Fot. Pixabay

Jeszcze przed II wojną światową rolnicy mieli kluczowy wpływ na kształtowanie się statutów spółdzielni rolniczych. Zarząd nad nimi sprawowały związki rewizyjne, co w zasadzie wyłączało struktury państwowe z zarządzania własnością gospodarzy. Wewnętrzne prawo kolejnych ośrodków spółdzielczych przybierało ogólne ramy, co pozwalało dostosowywać rolnikom treści zawarte w statutach do dynamicznie zmieniającej się sytuacji na rynku.

Bolesne piętno

Okres komunizmu niezaprzeczalnie odcisnął piętno na systemie wzorowej i efektywnej polskiej spółdzielczości okresu przedwojennego. Ustanowienie przez władzę ludową trzech zasadniczych segmentów własności polskiej gospodarki: państwowego, prywatnego i spółdzielczego rozpoczęło rozpad tradycji ostatniego z trzech wymienionych filarów. Zarówno spółdzielczość jak i własność prywatna stanowiły bowiem tylko zasłonę dymną dla monopolistycznych zapędów władzy państwowej.

Dużo większe znaczenie od samych rolników w zakresie decyzyjności względem funkcjonowania spółdzielni mieli partyjni dygnitarze. Słowem – im bliżej partii, tym korzystniejsze warunki partycypowania w zyskach. Po najlepszej w Europie ustawie o spółdzielczości rolnej z okresu międzywojnia już w pół wieku później nie pozostało nic. Nie zmienia to faktu, że wszystkie sektory gospodarki, w których spółdzielczość funkcjonowała jeszcze przed rokiem 1990, stanowiły 12-procentowy wkład do PKB – dziś jest to zaledwie nieco ponad 1 proc.

Liczby z lat osiemdziesiątych są oczywiście nieosiągalne we współczesnych warunkach rynkowych. Nie zmienia to faktu, że Polska pozostaje w unijnym ogonie udziału spółdzielczości w PKB. Wspólnotowa średnia wynosi w tym przypadku aż 6 proc., ale rekordziści – tacy jak kraje skandynawskie – mogą pochwalić się nawet 20-procentowym udziałem spółdzielczości w kształtowaniu Produktu Krajowego Brutto. Trudno się dziwić, skoro przepisy ukształtowane po roku 1989 sprawiają, że w naszym kraju spółdzielnie funkcjonują w bardziej skomplikowanym środowisku prawnym niż choćby spółki prawa handlowego.

Wyjść z impasu

Znaczną część ogółu funkcjonujących w Europie spółdzielni stanowią te, których aktywność koncentruje się w sektorze rolno-spożywczym. Spółdzielnie rolne to aż 1/3 wszystkich tego typu struktur na Starym Kontynencie, a wśród 50 największych europejskich spółdzielni znajduje się aż 25 spółdzielni rolników. Na próżno szukać wśród nich przedstawicieli naszego kraju i trudno się dziwić, skoro w Polsce z tej formy prowadzenia gospodarstwa korzysta zaledwie 1/8 rolników. Winą za obecną sytuację, poza druzgocącym wpływem systemu komunistycznego, obarczyć należy panów Janusza Lewandowskiego i Leszka Balcerowicza, którzy doprowadzili do masowej prywatyzacji majątku ziemskiego i przekazania go w ręce spółek o – w znakomitej większości – obcym kapitale oraz jednym podpisem rozwiązali struktury spółdzielcze. To także przez ich regulacje polscy gospodarze niechętnie wyrażają się na temat funkcjonowania w strukturach zorganizowanych. To przez nich nie możemy myśleć o tworzeniu w Polsce spółdzielni ponadnarodowych – jak ma to miejsce choćby w przypadku krajów skandynawskich, gdzie z powodzeniem działają spółdzielnie duńsko-norwesko-szwedzkie.

Dziś trudno wyjść z tego impasu. Efektem jest upadek średnio około 200 spółdzielni w skali roku. Polacy coraz częściej zdają sobie jednak sprawę z faktu, że ta forma gospodarowania jest opłacalna, co skutkuje tym, że mimo upadku kolejnych struktur, spółdzielni w Polsce w zasadzie nie ubywa – powinno ich jednak przybywać więcej i więcej.

Jest to konieczność, gdy pod uwagę weźmiemy strukturę polskich gospodarstw rolnych i wieloletni plan dla polskiej wsi kreślony w gmachu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W naszym kraju zaledwie 30 proc. gospodarstw określić można mianem gospodarstw dużych, czyli takich, których powierzchnia przekracza 50 ha. Cała reszta funkcjonuje w ogromnym rozdrobnieniu, co stwarza konieczność zadbania właśnie o najmniejszych rolników.

