Życie ludzi i całych pokoleń jest zdeterminowane przez historię. Jest to szczególnie mocno widoczne na terenach pogranicznych. Na Górnym Śląsku kotłowały się ze sobą żywioły polski, niemiecki i czeski.

Tomasz Cukiernik

Problem dziadka czy wujka w Wehrmachcie oraz zgwałconej w styczniu 1945 r. przez czerwonoarmistów babci to sprawy, które dotyczą większości Ślązaków. A codziennością przodków wielu mieszkańców regionu była ciężka praca w kopalniach, hutach i innych zakładach przemysłu ciężkiego budujących potęgę III Rzeszy i jej armii. Historię swojej śląskiej rodziny – bez owijania w bawełnę i zakłamań – opisuje w książce Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku gliwiczanin Zbigniew Rokita. Podobne wątki dotyczą choćby antenatów pochodzącego z Chorzowa Starego wybitnie utalentowanego, ale niedocenianego muzyka Mirka Breguły, tragicznie zmarłego lidera zespołu Universe, którego biografię zacząłem pisać. A to nie tylko Górny Śląsk. To tematyka pogranicza polsko-niemieckiego. Niewiele osób wie, że urodzony w Toruniu późniejszy podróżnik Tony Halik jako żołnierz w czasie II wojny światowej służył w obronie przeciwlotniczej Luftwaffe, o czym w swojej książce Tu byłem. Tony Halik opowiada Mirosław Wlekły.

Babcia mojego znajomego, Polka, mieszkała w pięciu państwach, nigdy nie wyprowadzając się z domu. Były to kolejno: monarchia austro-węgierska, Republika Czechosłowacka, II Rzeczpospolita, III Rzesza niemiecka i Czechosłowacka Republika Socjalistyczna. Teraz tam są Czechy, a miasto, w którym mieszkała babcia, nazywa się Karwina. To również Górny Śląsk. Co ciekawe, to właśnie zaraz obok, w sąsiednich Piotrowicach pod Karwiną, które także należą aktualnie do Czech, podjęto decyzję o wybuchu I powstania śląskiego, co w 2019 r. IPN upamiętnił odpowiednią tablicą.

Z jeszcze większą częstotliwością zmieniała się przynależność państwowa Lwowa. W ciągu niecałych stu lat miasto to należało aż do dziewięciu państw. Na początku XX wieku była to będąca częścią monarchii austro-węgierskiej Galicja, następnie carska Rosja (1914-1915), Austro-Węgry, efemeryczna Zachodnioukraińska Republika Ludowa (1918), II Rzeczpospolita, ZSRR (1939-1941), podległe III Rzeszy niemieckiej Generalne Gubernatorstwo, będąca częścią ZSRR Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka i wreszcie od 1991 r. niepodległa Ukraina.

Informacje o dziadku w Wehrmachcie były zwykle skrzętnie ukrywane przez rodziny szczególnie w czasach Polski Ludowej. Ale przecież inaczej nie mogło być. Skoro ci ludzie mieszkali w III Rzeszy, to do jakiej innej armii mieli zostać wcieleni? Nie mieli wyboru. Hitler ich nie pytał, czy wolą iść do Wojska Polskiego. Jak podkreśla Rokita, dla cywilów z Gliwic II wojna światowa zaczęła się nie w 1939 r., ale w 1945 r., choć Ślązacy już wcześniej masowo byli posyłani na front wschodni. Autor, który powoli odkrywał dzieje własnej rodziny, wyliczył dokumenty urzędowe swoich przodków, na których znajdowała się swastyka. Nie było tego mało. Pisze nawet, że skrót NSDAP odszyfrowywano następująco: „Nasi Są Daleko Ale Powrócą” (nawiasem mówiąc, mimo to skrót rozszerzano w języku polskim. Tak jak w czasach międzywojennych na Zaolziu zdecydowana większość ludności to byli Polacy, a w niektórych rejonach Wileńszczyzny – np. w rejonie solecznickim, gdzie swoje korzenie ma m.in. publicysta i polityk Stanisław Michalkiewicz, którego biografię napisałem, tak jest nadal). Niemcy były ich państwem od wieków. Nie mieli innego.

