Czego uczy przypadek Jerzego S., podejrzewanego o jazdę po alkoholu i próbę „odjechania” z miejsca kolizji? Moralistów, by upuścili z siebie trochę powietrza, przestali wytkać przywary innym i zaakceptowali niedoskonałość życia publicznego. Tych zaś, którzy moralistów słuchają, by pamiętali, że takie połajanki należy zawsze brać ze szczyptą sceptycyzmu – pisze w najnowszym felietonie Michał Góra.

Zgodnie z podstawową definicją, podawaną chociażby przez popularny Wikisłownik, moralista to „człowiek wskazujący innym, jak mają postępować, głoszący surowe zasady moralne”. Obiegowa mądrość ludowa głosi, że moralistami są głównie ludzie prawicy. Wynika to prawdopodobnie z faktu przywiązania prawicy do tradycyjnych wartości, religii – a więc także słów głoszonych przez kaznodziejów – oraz autorytaryzmu pewnej części tego środowiska. Często opisowi temu towarzyszy zastrzeżenie dotyczące hipokryzji takich prawicowych świętoszków, którzy przecież rozwodzą się, miewają kochanki albo problemy z używkami, uciekają w niekompletnym ubraniu po rurach przed policją z klubów dla gejów i tak dalej.

W obecnych czasach moralizm nieobcy jest jednak środowiskom lokującym się na lewo od centrum sceny politycznej, a także różnego rodzaju elitom i naukowcom. Prawdopodobnie wiąże się to z zauważalnym na lewicy specyficznym rozumieniem państwowości. Organizacja przymusowa ma bowiem rozwiązywać różnego rodzaju problemy społeczne, kierując się jednocześnie „empatią” oraz „statystyką”. Lewicy i elitom nie obce są też różnego rodzaju wielkie globalne projekty, które mają doprowadzić do zbawienia ludzkości – choćby wbrew jej woli, czym różnią się od chrześcijaństwa – już tutaj, na ziemi. Jednocześnie lewica wierzy w elityzm i dydaktyzm, a więc posłannictwo pewnej, lepiej wykształconej i predestynowanej części społeczeństwa, do pouczania niżej położonych klas społecznych. Rodzi to zresztą wewnętrzne sprzeczności, ponieważ lewica jest najczęściej jednocześnie egalitarystyczna. W ekstremalnych formach przejawia się to choćby we współwystępowaniu takich haseł jak „równość” oraz „awangarda klasy robotniczej”.

Dochodzi tutaj zarazem do ciekawego paradoksu. Okazuje się, że niemal to samo zaczynają w pewnym momencie mówić cenieni profesorowie i prawicowi radykałowie. Mianowicie, niejednokrotnie każdy z nas słyszał prawdopodobnie taki frazes, że „głos profesora nie może być równy głosowi byle pijaczka”. Być może ma to wszystko związek z tak zwaną „teorią podkowy”, zgodnie z którą ekstremalne stanowiska – leżące po pozornie przeciwległych biegunach – są sobie w istocie bliższe niż te bardziej umiarkowane. Skrajni elitaryści mogą się więc od skrajnych populistów albo autorytarystów niewiele w istocie różnić.

Moje stanowisko w tych kwestiach nie jest jednak ani prawicowe, ani lewicowe. Jest po prostu liberalne. Co rozumiem jednak przez liberalizm? Liberał to człowiek, który – po pierwsze – skłania się ku indywidualizmowi, a nie kolektywizmowi. Po drugie, wyznaje zasadę in dubio pro libertate lub favorem libertatis. Jeśli więc istnieją wątpliwości lub rożne drogi dojścia do tego samego celu, liberał będzie preferował wolność indywidualną jednostki ponad – często mgliście definiowane – „dobro wspólne” oraz kolektywne bezpieczeństwo. Oczywiście liberałowie nie są absolutystami. Morderca, podpalacz ani włamywacz nie korzystają z prawnie chronionej wolności.