Cząstka potencjału

Polska regularnie bije rekordy eksportu artykułów rolno-spożywczych. W ostatnim roku kolejny raz przekroczona została magiczna granica 30 mld EUR eksportu. Wpływ miały na to oczywiście Brexit, trudna sytuacja na chińskim rynku mięsa i otwieranie – za co chwała – nowych kierunków eksportowych dla polskich producentów. Rzeczone 30 mld EUR to jednak zaledwie cząstka potencjału polskiego rolnictwa. Jesteśmy niemal czterdziestomilionowym krajem o znacznym areale i ogromnym rynku konsumpcyjnym. Francuscy rolnicy z tytułu funkcjonowania spółdzielni notują przychody rzędu 85 mld EUR, Duńczycy znacznie przekraczają pułap 30 mld EUR, niewielcy w porównaniu do Polski – choć efektywni rolniczo – Holendrzy 25 mld EUR rocznie. To właśnie spółdzielczość pozwala tym krajom na budowanie tak satysfakcjonujących wskaźników obrotu artykułami rolno-spożywczymi.

Sytuacja jest tam jednak zgoła odmienna niż w Polsce. Duńskie spółdzielnie są bowiem właścicielami ponad 90 proc. tamtejszego rynku trzody chlewnej – podobnie zresztą do Francuzów, holenderskie spółdzielnie w swoim ręku dzierżą kapitał 90 proc. rynku mleczarskiego, czy przetwórstwa owoców miękkich. Wymieniać można by długo…

Ustawa o rolniczym handlu detalicznym od kilku lat pozwala sprzedawać rolnikom swoje produkty z uwzględnieniem zerowego pułapu podatkowego. Mogą oni handlować z lokalnymi restauracjami, gospodarstwami agroturystycznymi, sprzedawać przetworzoną już żywność na stacjach benzynowych. To dobry krok w kierunku aktywizacji najmniejszych rodzimych gospodarstw, jednak nie może być to krok odosobniony, ponieważ zamyka się on na eksport. Dziś, aby sprzedawać towary na rynki zagraniczne, należy zgromadzić znaczną partię ustandaryzowanego gatunkowo materiału. Dopiero zebranie znacznego wolumenu pozwala na zbudowanie silnej pozycji negocjacyjnej, której niestraszna staje się zachodnioeuropejska czy ukraińska konkurencja lub wysokie koszty transportu. Biorąc pod uwagę wielkość polskich gospodarstw, tylko odbudowa spółdzielczości daje realną szansę na znaczny wzrost dynamiki handlu zagranicznego w sektorze rolnym. Wreszcie tylko spółdzielczość pozwala na przeciwstawienie się nawiedzającym wieś: suszy, nawalnym deszczom, gradobiciom przymrozkom, czy nierównej konkurencji ze strony zagranicznych pośredników.

Nie tędy droga

W kwestii występowania niekorzystnych zjawisk atmosferycznych pomocną rękę do rolników co roku wyciąga państwo, przeznaczając na ten cel miliardowe rekompensaty – to dużo, ale jednak nie tędy prowadzić powinna droga. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi planuje przeznaczyć ogromne środki na program „Przeciw suszy”, pomaga chronić gospodarstwa przed nawalnymi deszczami, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta w ciągu ostatnich pięciu lat realnie przeciwdziała wykorzystywaniu nieuczciwej przewagi kontraktowej przez zagraniczne podmioty funkcjonujące na polskim rynku, ale… No właśnie, tylko zjednoczenie małych, średnich, a najpewniej także niektórych z dużych przedsiębiorstw rolnych w formule spółdzielczej pozwala na zbudowanie buforu bezpieczeństwa dla zachowania obecnej dynamiki rozwoju rodzimego sektora rolno-spożywczego.

Rząd wprowadza wprawdzie pilotażową ustawę nieco ułatwiającą rolnikom zakładanie i prowadzenie spółdzielni. Mowa tu o zmianach w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych wprowadzających wobec spółdzielni funkcjonujących jako mikroprzedsiębiorstwa zwolnienia podatkowe w ramach handlu produktami, dla wytwarzania których powstała spółdzielnia. Istotnym uproszczeniem fiskalnym może być także wykreślenie spółdzielni z grona płatników podatku od nieruchomości od „budynków i budowli lub ich części i zajętych pod nimi gruntów stanowiących własność bądź będących w wieczystym użytkowaniu spółdzielni rolników lub ich związku prowadzących działalności jako mikroprzedsiębiorstwo”. To jednak wciąż niewiele. W krajach Europy Zachodniej spółdzielczość obwarowana jest zupełnie niezależnymi seriami ustaw, a same spółdzielnie tworzą Kodeksy Dobrych Praktyk, które sprawiają, ze stają się one elastyczne wobec wyzwań stawianych przez rynki.

Zmiana pokoleniowa

W rodzimym rolnictwie następuje obecnie zmiana pokoleniowa. Młodsi rolnicy zapominają o antyspółdzielczych ruchach słusznie minionego systemu. Polskie rolnictwo ulega procesom profesjonalizacji i modernizacji. Prym wieść zaczyna rolnictwo precyzyjne. Wciąż poprawia się jakość artykułów pochodzących z krajowych gospodarstw. Wieś staje przed ogromną szansą, którą swoimi działaniami wesprzeć muszą instytucje państwowe. Nie ma powodu, który stanowiłby realną przeszkodę dla odbudowy wzorcowej rodzimej spółdzielczości opartej na zaufaniu, stabilności oraz przynoszącej większe korzyści rolnikom, konsumentom oraz państwowemu budżetowi.

*Autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej