Fot. Pixabay

Restauracje bardzo wcześnie otworzyła Słowacja, bo jeszcze 22 kwietnia. Na Słowenii są czynne już dawno, bo od 4 maja. Także Czesi złagodzili obostrzenia – od 11 maja będzie się można napić piwa na ogródku w restauracji. Ostatecznie i w pełni przyjmą gości 25 maja, w Holandii – 20 maja, w Finlandii trochę później, bo od 1 czerwca. Podobnie w Wielkiej Brytanii i zapewne w Niemczech, gdzie ostatnio nasila się bunt społeczny przeciw obostrzeniom koronawirusowym. W Hiszpanii bary i restauracje mogą znowu otworzyć swoje tarasy w połowie maja, ale każdy lokal ma oferować klientom do 30 proc. dostępnych miejsc.

Epidemia wygasa lub nie, ale branża obumiera

Epidemię uznaje się za wygasającą, jeśli tzw. wskaźnik reprodukcji wirusa spada poniżej 1. Austriacki rząd zdecydował się otworzyć u siebie restauracje i bary w połowie maja – przy wskaźniku 0,5. W Grecji już zaczynają działać. W Hiszpanii, gdzie stwierdzono ponad 224 tys. przypadków zachorowań na koronawirusa i przeszło 26 tys. zgonów „z powodu COVID-19”, restauracje i pozostałe placówki gastronomiczne przyjmują gości już od 11 maja. Na razie tylko na zewnątrz.

– Salony fryzjerskie i kosmetyczne, restauracje, kina, organizacje imprez, fitness, siłownie i baseny, puby i kluby ratują się, występując do banków o wakacje kredytowe, umorzenia czynszów w lokalach gminnych, czy wsparcie z tarczy, ale wiele z nich długo się nie utrzyma – mówi wprost Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

Obniżyć podatki!

The Brewers of Europe to stowarzyszenie piwowarów z 29 krajów europejskich reprezentujące interesy 9500 europejskich browarów. Napisało właśnie list do Thierry'ego Bretona, komisarza UE ds. Rynku Wewnętrznego. W liście tym Pavlos Photiades, prezes The Brewers of Europe, ostrzega, że z powodu zamknięcia 1/3 europejskiego rynku piwa oraz ograniczeń nałożonych na sektor hotelarsko-gastronomiczny, wiele barów i kawiarni może nigdy nie zostać już otwartych.

Bary, puby i kawiarnie, ale także same browary stanowią integralną część dziedzictwa i kultury wielu krajów europejskich i muszą być objęte strategią UE w zakresie turystyki COVID-19 (…) muszą zostać ponownie otwarte tak szybko, jak to możliwe, a rządowe wsparcie będzie potrzebne dla ekonomicznie opłacalnego wyjścia podczas stopniowego otwierania i stopniowego rozluźniania środków” – napisał Pavlos Photiades.

The Brewers of Europe wskazuje z obawą na fakt, że sektor piwowarski i hotelarski „znajdują się u dołu harmonogramu ponownego otwarcia, w ramach planów wyjścia z COVID19 rozważanych obecnie przez UE i kraje europejskie”.

Bez prawdziwego wsparcia się nie obędzie

Warto przeczytać między wierszami to, co powiedział o przyszłości branży HoReCa dla ISBnews Franciszek Hutten-Czapski – Managing Director & Senior Partner, Chairman BCG Poland, Head of BCG Gamma & Platinion na region CEE. Wygląda to poważnie: „banki powinny dużo lepiej zrozumieć sytuację swojego konkretnego klienta, wykorzystując analitykę danych, szczególnie, żeby zobaczyć, jak radzą sobie ich klienci z zagrożonych sektorów, np. z HoReCa. Niektóre restauracje postawiły na dostawy żywności, więc bezsensowne byłoby zawieszanie linii kredytowych, wycofywanie finansowania tego typu klientom, którzy mogą przetrwać tę sytuację (…) Tak więc kluczowe jest dla banków spojrzenie sektorowe, ale też drugie spojrzenie – jak konkretnie klient z poszkodowanej branży sobie radzi”.

Co to oznacza? Odszyfrowując i krótko: atrakcyjnych kredytów dla właścicieli lokali gastronomicznych nie będzie. Dlatego tak ważna jest nie tylko pomoc dla branży w formie dopłat do kredytów, której duża cześć zostaje jako „osad” w samych bankach, czyniąc ją tym bardziej iluzoryczną. Istotne są inne formy ratowania placówek gastronomicznych.

– Wsparcie to może mieć formę dotacji i pożyczek, ale powinno również wziąć pod uwagę możliwość obniżenia podatku VAT w restauracjach i pubach na usługi związane ze sprzedażą piwa, a także większej elastyczności w poborze podatku akcyzowego od mniejszych, rzemieślniczych browarów – to najnowsze rekomendacje The Brewers of Europe dla krajowych rządów.