Niemniej liberałowie nie powinni być jednocześnie moralistami. Oznacza to, po pierwsze, akceptację pluralizmu, a więc współistnienia różnych światopoglądów, a po drugie dość dużą dozę tolerancji dla sposobów życia i bycia, których nie wyznaje się albo nie praktykuje osobiście. Liberałowie powinni zarazem odrzucić zarówno moralistyczno-kaznodziejski (a więc prawicowy), jak i elitarystyczno-dydaktystyczny (a więc lewicowy) sposób prowadzenia dyskursu. Oznaczać to może jednocześnie akceptację dla ryzyka w życiu społecznym i gospodarczym (kosztem bezpieczeństwa) oraz zrozumienie omylnego charakteru ludzkiej natury. Liberał nie powinien się spieszyć z wykluczaniem ze społeczeństwa kogoś, kto się pomylił albo zbłądził. Stąd wynikać powinna niechęć zarówno do lewicowej kultury kancelowania, jak też prawicowego populizmu penalnego. Liberałowie wychodzą po prostu z założenia, że jesteśmy zaledwie ludźmi, a nie świętymi. Dlatego prawo – zwłaszcza prawo karne i administracyjne – powinno być możliwie względne i stanowić minimum, a nie maksimum moralności.

Być może dlatego niektórzy liberałowie – w tym niżej podpisany – krytykowali takie rozwiązania, jak ciężki lockdown. Tego rodzaju absolutystyczne prawa skrojone są bowiem pod postępowanie maszyn albo świętych, a nie zwykłych ludzi. Szybko okazało się zresztą, że najznamienitsi proponenci lockdownu i innych restrykcji sami przyłapywani byli na naruszaniu zasad epidemicznych. W studiach telewizyjnych pokazywali się bez maseczek, a może widywani byli na teoretycznie nielegalnych spotkaniach z kochankami, czy w trakcie zakrapianych imprez. Liberał powinien takie zachowania potępić. Nie dlatego, że ułomnemu człowiekowi zdarzyło się nie zachować najwyższych standardów moralno-etycznych w danej sytuacji, lecz z tego względu, że wcześniej proponował je jako obowiązujące dla całego społeczeństwa.

I w tym właśnie miejscu przypomniał mi się świeży kazus Jerzego S., znanego i cenionego – zresztą także przeze mnie – aktora. Prasa szeroko rozpisuje się bowiem o tym, jakoby był on podejrzewany o jazdę po alkoholu i próbę „odjechania” z miejsca kolizji. Nie chcę pastwić się nad osobą ani bieżąca postawą Pana Jerzego. Nie mogę jednak przemilczeć tej kwestii, że coraz częściej internauci wyciągają na światło dzienne jego archiwalne wypowiedzi, w których zarzucał Polakom pijaństwo i brak respektu dla prawa. Tym samym, i jego postawa moralistyczna szybko obróciła się przeciwko niemu.

Jaka jest z tego nauczka na przyszłość? Dla moralistów, aby upuścili z siebie trochę powietrza, przestali wytkać przywary innym i zaakceptowali niedoskonałość życia publicznego. Dla tych, którzy moralistów słuchają, aby pamiętali, że takie połajanki należy zawsze brać ze szczyptą sceptycyzmu. Nie będę tutaj powtarzał oklepanych cytatów biblijnych o belce w oku, albo rzucaniu kamieniem, ale najwyraźniej już przed Chrystusem dobrze znano omawiany tu problem. Niewielu wśród żyjących jest ludzi idealnych, którzy mają prawo prymitywnie pouczać innych, jak mają żyć. Niezależnie zresztą od posiadanych tytułów kanonicznych, uczelnianych albo państwowych. Zazwyczaj robią to ci, którym się tylko wydaje, że mają taką władze albo ci, którzy chcą się w ten sposób poczuć chwilowo lepiej. Niech się w swojej próżności tak przejściowo czują, ale nie pozwólmy, aby w ten sposób niszczyli nasze osobiste poczucie wartości.

Michał Góra

Poprzedni artykułPaździernik może być początkiem inwentaryzacji
Następny artykułMocny apel o zawieszenie podatku handlowego