Przez całe dekady prowadzenie usług naprawczych samochodów, zwłaszcza osobowych, było złotym interesem. Stare powiedzenie „kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie” można było z powodzeniem przełożyć na „kto ma mechanika w rodzie…”, bo Polacy lubią jeździć starszymi modelami aut i – z upodobania lub z musu – je naprawiać. To stopniowo będzie się jednak zmieniać.

geraldoswald62/Pixabay

Dobrych części do naprawiania starych aut, zazwyczaj 10-letnich i starszych, jest coraz mniej. I pomimo tego, że roi się od nich na portalach aukcyjnych, coraz trudniej o te regenerowane i w dobrej jakości. Z nowymi też są coraz większe problemy.

Warsztaty samochodowe już w IV kwartale 2021 roku zapowiadały wzrostu cen części motoryzacyjnych oraz usług, co pokazywały publikowane barometry nastrojów wśród ich właścicieli. Powody? Te same, co w innych sektorach gospodarki: inflacja, koronakryzys, wyczerpywanie się zapasów magazynowych.

Ponad 90 proc. przedsiębiorców prowadzących usługi naprawcze aut zapowiadało podniesienie cen. Pośród nich 60 proc. mówiło o stawce wyższej o ponad 10 proc., a co piąty pytany wskazał na przedział wzrostu rzędu 5-10 proc. Niby nie tak dużo, biorąc pod uwagę wzrosty w innych branżach i sektorach, ale tylko 5 proc. zakładów w ogóle nie zamierzała zmienić cennika usług.

Sektor naprawy samochodów przedstawia sytuację uczciwie, nie usprawiedliwiając podwyżek jedynie wojną na Ukrainie. Według Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych, ostatecznie nie doszło do znaczących podwyżek usług motoryzacyjnych: „W I kwartale tego roku nie zaobserwowaliśmy drastycznego pogorszenia się sytuacji, czy też wzrostów cen części wywołanych przez wojnę. Nie ma jednak wątpliwości, że i ona dotrze ze swoimi niekorzystnymi skutkami do nas” – czytamy w cytowanej przez Polską Agencję Prasową wypowiedzi Tomasza Bębna, dyrektora zarządzającego Stowarzyszenia.

W jego opinii zmiany niektórych cen usług w warsztatach samochodowych spowodowane są ogólną sytuacją gospodarczą, a „zwłaszcza wzrostem cen prowadzenia działalności gospodarczej, wynikającym z wyższych kosztów pracowniczych, drożejącego paliwa, energii i mediów.”

Brakuje surowców do produkcji

Faktem jest, że ukraiński konflikt zamroził dostawy surowców z Rosji, Ukrainy i Białorusi potrzebnych w przemyśle motoryzacyjnym. „Z Rosji importowano szereg surowców potrzebnych w przemyśle motoryzacyjnym, takich jak aluminium, stal, pallad (katalizatory), nikiel (baterie). Bezpośrednim skutkiem ograniczeń w handlu z Rosją był bezprecedensowy wzrost cen tego typu materiałów. Ukraina to z kolei ważny producent wiązek elektrycznych potrzebnych do montażu w nowych pojazdach. Niedobór spowodował zatrzymanie linii montażowych w wielu zakładach produkcyjnych w całej Europie. Jeśli sytuacja przedłuży się, to pogłębi także trwający od dwóch lat problem niedoboru półprzewodników” – czytamy.

Jak wiadomo, do produkcji półprzewodników wykorzystywany jest neon, którego blisko połowę dostarczały ukraińskie zakłady w Mariupolu i Odessie. Mniejsza podaż zatrzyma ich produkcję. Problemy odczują nie tylko sami producenci, ale także firmy dostarczające im części oraz sklepy motoryzacyjne.

Obecnie branża boryka się z szybko rosnącą inflacją oraz wahaniami kursu walut spowodowanymi również wojną. To jednak jeszcze nie wszystko.

Klientów może ubywać

Nie ma jeszcze konkretnych danych na ten temat, ale można przypuszczać, że wciąż drożejące paliwa spowodują rezygnowanie przez wielu kierowców z używania aut tam, gdzie nie jest to absolutnie konieczne na rzecz transportu miejskiego czy innych środków przemieszczania się – typu motocykle, skutery czy nawet rowery elektryczne i hulajnogi. Siłą rzeczy zmniejszać to będzie zapotrzebowanie na usługi warsztatów samochodowych. Innym ograniczeniem jest brak wykwalifikowanych mechaniko-elektryków, którzy radzą sobie z naprawami coraz popularniejszych aut elektrycznych i hybrydowych, a szkoły zawodowe zdają się nie nadążać z edukacją nowych kadr. To wszystko będzie powodować, że warsztaty naprawcze staną przez nowymi, dużymi wyzwaniami.

Poprzedni artykułPolisy OC podrożeją. Sprawdź, dlaczego
Następny artykułKPO katastrofą dla kierowców!