Kurczące się wpływy podatkowe, a z drugiej strony rosnące wydatki budżetowe powodują, że rząd szuka coraz to nowszych źródeł uzupełnienia braków fiskalnych. Wśród dodatkowego opodatkowania spółek komandytowych, rozszerzenia podatku od deszczu, pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych, a przede wszystkim nieprzywrócenia niższych stawek podatku VAT i kilku innych, równie uderzających w przedsiębiorców pomysłów, jest też likwidacja tzw. ulgi abolicyjnej.

Reklama

O co chodzi w uldze abolicyjnej? Polska z różnymi państwami podpisuje umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Dla uproszczenia – by nie wdawać się w nadmierne szczegóły – są to dwa typy umów. Pierwszy rodzaj to umowa, która gwarantuje, że osoba mieszkająca w kraju, a za granicą pracująca lub prowadząca działalność gospodarczą, nie zapłaci drugi raz podatku dochodowego w Polsce. Takie umowy Polska podpisała z większością krajów Unii Europejskiej oraz m.in. z Islandią, Szwajcarią, Ukrainą, Białorusią, Turcją, Meksykiem, RPA, Marokiem, Tunezją, Chinami, Tajlandią, Indonezją oraz Filipinami. Pracujących tam Polaków problem ten nie dotyczy.

Drugi typ umów o unikaniu podwójnego opodatkowania zobowiązuje do zapłacenia podatku po raz drugi. Problem dotyczy prawie wszystkich pozostałych krajów świata (także tych, z którymi Polska w ogóle nie podpisała umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania): USA, Australii, Japonii, Indii, Rosji, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Holandii, Austrii, Słowacji, Finlandii czy Litwy, a od 2021 roku także Norwegii, Danii, Belgii, Portugalii i Kanady. Aby jednak podatku po raz drugi nie trzeba było płacić, w 2008 roku wprowadzono właśnie ulgę abolicyjną, która teraz ma zostać tak mocno ograniczona, że – de facto – będzie zlikwidowana. W efekcie wielu Polaków osiągających dochód w krajach, gdzie podatki dla podobnych zarobków są niższe niż w Polsce, będzie musiało polskiemu fiskusowi dopłacić różnicę między naliczonym podatkiem, a tym zapłaconym za granicą. Przy czym te „niższe podatki” wynikają z innych progów podatkowych, czy też z wyższych kwot wolnych od podatku, które wynoszą np. w Wielkiej Brytanii ok. 62 tys. zł rocznie, w Finlandii – ok. 72 tys. zł, a na Słowacji – niemal 20 tys. zł. W Polsce najwięcej podatników obejmuje kwota w wysokości… 3 091 zł.

Napędzanie emigracji

Chociaż zgodnie z projektem Ministerstwa Finansów, który został opublikowany w Biuletynie Informacji Publicznej 4 września br., ulga abolicyjna nie ma zostać zlikwidowana, to jej zastosowanie ma być ograniczone do wysokości kwoty zmniejszającej podatek, tj. aktualnie do 1360 zł. Oznacza to, że efekt będzie niemal taki, jakby tej ulgi w ogóle nie było. Z wyliczeń resortu finansów wynika, że z ulgi abolicyjnej korzysta ok. 67 tys. osób. Z tej grupy niemal 41 tys. osób osiąga dochody poniżej ustalonego progu i będą się rozliczać na dotychczasowych zasadach. Pozostałe 26 tys. osób osiąga dochody wyższe i straci na likwidacji ulgi. Ale czy na pewno problem będzie dotyczył tak niewielkiej grupy? Bo według GUS poza Polską przebywa czasowo ok. 2,5 mln Polaków.

Ministerstwo Finansów dowodzi, że „obecny skutek zastosowania ulgi abolicyjnej w pełnej wysokości nie realizuje polityki podatkowej w zakresie eliminowania podwójnego opodatkowania, a także nie zachęca do osiągania przychodów w Polsce. W związku z tym, proponuje się ograniczenie stosowania odliczenia z tytułu ulgi abolicyjnej”.
Ponadto zdaniem resortu „ulga abolicyjna stanowi zachętę do podejmowania aktywności ekonomicznej poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, co często stanowi pierwszy etap procesu stałej relokacji miejsca zamieszkania za granicę. (…) Wyżej wymienione skutki dodatkowo pogłębia okoliczność, że duży odsetek emigrantów stanowią wysoko wykwalifikowane osoby fizyczne, których obecność w kraju ponadprzeciętnie przyczyniłaby się do dynamicznego rozwoju gospodarczego naszego państwa”.

Projektodawcy twierdzą, że likwidacja ulgi będzie zachętą do powrotu obywateli do kraju. W rzeczywistości może być dokładnie odwrotnie. To właśnie likwidacja tej ulgi doprowadzi do trwałej ucieczki tych ludzi z Polski! Już teraz pojawiają się głosy Polaków pracujących za granicą, że jeśli będzie trzeba, to są gotowi nawet zrzec się polskiego obywatelstwa, byle nie płacić drugiego haraczu za to samo. W związku z tym należy spodziewać się bardzo niekorzystnego zjawiska stałej emigracji wysoko wykwalifikowanych pracowników. Zresztą nie tylko ich.

