fbpx
sobota, 22 czerwca, 2024
Strona głównaFelietonDonaldu Tusku, niczego nie musisz!

Donaldu Tusku, niczego nie musisz!

Pewną specyfiką elit – nie tylko politycznych, ale także na przykład akademickich – jest to, że są one święcie przekonane, iż robią dla ludzkości coś tak wspaniałego i doniosłego, że żadna krytyka, ani wewnętrzna, ani zewnętrzna, jest po prostu nie do pomyślenia – pisze w najnowszym felietonie Michał Góra.

Polityków czasami udaje się przyłapać na spontanicznych zachowaniach lub wypowiedziach, których potem najpewniej żałują. Przeciętnemu zjadaczowi chleba może i by podobne zajście uszło na sucho. Każdy z nas w pewnym momencie swojego życia zapewne imprezował, ale dla fińskiej premierki mogło się to skończyć wezwaniami do dymisji. Wszyscy czasem narzekamy sobie na posłów, biurokratów i „ten kraj”, ale to Donald Tusk ostatnio pozwolił sobie na chwilę niebezpiecznej szczerości. Spodziewając się zapewne, że nie słyszą go widzowie TVN24 i dedykowanej aplikacji, miał powiedzieć: „Demotywuje mnie świadomość, że będę musiał kandydować. (…) To jest tak upiorna myśl, że ja będę tam z powrotem siedział… na tej Wiejskiej”.

Wielu polityków obozu rządzącego, choćby premier, oskarżyło lidera opozycji o to, że temu drugiemu brakuje szacunku dla trudnej służby publicznej w interesie Polaków. W mojej ocenie, jest to tylko takie urzędowe, oficjalne wytłumaczenie całego zamieszania, przedstawione zresztą w pedagogiczno-moralizatorskim tonie. Pewną specyfiką elit – nie tylko politycznych, ale także na przykład akademickich – jest zresztą to, że są one święcie przekonane, iż robią dla ludzkości coś tak wspaniałego i doniosłego, że żadna krytyka, ani wewnętrzna, ani zewnętrzna, jest po prostu nie do pomyślenia.

Mi natomiast wydaje się, chociaż to tylko spekulacje domorosłego analityka, że wypowiedź Donalda Tuska wynikała psychologicznie jednak z czegoś innego. Mianowicie, poza szczerością, także z jego własnego narcyzmu i megalomanii. Być może, w zawoalowany sposób, chciał dać do zrozumienia, że jest już „ponad to”. Nie dziwie się, przecież to rzeczywiście udręka znowu siedzieć obok mądrych-inaczej i słuchać notorycznych głupot albo pyskówek partyjnych. Myśli tak zresztą pewnie o naszych instytucjach z dziewięćdziesiąt procent Polaków. Nikt się jednak do tego publicznie nie przyzna. Po pierwsze dlatego, że znieważenie lub poniżenie konstytucyjnego organu państwa jest karalne na mocy art. 226 § 3 k.k., co zresztą jest kompletną głupotą w liberalnej demokracji. Po drugie, zaraz „temu komuś” zarzucono by, że jest anty-patriotą, szkodnikiem i może postraszono go utratą pracy. Tak, jak kiedyś „skancelowano” Mirosława Drzewieckiego za wypowiedziane w przypływie szczerości słowa o tym, że „Polska to dziki kraj”.

Od razu to wszystko skojarzyło mi się z często powtarzaną przez Slavoja Żiżka anegdotą. Żiżek twierdzi bowiem, że nasze społeczeństwo opiera się na wierze w rzeczy, w które tak naprawdę nikt „pierwszoosobowo” nie wierzy. Żiżek posługuje się tutaj metaforą wiary w św. Mikołaja, którą szczegółowo przytoczyła „Krytyka Polityczna”.

Jak widać, my również zdajemy sobie sprawę z tego, że naszym wybrańcami często są melepeci, utracjusze albo wszetecznicy. Że sejmowa debata to zazwyczaj tylko karczmiana przepychanka i pokaz taniego politykierstwa. Jednak, ze względu na dobre wychowanie, odebrane wykształcenie, swego rodzaju urobienie społeczne i chyba wstyd przed samymi sobą, rzeczy takie mówimy tylko po cichu, przy fińskiej wódeczce, a nie na głos i na serio. Na poważnie to mówimy o „Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej”, świątyni i podstawie demokratycznego państwa prawnego. Gdybyśmy przestali używać takich formułek, czar by bowiem prysnął i okazałoby się, że wszystkie nasze instytucje oparte są właściwie na micie. Ich autorytet może runąć bez jednego wystrzału, po prostu za sprawą chwili namysłu. Dobrze obrazuje to bezautorski internetowy mem, który ostatnio przesłał mi znajomy. Zdjęcie przedstawia zupełnie pustą muzealną gablotę, a podpis głosi, w języku angielskim, że eksponatem jest tutaj oryginalny egzemplarz „umowy społecznej”. I rzeczywiście, podstawowym zarzutem zgłaszanym w literaturze względem teorii umowy społecznej jest po prostu to, że nikt, w żadnym momencie historii i z nikim takiej umowy nie podpisał. Jeśli więc w miejsce mitu „pomazania bożego” wprowadzamy mit „umowy społecznej”, to zamieniamy siekierkę na kijek i dalej się oszukujemy, tylko nieco bardziej elegancko. Innymi słowy, jest to najzwyczajniej słabe uzasadnienie legitymacji władzy pochodzącej z wyboru, demokratycznej, liberalnej i tak dalej. Podobnie jak heretyk kwestionujący pochodzenie władzy królewskiej od Boga, ja też mogę krzyknąć, że żadnego kontraktu z nikim nie zawierałem i wykpić władze ludu. Oczywiście przedstawiciele władzy ludowej zagrożą mi wtedy policyjną pałką, ale to pozytywistyczne uzasadnienie władzy również jest niesatysfakcjonujące i w wynaturzonej formie mogłoby usprawiedliwić nawet hitleryzm.

Nie brnijmy jednak tak daleko w anarchizm, bo to proszenie się o niezamówione budzenie o szóstej rano przez smutnych panów w kominiarkach. Wróćmy do wypowiedzi Donalda Tuska. Otóż, chciałbym zaproponować jeszcze jedno psychologiczne wytłumaczenie jego słów. Być może lider opozycji naprawdę jest już zmęczony i znudzony polityką. Jednak to nie wróży dobrze propagatorom hasła „Tusku, musisz!”. Jeśli bowiem na białym koniu z zachodu przybył ziewający i rozkojarzony eks-eurokrata, to morale obozu demokratyczno-postępowego na pewno na tym ucierpi.

Michał Góra

Michał Góra
Michał Góra
Zawodowo prawnik i urzędnik, ale hobbystycznie gitarzysta i felietonista. Zwolennik deregulacji, ale nie bezprawia. Relatywista i anarchista metodologiczny, ale propagator umiarkowanie konserwatywnej polityki społecznej.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Kiedy jeden minister powie tak, a drugi powie nie

Ucznia p. minister Barbary Nowackiej od studenta medycyny p. ministra Dariusza Wieczorka dzieli zaledwie kilka miesięcy, a więc wakacje pomiędzy egzaminem maturalnym a pierwszym semestrem studiów. Co z tego wynika nie tylko dla koalicji rządzącej?
3 MIN CZYTANIA

O pewności prawa i praworządności słów kilka

Ostatnio publicystyka krajowa koncentruje się na problemach jakości i pewności prawa. Wiąże się to z wszechobecnym w naszym kraju bałaganem, który wygląda tak, jakby Polacy posiadali własne państwo nie od ponad tysiąca lat, ze znanymi przerwami, ale od kilku miesięcy. I podobnie jak właściciel dopiero co kupionego samochodu, ale wykonanego w nowej technologii, kompletnie nie mają pojęcia, jak go obsługiwać.
4 MIN CZYTANIA

Czyżby obrońcy praworządności uważali, że pierwsza Rzeczniczka nie była prawdziwym RPO?

Przez kilka ostatnich lat gremia oficjalne, w tym ponadnarodowe, i media prowadzą ożywioną dyskusję na temat stanu praworządności w Polsce. Jest to trochę zabawne z dwóch powodów. O obu poniżej.
4 MIN CZYTANIA