Czy wkrótce zabraknie papieru toaletowego, a książki i gazety będą tak drogie, że już nikt ich nie będzie kupował? Dlaczego w ostatnim czasie wzrosły ceny kartonowych opakowań wykorzystywanych w coraz bardziej popularnych zakupach zdalnych?

kerttu/Pixabay

– Podczas zlecania druku poprzedniego numeru magazynu „Magna Polonia” runęła na nas wiadomość, iż ceny druku wzrosły o 40 proc. Nie był to koniec problemów. Wydając aktualny numer okazało się, że ceny nie tylko wzrosły o kolejne 40 proc.(!), ale w hurtowniach występują poważne braki papieru kredowego. Gdyby nie pomoc naszych czytelników, to pismo zapewne przestałoby istnieć. Nie wiem jednak, co przyniesie przyszłość, ponieważ ceny wciąż galopują. Sytuacja jest więc krytyczna – mówi Przemysław Holocher, wydawca magazynu „Magna Polonia”.

Podobne odczucia ma Stanisław Pisarek z wydawnictwa Stapis z Katowic:
– Kiedyś drukowało się książkę za 8 zł, w tym 4 zł to był koszt papieru. Teraz drukuje się za 12 zł, bo koszt papieru wzrósł do 8 zł, czyli podrożał o 100 proc. Stało się to w ciągu dwóch miesięcy: listopad-grudzień ubiegłego roku. Dla wydawcy oznacza to równocześnie wzrost kosztów wydruku książki o 50 proc. Niektóre papiery w ogóle przestały być dostępne, co stało się dużym utrudnieniem. Konsekwencje dla wydawców, związane z zawirowaniami na rynku papieru, są bardzo duże. I bardzo przykre. Obawiam się, że wielu niewielkich wydawców jak ja może tego nie wytrzymać. Znam już takie przykłady.

Wzrosty cen i braki papieru to nie tylko problem branży wydawniczej. Ceny detaliczne małych opakowań kartonowych zwiększyły się z 1,3 zł do 1,8 zł, czyli o prawie 40 proc. Media alarmują z kolei, że gwałtownie rosną ceny wyrobów higienicznych, w tym podstawowego towaru, jakim jest papier toaletowy. Mająca swój zakład w Polsce szwedzka firma Essity zapowiedziała, że aby zrekompensować wzrost kosztów, będzie zmuszona do podniesienia cen papieru toaletowego, chusteczek do nosa i ręczników kuchennych o 20 proc.

To nie wina producentów

Przemysł papierniczy podkreśla, że wzrost cen to przełożenie kosztów, z którymi musi się zderzyć. Aneta Muskała, prezes Stowarzyszenia Papierników Polskich, tłumaczy, że sytuacja jest napięta, bo po stronie popytu mamy ożywienie – takie postpandemiczne odreagowanie gospodarki. W szczególności dotyczy to rynku opakowań, gdzie również mamy silny trend konsumencki zwracania się w kierunku ekologicznych rozwiązań, biodegradowalnych, nadających się do recyklingu, w co papier i tektura bardzo dobrze się wpisuje. Ponadto w pandemii doszło do przerwania łańcuchów dostaw, co m.in. skutkuje powrotem produkcji do Europy.

– Napięcie wynika z tego, że to wszystko wydarzyło się w krótkim czasie i podaż zwyczajnie nie nadąża za popytem. Mocy wytwórczych w tym okresie nie przybyło. Nasz przemysł jest bardzo kapitałochłonny, a proces inwestycyjny trwa kilka, kilkanaście miesięcy. Stąd biorą się ograniczenia w dostępności papieru i tektury oraz wydłużone terminy dostaw. Za tym poszedł wzrost cen. Chcę, aby to wybrzmiało, że podwyżki wynikają z gwałtownych wzrostów kosztów wytwarzania, a nie z wykorzystania sytuacji przez producentów – podkreśla prezes Muskała.

Uprawnienia do emisji

Natomiast coraz wyższe koszty branży, poza problemami dotykającymi całej gospodarki, wynikają głównie z dwóch powodów. Po pierwsze z rosnących cen energii elektrycznej. Mimo że część zakładów papierniczych ma własną generację energii, to jest ona też oparta o surowce, których ceny wzrosły skokowo: gaz lub węgiel.

– Do tego dochodzi wzrost cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla w tempie, którego nikt się nie spodziewał. Na początku roku żaden analityk nie prognozował, że w 2021 r. cena uprawnień przebije 90 euro/t. Mówiło się, że takie poziomy będą w 2030 r. Ceny energii na rynku też rosną z tego powodu – wyjaśnia prezes Muskała.

