Tak jak na różne sposoby szkodzą wszelkie dotacje, nie tylko unijne, tak samo szkodzą granty przyznawane na badania naukowe. Prof. Jerzy J. Langer z Wydziału Chemii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu nie zostawił na nich suchej nitki.

Jak na stronie uniwersyteckie.pl zauważa prof. Langer, zdecydowana większość aktywnych i ambitnych badaczy marnuje czas i energię na pisanie nikomu niepotrzebnych opracowań, ocierających się o science fiction.

Jego zdaniem system grantowy poważnie szkodzi nauce, ponieważ z merytorycznego punktu widzenia jest skrajnie zachowawczy, nastawiony na promowanie przeszłości, o czym decydują kryteria oceny wniosków. Podkreśla, że „nie można rzeczywistych odkryć (tych przełomowych, a nie przyczynkowych) zaplanować wraz z procedurami naprawczymi, ująć w harmonogram i kosztorys. Są nieznane – z definicji”.

Ponadto tak jak przy dotacjach unijnych mamy do czynienia z katastrofalną kryminogennością systemu. Dochodzi do fałszerstw wyników eksperymentów czy raportów z realizowanych badań.

Zdaniem prof. Langera „podstawową wadę grantów stanowi brak ciągłości finansowania, a co za tym idzie również tematyki badawczej, skutkujący atomizacją badań”. To powoduje „rozmycie specjalizacyjne” przez włączanie „modnych” tematów oraz „destabilizację funkcjonowania instytucji, a także pracy i życia prywatnego pracowników naukowych”.