Warto również przypomnieć, że bardzo dużym wsparciem, szczególnie dla małych, rodzinnych browarów rzemieślniczych, byłoby wprowadzenie możliwości sprzedaży on-line. – O możliwość sprzedaży zdalnej piwa apelujemy do władz już od paru lat, od samego początku istnienia naszego stowarzyszenia. W ostatnim okresie wystąpiliśmy w tej sprawie już trzykrotnie, ostatnio ze wspólnym apelem kilkunastu organizacji skupiających małych producentów piwa, wina i cydru – mówił niedawno w rozmowie dla fpg24.pl Marek Kamiński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych (całość TUTAJ). 

– Branża alkoholi rzemieślniczych stanęła dziś w obliczu nieuchronnego bankructwa. Sprzedaż zdalna dałaby możliwość otwarcia nowych kanałów sprzedaży, jednakże zgodnie z obowiązującymi obecnie regulacjami wykorzystanie ich naraża na poważne sankcje. Jedynym ratunkiem dla branży jest niezwłoczne przyzwolenie rządu na dostarczanie napojów alkoholowych do izolującego się w domu konsumenta, w drodze wysyłkowej. Warto podkreślić, że rozwiązanie, które proponujemy, nie wiąże się z najmniejszym obciążeniem dla budżetu państwa, a może zdecydowanie poprawić naszą sytuację. Nasze oczekiwania nie wiążą się z legalizacją wirtualnych sklepów internetowych, a jedynie z przyzwoleniem na dostawę towaru zakupionego przez konsumentów na podstawie umowy zawieranej na odległość, w sklepach posiadających zezwolenie na sprzedaż w stacjonarnym punkcie sprzedaży lub dostarczających żywność na imprezy zamknięte organizowane w czasie i miejscu wyznaczonym przez klienta. Oczekiwana przez nas zmiana w przepisach powinna zawierać zatem bezpośrednie przyzwolenie na dostawę napojów alkoholowych zakupionych u przedsiębiorców posiadających już ważne zezwolenie na sprzedaż. Polska jest obecnie jedynym państwem UE, gdzie obowiązuje bezwzględny zakaz sprzedaży zdalnej. Sprzedaż napojów alkoholowych na odległość jest możliwa we wszystkich, poza Polską, państwach UE – dodawał.

Dał nam przykład „Sfinks”?

A wracając do odmrożenia całego sektora gastronomicznego, kluczowe będzie teraz odbudowanie nawyku konsumentów do „wychodzenia” do restauracji, czy kawiarni i pubów. Przy jednoczesnym przekonaniu ich, że nie grozi to przykrymi, medycznymi „niespodziankami”.

– Zależy nam na tym, aby nasze restauracje były strefami wolnymi od koronawirusa oraz żeby były to miejsca bezpieczne dla naszych gości i pracowników – mówi w komunikacie firmy Dorota Cacek, wiceprezes zarządu Sfinks Polska.

Oczywiście stoliki będą musiały stać od siebie w odpowiedniej odległości. Firma wdroży dodatkowe procedury: stoliki będą dezynfekowane po każdym gościu i w dowolnym momencie na prośbę gości, kelnerzy i kucharze mają mieć obowiązek noszenia maseczek i rękawiczek zaś restauracje zapewnią gościom płyn dezynfekujący w toaletach oraz w widocznym miejscu na sali konsumpcyjnej. Karty menu będą dezynfekowane po każdym użyciu. Na prośbę gość dostanie jednorazowe sztućce, a nawet przyprawy będą serwowane w jednorazowych opakowaniach. Naczynia i sztućce mają być podwójnie wyparzane i dezynfekowane, a pracownicy przystąpią do zadań dopiero po codziennym pomiarze temperatury. Wszystkie klamki oraz włączniki w restauracji maja być dezynfekowane kilka razy dziennie. Przy tym oczywiście odpowiednia kultura korporacyjna. Tych zaleceń jest w sumie 10 i mają pomóc samej branży we własnym zakresie ściągnąć gości na powrót do restauracji. Brzmią sensownie, mogąc stanowić inspiracje dla właścicieli innych lokali.

W zaasadzie nikt już nie powinien mieć wątpliwości, że gastronomia to branża, która wymaga jak najszybszego, pełnego odmrożenia. Przedsiębiorcy działający w tym sektorze potrzebują obrotu, by przetrwać. Potrzebują również wreszcie czytelnego i konkretnego planu dalszych etapów luzowań. Bez tego czeka nas potężna zapaść nie tylko na tym rynku, bo pociągnie ona za sobą zapaść wielu innych sektorów bezpośrednio i pośrednio z nim powiązanych. Mówimy o milionach miejsc pracy i setkach tysięcy mikro, małych i średnich firm…