Tzw. darmowe uprawnienia, które otrzymywały instalacje ETS w branży papierniczej, pokrywały w latach 2018-2020 mniej niż 60 proc. emisji z tych instalacji. Oznaczało to konieczność kupna około 700 tys. EUA w skali roku. Przy aktualnych cenach uprawnień na poziomie ponad 80 euro/t to koszt co najmniej 250 mln zł. Jednak ponieważ darmowe alokacje na nowy okres ETS są niższe, potrzeby dokupowania uprawnień będą jeszcze wyższe. W związku z tym branża papiernicza z dużą niecierpliwością i niepokojem czeka na nowelizację ustawy o rekompensatach dla przemysłów energochłonnych. Nowelizacja jest konieczna, gdyż zmieniły się wytyczne Komisji Europejskiej dotyczące pomocy publicznej. Ustawa jest przygotowana, ale wciąż na etapie rządowym. Problem w tym, że branże energochłonne mają czas tylko do końca marca br., aby złożyć wnioski. Jednak żeby dostać dopuszczalną pomoc publiczną, będą musiały je złożyć według nowych wytycznych. Tymczasem taki wniosek przygotowuje się miesiącami. W przypadku dużych przedsiębiorstw w grę wchodzą kwoty od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych.

Dlaczego rosną ceny drewna?

Drugi problem po stronie kosztów to lawinowy wzrost cen drewna.
– Spodziewaliśmy się wzrostów cen drewna z powodu zwiększonego popytu, natomiast to, co stało się na ostatnich aukcjach Lasów Państwowych, bo tam zaopatruje się w surowiec większość krajowych producentów papieru, bardzo negatywnie nas zaskoczyło – mówi prezes Muskała. Tłumaczy, że we wrześniu 2021 r. branża została zaskoczona przez Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych wprowadzeniem nowych zasad sprzedaży drewna. Nie były one konsultowane, tak jak w latach poprzednich, kiedy można się było do nich z wyprzedzeniem przygotować.

– Do aukcji zamkniętych przeznaczono 70 proc. puli drewna, zamiast 80 proc., jak było wcześniej. O ile na aukcjach zamkniętych wzrost cen był przewidywalny, tak na aukcjach otwartych ceny poszybowały w górę w sposób niekontrolowany. Skutek jest taki, że dzisiaj mamy najwyższe ceny drewna w Europie i wzrost kilkudziesięcioprocentowy (40–50 proc.) w stosunku do poprzedniego roku – wyjaśnia prezes Muskała. – To pociągnie za sobą kolejne drastyczne wzrosty kosztów wytwarzania. Sytuację pogarsza jeszcze to, że obecnie w przemyśle są bardzo niskie zapasy drewna. W 2021 r. Lasy Państwowe nie realizowały umów na 100 proc. zakontraktowanych wolumenów drewna, a bliżej wymaganego minimum 95 proc. – dodaje.

Zdaniem Michała Gzowskiego, rzecznika prasowego Lasów Państwowych, trudno wskazać jakąś jedną, uniwersalną przyczynę zmiany cen drewna, ale wzrost ten wynika przede wszystkim ze zwiększonego popytu na surowiec na rynku polskim i unijnym.
– Na ostateczne ceny sprzedaży przez Lasy Państwowe mają wpływ nabywcy. To oni składają konkretne oferty cenowe w dwóch głównych kanałach dystrybucji – Portalu Leśno-Drzewnym (dla stałych klientów) i na aukcjach. Cena kształtuje się więc w oparciu o mechanizmy rynkowe – tłumaczy Gzowski.

Dla kogo polskie drewno?

Jednak prezes Muskała uważa, że drewno, które należy do Skarbu Państwa, powinno być przede wszystkim dostępne dla producentów przetwarzających je w Polsce. To u nas generuje miejsca pracy. A tylko sama branża papiernicza zatrudnia ponad 60 tys. osób – głównie na terenach wiejskich i w małych ośrodkach przemysłowych. Firmy są wysokojakościowymi pracodawcami zatrudniającymi na umowy o pracę, dobrze wynagradzającymi. Przede wszystkim wartość dodana jest 5-6 razy wyższa w sytuacji przerabiania drewna w kraju w stosunku do eksportu drewna okrągłego.

