Fatalne – z punktu widzenia duńskich rolników – decyzje tamtejszego rządu dotyczące utylizacji wszystkich krajowych stad hodowlanych norki amerykańskiej wprawiły światowy rynek skór w ruch. Dania była światowym centrum hodowli zwierząt futerkowych oraz obrotu skórami – teraz pozostała po nim tylko potężna nisza, którą mają szansę wypełnić polscy rolnicy. Nie są oni jednak odosobnieni; w najbliższym czasie będziemy zatem świadkami walki o kopenhaską schedę.

Duńscy politycy wpadli w panikę, kiedy naukowcy odkryli, że norki amerykańskie mogą być zarażone koronawirusem. Efektem braku rozwagi była decyzja o zupełnym zredukowaniu populacji zwierząt futerkowych w kraju. Tym samym Dania pozbawiła się udziałów w dochodowym rynku, który przynosił tamtejszemu budżetowi nawet kilkanaście miliardów EUR rocznie. To w Danii hodowano bowiem nawet 20 mln sztuk norek, to tam znajduje się największa do dziś aukcja skór Kopenhagen Fur, to tam gospodarka rolna kształtowana była przez lata w sposób, który miał zapewnić sektorowi światowy sukces.

To wszystko zniweczone zostało pochopną decyzją Mogensa Jensena – do niedawna ministra ds. żywności, którego błąd kosztował go utratę stanowiska w rządzie. Rolników do dziś przeprasza natomiast premier Mette Frederiksen. Hodowcom na nic jednak przeprosiny, bo zmian nie da się już cofnąć.
Z czasem okazało się, że naukowcy nie mieli racji…

W związku z wygaszaniem hodowli w Holandii i czasowym ograniczeniem jej skali w Chinach, to Polska stała się światowym liderem hodowli zwierząt futerkowych. Teraz należy tylko utrzymać tę pozycję i ustabilizować niepewną sytuację w kraju.

Co się dzieje na świecie?

Eksperci szacują, że światowy handel skórami zwierząt futerkowych wart jest dziś około 25 mld USD rocznie. Nie jest to jednak szczyt jego możliwości. Nowe wyliczenia wskazują, że duńska afera doprowadziła do zniwelowania poziomu światowych nadwyżek produkcyjnych i spowodowała wzrost cen surowca o nawet 40 procent. Na tej sytuacji skorzystać mogą najsilniejsi. Rynek konsoliduje się wokół wybranych krajów i instytucji.
Efektem tego było ubiegłoroczne przejęcie przez fiński dom aukcyjny Saga Furs północnoamerykańskiego rywala, czyli domu NAFA (jeden z największych domów aukcyjnych sprzedających futra). Wciąż nieznana jest przyszłość wspomnianej największej i najważniejszej dziś aukcji – Kopenhagen Fur. Duńska spółdzielnia hodowców, która sprzedała w ubiegłym roku ponad 25 milionów skór norek (około 40 procent ogółu wartości tego handlu na świecie) rozważa bowiem sprzedaż swojej marki i innych aktywów. Prezes Kopenhagen Fur, Jesper Lauge Christensen stwierdził nawet, że otrzymał od chińskich klientów ofertę przejęcia aukcji.

Pomysły dotyczące utworzenia własnej aukcji da się coraz częściej słyszeć ze strony polskich hodowców. Podobny plan mają także – rozważający znaczne poszerzenie skali hodowli – greccy przedsiębiorcy. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, to nasz kraj startuje jednak z o wiele korzystniejszej pozycji.

Decydujące dwa lata

Największych przetasowań na światowym rynku spodziewać należy się na przełomie 2022 i 2023 roku, wtedy bowiem z obrotu znikną w zasadzie wszystkie jakościowe futra z Danii, a ceny powinny osiągnąć swoje czasowe maksimum. Miejsce duńskiego surowca już dziś zajmują futra z Polski, które swoją wartością znacznie przewyższają to wszystko, co mogą zaproponować dostawcy z innych krajów.

Także do roku 2022 powinno rozstrzygnąć się kto, poza byciem centrum światowej produkcji, stanie się także światowym liderem handlu skórami. Tu wytężone działania polskich hodowców powinny znaleźć wsparcie w murach resortu rolnictwa i rozwoju wsi. Dziś, biorąc pod uwagę trudną sytuację związaną z pandemią, zwiększenie skali hodowli zwierząt futerkowych w Polsce może dać oddech także drobiarzom i przetwórcom rybnym. Oba te sektory jak powietrza potrzebują dziś środków płynących ze sprzedaży fermom futrzarskim ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego.

Decyzja o dalszych losach Piątki dla zwierząt będzie testem odpowiedzialności dla rządzących. Będzie to także sprawdzian dla szefa resortu rolnictwa Grzegorza Pudy. Okaże się bowiem, czy opowiada się on po stronie rolników i rozwoju polskiej gospodarki, czy może znajduje się po drugiej stronie barykady, wspierając grupy wrzeszczących organizacji antyhodowlanych.

Przed Polską szansa, której – biorąc pod uwagę trudne realia gospodarcze doby koronawirusa – grzechem byłoby nie wykorzystać.
Po co bowiem powtarzać błędy, które zniszczyły polski przemysł hutniczy i stoczniowy, produkcję cukrowniczą oraz inne sektory, które przez głupie decyzje oddano za bezcen w ręce obcego interesu.