Urzędowi lekarze weterynarii – wobec braku porozumienia z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi – przygotowują ogólnopolski strajk.

FERMOSERGIO/Pixabay

Od kilku lat w gronie pracowników Inspekcji Weterynaryjnej – szczególnie jej niższych szczebli – narasta frustracja spowodowana niskimi, jak twierdzą urzędowi lekarze weterynarii, wynagrodzeniami, które pozostają absolutnie niewspółmierne do nakładów pracy. Sytuacja jest poważna, ponieważ potencjalny paraliż funkcjonowania struktur Inspekcji Weterynaryjnej może zaburzyć stabilność produkcji żywności pochodzenia zwierzęcego i zwierzęco-roślinnego w całym kraju.

Początek przygotowań do protestu ogłosił Komitet Protestacyjny Porozumienia Warszawskiego. Zdaniem lekarzy apelujących do kolegów o solidarność we wspólnej sprawie, wszelkie negocjacje prowadzone z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Głównym Inspektoratem Weterynarii nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Na razie protest nie przybrał jeszcze realnej formy, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że czynione są ku temu konkretne kroki. Oby rząd nie obudził się z ręką w nocniku, bo bez Inspekcji Weterynaryjnej krajowa produkcja zwierzęca w zasadzie nie może funkcjonować.

Czego domagają się lekarze weterynarii?

Żądania komitetu protestacyjnego nie są wygórowane. Obecnie średnie wynagrodzenie w IW wynosi teoretycznie 5000 zł brutto, czyli 3738,19 zł na rękę (netto). Biorąc jednak pod uwagę poziom wyspecjalizowania jednostek terenowych inspekcji i faktyczną liczbę godzin poświęcaną na pracę oraz poziom odpowiedzialności, kwota ta nie robi wrażenia. Teoretycznie, gdyby urzędowi lekarze weterynarii chcieli zarobić więcej, przeszliby na stronę sektora prywatnego. Tu pensje zapewne byłyby znacznie wyższe, ale wówczas państwowy aparat weterynaryjny pozostałby bez możliwości praktycznego realizowania swoich działań – to byłaby katastrofa.

Lekarze weterynarii w jednym ze swoich komunikatów poinformowali, że oczekują:
– poprawy rozporządzenia o wynagrodzeniach,
– korekty rozporządzenia o opłatach,
– rewaloryzacji płac w pominiętych wcześniej jednostkach Inspekcji Weterynaryjnej,
– korekty budżetu na rok 2023 z uwzględnianiem potrzeb Inspekcji Weterynaryjnej i lekarzy wyznaczonych.

Poinformowano nawet, że Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, wicepremier Henryk Kowalczyk zobowiązał się do realizacji tych postulatów w terminie do 1 października bieżącego roku.

Urzędowi Lekarze Weterynarii informują także, że – mimo jednoznacznej wykładni prawnej – nie mogą „doprosić się” wypłaty podwyższonego wynagrodzenia za czynności wykonywane w nocy oraz poza wyznaczonymi godzinami pracy.

Czy ktoś nakłamał?

Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Inspekcji Weterynaryjnej (OZZPIW) poinformował, że – mimo rządowych zapewnień – podwyżki, które miały wejść w życie 1 lipca tego roku w praktyce nie obejmowały tak zwanych innych jednostek Inspekcji Weterynaryjnej. Mowa m. in. o wojewódzkich inspektoratach weterynarii (w tym laboratoriach), granicznych inspektoratach weterynarii oraz Głównym Inspektoracie Weterynarii. Instytucji teoretycznie niewiele, ale mowa tu – jak wyliczył komitet protestacyjny – o niemal 1900 pracownikach. Działania rządu są tu niezrozumiałe, bo w kontekście rozmiarów wydatków budżetowych, aby zachować się fair, wystarczyło przesunąć na cele Inspekcji Weterynaryjnej 20 mln złotych.

OZZPIW zauważa też, że w projekcie budżetu na rok 2023 nie znalazły się środki na utrzymanie przyznanego w 2022 roku wzrostu wynagrodzeń. Problematyczne – wobec braku środków – może okazać się także zrewaloryzowanie pensji pracownikom, których nie objęły dotychczasowe podwyżki oraz zrealizowanie obietnicy zwiększenia zatrudnienia w jednostkach Inspekcji Weterynaryjnej.

Niezrozumiały upór

Upór kolejnych władz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi w kwestii dogadania się z urzędowymi lekarzami weterynarii jest niezrozumiały. Sytuacja ta powinna nas dziwić szczególnie w sytuacji szalejącej w Polsce epidemii afrykańskiego pomoru świń i wciąż powracającej epidemii grypy ptaków. Z roku na rok pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej mają też więcej pracy związanej ze wzrostem eksportu artykułów rolno-spożywczych z Polski, odpowiadając za produkty pochodzenia zwierzęcego i zwierzęco-roślinnego. Odpowiedzialnym byłoby potraktowanie postulatów komitetu protestacyjnego serio, choćby z uwagi na fakt, że część wynagrodzeń w inspekcji nie była waloryzowana od… kilkunastu lat.

Poprzedni artykułKsiążki staną się dobrem luksusowym
Następny artykułWiemy, ile węgla eksportuje Polska