Szkodliwe przepisy

Projektodawcy argumentują też, że dochodzi do optymalizacji podatkowej nie tylko ze strony osób fizycznych, ale i firm poprzez płacenie podatków w tzw. wewnątrzunijnych rajach podatkowych, jak Holandia, Luksemburg czy Cypr. Podatnicy wolą płacić tam, bo tamtejszy fiskus zabiera mniej. Dlaczego w takim razie, zamiast obniżenia w Polsce podatków do poziomu holenderskiego czy cypryjskiego, albo jeszcze niższego, by ci podatnicy chętniej płacili podatki w Polsce (a może i dodatkowo inni?) polskie władze wolą dołożyć im domiar podatkowy? Gdzie tu logika?

Resort finansów zasłania się ponadto tym, że likwidacji ulgi abolicyjnej wymaga od Polski OECD, co – zdaniem ekspertów – nie jest zgodne z prawdą, gdyż polskie przepisy wypełniają obowiązki wynikające ze współpracy z OECD w tym zakresie. Jednak, jeśli wymagania OECD rzeczywiście są dla Polaków niekorzystne, to należy je podważać, z opcją opuszczenia działającej na niekorzyść naszego kraju organizacji, a nie wdrażać posłusznie wszystkie szkodliwe przepisy, których żąda zagranica. Analogiczna sytuacja jest z Unią Europejską. Polskie władze niejednokrotnie (słusznie i niesłusznie) zrzucają winę za szkodliwe regulacje na Brukselę, ale skoro tak jest, to zamiast narzekać, należy wycofać się z tej czy innej polityki unijnej.

Czy zyska budżet?

Likwidacja ulgi spowoduje też, że podatników obejmą dodatkowe formalności. Będą musieli co miesiąc wyliczać (co nie będzie prostą sprawą) i wpłacać zaliczki na podatek dochodowy w wysokości 17 proc. Konfederacja Lewiatan dodaje, że „w okresie obowiązywania ulgi abolicyjnej podatnicy nie musieli sobie zaprzątać głowy dogłębnym zrozumieniem zawiłości poszczególnych metod – wystarczyło, iż wiedzieli oni, że uzyskując dochody z pracy poza Polską i płacąc podatki za granicą, co do zasady nie będą oni zobowiązani do dokonywania dodatkowych dopłat do podatków w Polsce. Zniesienie ulgi abolicyjnej doprowadzi do konieczności zagłębienia się w ten temat, a mając na uwadze problemy, jakie mieli podatnicy przed 2008 (od tego roku obowiązuje ulga), to więcej niż prawdopodobne wydaje się, że nastąpi powrót do stanu właśnie z tego okresu, kiedy to uznano, że wprowadzenie takiej ulgi było niezbędne”.

Rząd oczywiście zarzeka się, że tu nie chodzi o kwestie podatkowego dociśnięcia Polaków mimo coraz trudniejszej sytuacji budżetowej, ale trudno w to wierzyć.
– Powyżej proponowane zmiany, wbrew stanowiskom wyrażanym przez Ministerstwo Finansów, należy poczytywać jako skrajny przejaw profiskalnej polityki Skarbu Państwa – ocenia radca prawny Mateusz Romowicz. A Konfederacja Lewiatan zauważa: „Ograniczenie stosowania ulgi ma wymiar czysto fiskalny i rząd upatruje w tym dodatkowych wpływów budżetowych, które można osiągnąć nie podwyższając obecnych oraz nie wprowadzając nowych podatków”.

Wiceminister finansów Jan Sarnowski poinformował, iż na zmianie budżet może zyskać 210 mln zł rocznie. Ale rządzący mogą się przeliczyć, ponieważ jeśli podatnicy uciekną spod oddziaływania polskiego reżimu fiskalnego, to te kalkulacje pozostaną wyłącznie na papierze. Nie ma też mowy o tym, że – jak zgodnie z twardą logiką zwraca uwagę jeden z posłów – jeżeli ktoś będzie pracował w państwie, gdzie podatki są wyższe niż w Polsce, to rząd polski będzie zwracał tę różnicę. Czyż (uczciwie rzecz biorąc) nie tak to powinno wyglądać?

Bardzo krótkie vacatio legis

Absolutnym skandalem jest także sposób procedowania tej podwyżki podatków. Rząd planuje bardzo krótkie vacatio legis tej ustawy. Zmiany mają wejść w życie już 1 stycznia 2021 roku, a jak słusznie tłumaczy poseł Dobromir Sośnierz z Konfederacji, ludzie wyjeżdżając do pracy za granicę czy planujący otwarcie tam biznesu, takie decyzje podejmują ze znacznie większym wyprzedzeniem, co oznacza, że taka nagła zmiana podatkowa będzie dla nich sporym kłopotem. A podejmując decyzję o wyjeździe, ludzie zwracają uwagę także na przepisy podatkowe.

– Rząd, zmieniając przepisy na ostatnią chwilę, zachowuje się nieuczciwie wobec własnych obywateli – komentuje poseł Sośnierz.