Zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami o płacy minimalnej, jeżeli prognozowany na rok następny wskaźnik cen wynosi co najmniej 105 procent, ustala się dwa terminy zmiany wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej.

ArturLuczka/Pixabay

Rząd zaproponował zwiększenie w 2023 r. płacy minimalnej dwukrotnie: najpierw 1 stycznia – z 3010 zł do 3350 zł (wzrost w stosunku do 2022 r. o 340 zł), a następnie 1 lipca – z 3350 zł do 3500 zł (wzrost w stosunku do 2022 r. o 490 zł). Zgodnie bowiem z obowiązującymi obecnie przepisami o płacy minimalnej, jeżeli prognozowany na rok następny wskaźnik cen wynosi co najmniej 105 proc. (czyli gdy inflacja jest wyższa niż 5 proc.), ustala się dwa terminy zmiany wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej.

Gwałtowny wzrost inflacji w ostatnich miesiącach sprawia zatem, że w przyszłym roku czekają nas dwie, a nie jedna, jak miało to miejsce w ostatnich latach, waloryzacje minimalnego wynagrodzenia za pracę. Rząd przewiduje, że w przyszłym roku wskaźnik inflacji wyniesie 7,8 proc. W kwietniu br. inflacja wyniosła 12,4 proc., a w maju już 13,9 proc. Wiele wskazuje zatem na to, że prognozowana przez rząd inflacja – chociaż i tak zaplanowana na wyższym poziomie, niż miało to zwyczajowo miejsce dotychczas (na 2022 r. rząd przewidywał optymistycznie, że wyniesie ona raptem 3,3 proc.) – i tak może okazać się niedoszacowana.

Przypomnijmy, że zgodnie z ustawą o płacy minimalnej, przeciętna wysokość minimalnego wynagrodzenia w danym roku musi wzrastać w stopniu nie niższym niż prognozowany na dany rok wskaźnik cen. Warto zwrócić uwagę na to, że mowa jest w tym przypadku o prognozowanym, a nie rzeczywistym wzroście cen. Tak naprawdę to, o ile wzrosnąć musi płaca minimalna przesądza rząd prognozując inflację w ustawie budżetowej. A ta – jak już wspomniałem – prognozowana jest na 7,8 proc., a zatem więcej niż 5 proc., o których wspomina ustawa o płacy minimalnej w przepisie dotyczącym dwukrotnej podwyżki płacy minimalnej (i minimalnej stawki godzinowej) w ciągu roku.

Pracodawcy – tradycyjnie już – postulują podwyżkę na znacznie niższym poziomie niż planowany. Chcieliby mianowicie, by wzrosła ona o prognozowany przez rząd wskaźnik inflacji w przyszłym roku (7,8 proc.), a to oznaczałoby wzrost płacy minimalnej o około 235 złotych (do 3245 zł). Związkowcy – również tradycyjnie – postulują natomiast znacznie wyższe podwyżki, bo najpierw o 490 zł w styczniu (czyli do 3500 zł) a następnie o kolejne 250 zł w lipcu (do 3750 zł).

Dotychczas było tak, że płaca minimalna rosła o mniej więcej tyle, ile proponował rząd. Zazwyczaj była to jakaś forma kompromisu między tym, co proponowali pracodawcy i tym, czego oczekiwałyby związki zawodowe. Przyszły rok jest jednak wyjątkowy nie tylko z uwagi na rosnącą w zastraszającym tempie inflację. Nie wolno zapominać, że rok 2023 to rok wyborów parlamentarnych. A rząd już dziś ma duże kłopoty z poradzeniem sobie wizerunkowo z gwałtownym wzrostem cen i związanymi z nim szybkimi i sporymi podwyżkami stóp procentowych. Niewykluczone jest zatem i to, że ostatecznie – poza wynikającą z przepisów podwyżką, np. do sugerowanych przez rząd 3500 zł lub nieco niższej kwoty – rząd postanowi wrócić w lipcu do zapowiadanej kiedyś przez partię rządzącą podwyżki płacy minimalnej do 4000 zł. Tak znacząca podwyżka w lipcu, tuż przed jesiennymi wyborami, do tego stanowiąca spełnienie jednej z wcześniejszych obietnic rządzących, mogłaby się okazać niezwykle korzystna politycznie. Chociaż, co oczywiste, w walce o obniżenie inflacji nie pomogłaby w najmniejszym stopniu, mając na nią wpływ wręcz odwrotny. Czy tak się jednak stanie przekonamy się dopiero za jakiś czas. I wcale nie jest powiedziane, że już w ustawowych terminach.

A przypomnijmy, że zgodnie z obowiązującymi przepisami Rada Ministrów do 15 czerwca każdego roku musi przedstawić Radzie Dialogu Społecznego propozycję wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz propozycję wysokości minimalnej stawki godzinowej w roku następnym. W ciągu 30 dni (czyli maksymalnie do 15 lipca) od otrzymania propozycji i informacji Rada Dialogu Społecznego uzgadnia wysokość minimalnego wynagrodzenia oraz ustala wysokość minimalnej stawki godzinowej.

Nieunikniony wzrost płacy minimalnej oznacza oczywiście znaczący wzrost kosztów po stronie pracodawców. Przy obecnie obowiązującej wysokości płacy minimalnej – czyli 3010 zł – koszt pracodawcy wynosi aż 3626,46 zł (jest o 616,46 zł wyższy od pensji brutto pracownika). Przy płacy na poziomie 3350 zł koszt ten wzrośnie do 4036,09 zł (o 686,09 zł wyższy od pensji brutto pracownika), zaś od lipca wyniesie 4216,80 zł (o 716,80 zł wyższy). Łącznie zatem koszty pracodawców wzrosną do 8417,34 zł rocznie na jednego zatrudnionego z pensją minimalną (wzrost o 1017,66 zł).

Poprzedni artykułRząd szykuje deregulację. Sprawdź, gdzie
Następny artykułNa inwestycjach w magazyny energii skorzystają także MŚP