Tymczasem element deklarowania miejsca przerobu drewna w Polsce ma podczas aukcji zbyt niską wagę w stosunku do wagi ceny, co nadmiernie promuje pośredników w handlu drewnem kosztem producentów krajowych. Zdaniem przedstawicieli branży powinno być odwrotnie i waga przerobu drewna w Polsce powinna grać znacznie większą rolę w zasadach sprzedaży drewna przez Lasy Państwowe.

Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, która apeluje o wprowadzenie zakazu eksportu drewna nieprzetworzonego podała, że tylko w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2021 r. ponad 900 tys. metrów sześciennych drewna trafiło do Chin.

– Wywożenie drewna okrągłego poza Polskę w sytuacji, kiedy producenci krajowi borykają się z niskimi stanami zapasów i z wysokimi cenami jest kontrproduktywne. Drewno powinno być traktowane jako strategiczny surowiec dla polskiej gospodarki, a pula drewna dla producentów krajowych powinna być większa – uważa prezes Muskała.

Będzie jeszcze gorzej

Oczywiście drewno można też importować. Swego czasu tańsze było drewno przywożone z Białorusi, ale teraz jej władze znacznie ograniczyły eksport tego cennego surowca w stanie nieprzetworzonym. Można importować z innych kierunków, ale przed podwyżkami ceny drewna importowanego były wyższe niż krajowego, a do tego dochodziły koszty transportu. Po podwyżkach na aukcjach w Lasach Państwowych import bardziej się opłaca. Ale czy to jest działanie racjonalne, by polskie drewno eksportować – na czym niewiele korzysta cała gospodarka – zamiast udostępnić je firmom, które potrzebują je w kraju?

Łącznie branże korzystające z drewna jako surowca zatrudniają 400 tys. ludzi w Polsce i tworzą 5-6 proc. PKB. Poza papiernictwem to również budownictwo, tartaki, producenci płyt, palet i przemysł meblarski. Branże te mają duży udział w eksporcie. Jeśli mniej zarobią, to zapłacą też mniej podatku.
– Destabilizowanie rynku nie wpływa dobrze na skłonność do inwestycji. Trzeba uważać, by nie zniszczyć branż, tym bardziej że drewno jest surowcem całkowicie odnawialnym, więc dalszy dynamiczny rozwój tych branż idealnie wpisuje się w zieloną unijną strategię – zauważa Muskała.

Prawdopodobnie znaczne pogorszenie i tak już trudnej sytuacji kosztowej w przemyśle papierniczym jest jeszcze przed nami. Po pierwsze dlatego, że należy się spodziewać dalszych wzrostów cen uprawnień do emisji CO2. Po drugie, prognozuje się zwiększenie popytu na drewno. Po trzecie, lekko spadająca od 2018 r. podaż drewna na polskim rynku (ale utrzymująca się na poziomie około 40 mln metrów sześciennych rocznie) ulegnie załamaniu. Będzie to rezultat wdrożenia unijnej Strategii na rzecz Bioróżnorodności 2030 i opublikowanej w lipcu 2021 r. Strategii Leśnej UE 2030.
Wynika z nich kierunek zwiększenia w Unii powierzchni, która ma być objęta ochroną ścisłą – do 10 proc., a także objęcie ochroną ścisłą wszystkich lasów pierwotnych i starodrzewów. Już teraz, mimo że drewno jest surowcem odnawialnym, udział powierzchni leśnej objętej ochroną programem Natura 2000 sięga w Polsce aż 34 proc. (średnio w UE – 25 proc.). Natomiast z ekspertyzy Instytutu Badawczego Leśnictwa, przygotowanej na zlecenie Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych wynika, że w efekcie realizacji unijnych strategii pozyskanie drewna w okresie 2020-2029 będzie o 38-62 proc. mniejsze niż w sytuacji braku konieczności powiększania powierzchni ściśle chronionej.

To nie jest rabunek

W tym kontekście należy podkreślić, że – wbrew temu, co głoszą ekolodzy – Lasy Państwowe nie prowadzą rabunkowej polityki. Pozyskują ok. dwóch trzecich rocznych przyrostów drewna.

Jednocześnie przybywa w Polsce powierzchni lasów. W latach 1990-2020 lesistość wzrosła z 27,8 proc. do 29,6 proc. A nieracjonalnej polityce Unii Europejskiej wobec lasów już mocno sprzeciwiają się Finlandia i Szwecja, czyli kraje, gdzie ich znaczenie gospodarcze jest znacznie większe niż w Polsce.

Poprzedni artykułTakie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie
Następny artykułOskarżenie nie tylko skandaliczne, ale przede wszystkim niezgodne z prawdą