobom pracującym, wprowadzono między innymi mechanizm pracy w niepełnym wymiarze godzin. W USA owszem, pojawiło się wysokie bezrobocie, natomiast, zwolnieni z pracy otrzymali czeki, które były finansowane ze środków państwowych.

Ze swojej strony rząd francuski okazał się jednym z najbardziej reaktywnych i słusznie chwali się, że wprowadził „najbardziej hojny w Europie systemu pracy oparty na zredukowanej liczbie godzin”. Ale nawet jeśli wprowadzone programy pomocy państwowej, w tym pożyczki z banków centralnych, są godne pochwały, to jedyną ich zaletą było to, że wsparły dochody osób prywatnych oraz konta bankowe przedsiębiorstw.

– Te środki pomocowe były konieczne, ale nawet jeśli były pomocne, nie pozwoliły zrekompensować strat w produkcji oraz w konsumpcji – jak to dobrze ujął Laurence Boone, główny ekonomista z OECD. Stąd ten zatrważający paradoks, obserwowany we Francji, gdzie z jednej strony gospodarstwa domowe zgromadziły nadwyżki w oszczędnościach rzędu 100 miliardów euro, a z drugiej kraj aktualnie przygotowuje się do redukcji 800 000 miejsc pracy z powodu „braku perspektyw” – jak to określił minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire. Ta „rozbieżność”, jak zwykli mawiać Amerykanie, powinna być przedmiotem zbiorowych rozważań, tymczasem opinia publiczna wydaje się ani trochę nią nie interesować.

Oczywiste, że wraz z odmrożeniem gospodarki ta ogromna maszyna, jaką jest gospodarka, musi powrócić na swoje tory, ale należy pamiętać przy tym o niuansie rozmiaru: potrzeby, przyzwyczajenia, upodobania, możliwości konsumentów nie będą takie jak wcześniej, daleko nam do tego. Pomimo wszystko, w krajach rozwiniętych recesja w 2020 r. będzie najprawdopodobniej „najcięższą, ale i najkrótszą z odnotowanych recesji; to będzie około siedem razy większa recesja niż typowa recesja” – ocenia Bruno Cavalier, ekonomista banku Oddo.

Recesja jest definiowana jako spadek aktywności, a więc gdy tylko spadek aktywności gospodarczej się kończy, teoretycznie recesja też się kończy. Koniec spadku aktywności ma miejsce teraz, w czerwcu 2020 r. Od trzeciego kwartału wzrost aktywności gospodarczej będzie dodatni, a był on na bardzo niskim poziomie, co oczywiście pociągnie w dół cały bilans roczny. Gospodarka już się odradza, należy wykorzystać ten moment.

Jednak w tym miejscu pojawia się kolejny problem. Francja tkwi w przesadnie szczegółowych przepisach, niedorzecznych protokołach sanitarnych oraz kuriozalnych terminach i sposobach komunikacji między Pałacem Elizejskim (z prezydentem), Matignon (z premierem) i Ministerstwem Finansów przy Bercy.

Jeśli Francja przeżywa obecnie najgwałtowniejszą recesję gospodarczą w skali Europy i świata, to wynika to zarówno ze sposobu, w jaki się w niej znalazła, jak i sposobu wychodzenia z niej. Po ustanowieniu najbardziej drakońskich warunków zamrożenia gospodarki, rządzący oraz sami obywatele zamroczeni papierkową robotą i wszechobecną biurokracją maja potężny kłopot, aby wydostać się z uścisku zamrożenia . To właśnie pokazują dane OECD, mowa o tak zwanej „specyfice francuskiej”. Niestety, w najgorszym tego słowa znaczeniu.

Źródło: Jean-Pierre Robin/Le Figaro