Anglicy dali nam Sherlocka Holmesa i detektywów stworzonych przez Agathę Christie. Każdy z tych bohaterów lubił długotrwałe dochodzenia i zawsze potrafił rozwiązać nawet najbardziej zawiłą sprawę. Przekonali nas do siebie i niemal wszyscy ich pokochaliśmy. Tym razem naszym Sherlockiem jest profesor literatury angielskiej, a jego śledztwo prowadzi do sedna tego, co wywołuje nasze współczesne złe samopoczucie, przy czym winnych jest całe mnóstwo.

„Rozglądam się, szukając historii ludzkości i zastanawiam się, jak to się stało, ze zniknęła” – wyznaje profesor. Pierwsze jej ślady, datujące na około 2000 lat, brytyjski profesor odnajduje nad brzegiem Morza Śródziemnego, między Atenami a Jerozolimą. To tam miało miejsce pierwszy wyraźny ruch między przeszłością a przyszłością, a dokładniej przejście od postawy Greków, którzy żyli niezmiennie pielęgnując pamięć o przeszłości polis, do postawy pierwszych chrześcijan, którzy „zastąpili ideę polis, jako elementu ciągłości wiary, przez wiarę i wyczekiwanie na zjednoczenie się z wszechobecnym, wiecznym jednym Bogiem. Nasz brytyjski profesor zestawia świat Homera, w którym „zaniedbanie pamięci o przodkach oznaczało narażenie się na ich gniew” z wizją świata prezentowaną przez świętego Augustyna, w której „przebaczenie zaciera niepożądane wydarzenia z przeszłości” i gdzie następuje „chrześcijańskie wymazanie przeszłości na rzecz tego, co ma nadejść” .

Francis O’Gorman nie jest pierwszą osobą, która pokazuje, że chrześcijaństwo jest punktem zwrotnym w naszej relacji do czasu. Nie jest też pierwszym, który jest rozżalony „prezentyzmem” naszych czasów, „prezentyzmem” wraz z jego pogardliwym lekceważeniem przeszłości. Postawą, która charakteryzuje się zapominaniem o historii oraz obsesją na punkcie przyszłości. To, co odróżnia profesora O’Gormana od poprzedników, to fakt, że prowadzi swoją analizę, używając instynktu wychowawcy, opanowawszy przy tym sztukę powściągliwej ekspresji, co zresztą jest charakterystyczną cechą Brytyjczyków.

Francja i Anglia znajdują się zresztą w centrum śledztwa profesora. Francuzi, ponieważ dokonali rewolucji politycznej w 1789 r., a Anglicy, ponieważ dokonali rewolucji przemysłowej począwszy od 1820 r. Francuzi zgilotynowali króla, wyrażając w ten sposób chęć odcięcia się od przeszłości. Anglicy uruchomili pierwsze połączenia kolejowe w historii, które od tamtego czasu zmuszają ludzkość do postrzegania czasu w sposób wcześniej niespotykany, nakłaniając nas do spacerów po dworcach, w których „krystalizuje się przejściowa, migracyjna i wędrowna natura nowoczesnego obywatela”.

Nastał XIX wiek. Ocenia się, że to on wykuł nowoczesność, której jesteśmy kontynuatorami w dwudziestym pierwszym wieku. „Nowoczesność polega na żarliwym oczekiwaniu i pragnieniu zmian” – naucza nas brytyjski profesor, dostarczając odpowiednich przykładów z literatury angielskiej, podczas gdy Francuzi myślą raczej o „swoim” Victorze Hugo, dla którego XIX wiek był wielki, a XX wiek miał być wiekiem szczęśliwym.

Zaskakujący i paradoksalny XIX wiek, który jawi się zarówno jako stulecie nauk i powieści historycznych, ale również jako stulecie, w którym pojawia się zawód reklamodawcy. „Będąc na usługach kultury konsumenckiej, reklamodawcy są pomysłowymi mistrzami przewracania karty i patrzenia w przyszłość. Reklamodawcy są swoistymi oficerami kapitalizmu, którzy uczą nas, aby zawsze patrzeć w przyszłość, oczekiwać wszystkiego od przyszłości. Nasz brytyjski profesor odgrzebuje intuicyjne myśli Balzaca czy jeszcze Maurrasa, którzy już wcześniej widzieli w protestantyzmie rewolucyjny trend w chrześcijaństwie: „Jeśli nowoczesność jest protestancka, w tym sensie, że uważa niszczenie ikon historii za warunek postępu, to w XIX wieku obserwujemy jednak pewne pozostałości katolickiej perspektywy świata istniejące na gruzach powstałych na wskutek zniszczenie jądra tej właśnie perspektywy”.

W dalszej części swojej analizy, po zbadaniu przeszłości, po to by wyodrębnić etapy „narodzin kultury zapomnienia”, profesor O’Gorman ujawnia nam wszystkie ich konsekwencje, od tych najbardziej oczywistych po najbardziej nieoczekiwane. Podejrzewaliśmy istnienie kultu innowacji, kultu przedsiębiorcy, kultu wzrostu gospodarczego, kultu mody. I też tej swoistej religii innowacji, która zabija autentyczną kreatywność, a którą zauważyliśmy w nieco zasmucających, współczesnych tworach literatury, kina, czy piosenki dla mas. Pomimo całej retoryki mówiącej o nowości i innowacji, taki świat pozbawił artystów zasobów niezbędnych do stworzenia czegoś nowego.

Podobnie, niektórzy z nas zdążyli już zauważyć, że tak wychwalana wolność była jedynie maską bardzo sztywnego konformizmu: „Kamuflowanie powrotu do tego, co było, ubieranie go w język przepełniony odkryciami, w inicjowane początki, nie jest dziełem tylko i wyłącznie marketingu i reklamy. Oczekuje się od nas bycia innymi niż reszta i robienia czegoś nowego, ale tylko na tyle, na ile odróżnianie się nie oznacza kwestionowania uprzywilejowanego statusu, jaki został nadany pojęciu nowości i odróżniania się”.

Brytyjski profesor wreszcie zauważa, z rzadko spotykaną finezją, że „współczesne koncentrowanie się na klasyfikowaniu form nadużyć (seksualnych, fizycznych czy emocjonalnych) tworzy nawyki myślowe rozwijane dzięki tej samej teorii, według której przeszłość powinna, już na wstępie, być postrzegana jako czas, w którym coś poszło nie tak.

Zarówno dla jednostek, jak i dla narodów, ale tylko dla Europejczyków, przeszłość jawi się jako okropność, którą należy denuncjować, potępiać, wymazywać. Tak więc historyczne śledztwo nie robi nic innego, jak tylko gani tych, którzy żyli przed nami.

O’Gorman stawia się w jednym szeregu z licznym gronem tych osób, które użalają się nad uniformizacją świata: „Globalny kapitalizm paradoksalnie zachęca nas do uważania, że jesteśmy u siebie gdziekolwiek jesteśmy, albo odwrotnie, że nie będziemy czuli się u siebie nigdzie, ponieważ żadne miejsce nie cechują wyraziste różnice”.
Coś, co jest nam znane, nie zawsze niesie ze sobą ukojenie. Brytyjski profesor wzywa nas do oderwania się od tego chorobliwego wstrętu do przeszłości, naszej przeszłości. Do pozbycia się strachu przed nią i wstydu przed nią. Do ponownego odkrycia naszej tożsamości. Do powrotu do szanowania tych, którzy żyli przed nami, po to, aby powrócić do szanowania nas samych.

Źródło: Eric Zemmour/Le Figaro