Ślązacy mają problem z tożsamością. Niektórzy z nich zgłosili się także do SS. To już nieco gorzej, patrząc z polskiego punktu widzenia. To już nie było przymusowe, tak jak powołanie do Wehrmachtu. To tak, jakby się dowiedzieć, że pochodzący ze Lwowa dziadek czy też pradziadek był banderowcem mordującym Polaków na Wołyniu podczas II wojny światowej albo sotnikiem (kapitanem) w Ukraińskiej Armii Halickiej, która w latach 1918-1920 walczyła z komunistami, ale i siłami polskimi o niepodległość Ukrainy. Taki człowiek mógł zostać aresztowany w 1939 r., kiedy do Lwowa weszli Sowieci, a następnie zabity. W najlepszym wypadku zostałby skazany na wieloletnie więzienie. Musiałby mieć niezwykłe szczęście, jeśli zostałby w czerwcu 1941 r. uwolniony z więzienia przez Niemców albo Ukraińców. A to dlatego, że w momencie ataku III Rzeszy na ZSRR funkcjonariusze NKWD dokonywali masowych mordów na więźniach nie tylko lwowskich więzień i aresztów.

Pogranicze to mieszanka kultur, religii i mentalności. Interesujące jest to, że mimo życia poza granicami kraju polskość na Górnym Śląsku (ciekawe że Piastowie śląscy posługiwali się językiem niemieckim), w tym także na Zaolziu przetrwała setki lat. Granica na Brynicy pomiędzy Śląskiem a Małopolską (czy też Księstwem Siewierskim), inaczej – pomiędzy żywiołem niemieckim (mimo że po zachodniej stronie kordonu większością byli Ślązacy) i polskim była jedną z trwalszych. Z pewnymi wyjątkami. Po pierwsze, po trzecim rozbiorze I Rzeczpospolitej teren dzisiejszego Zagłębia Dąbrowskiego trafił do Prus, które utworzyły tu tzw. Nowy Śląsk. Ale była to sytuacja krótkotrwała, bo tylko do 1807 r., kiedy powstało Księstwo Warszawskie. Po drugie, wyniku częściowo wygranego przez Polskę trzeciego powstania śląskiego w 1921 r. do II Rzeczpospolitej dołączono pruskie dotychczas tereny z takimi miastami, jak Katowice, Chorzów czy Lubliniec. Mimo że w miastach tych w plebiscycie z tego samego roku większość mieszkańców zagłosowała za przyłączeniem do Niemiec. Po trzecie, Zagłębie Dąbrowskie wcielono do Rzeszy w czasie II wojny światowej.

Na pograniczu może dojść także do zderzenia cywilizacji. Z tym mieliśmy bezspornie do czynienia, kiedy w styczniu 1945 r. na Górnym Śląsku dochodziło nie tylko do grabieży i niszczenia mienia na niespotykaną skalę, ale i do masowych gwałtów żołnierzy Armii Czerwonej na ludności cywilnej. I właśnie na końcu Kajś dowiadujemy się, że losy przodków opisanych przez autora nie mają z nim nic wspólnego. Przynajmniej w sensie krwi. Ci ludzie zwyczajnie nie byli jego przodkami, ponieważ jego prawdziwa babcia była córką wojaka Armii Czerwonej.

Kajś to świetna książka dla kogoś, kto choć trochę chciałby zrozumieć Górny Śląsk. Historycznie Katowice nie były nigdy jego stolicą. Takim mianem można raczej nazwać Opole czy Racibórz. Wtedy Katowice były nikomu nieznaną wioską. Zmiany przyniósł dopiero szybki rozwój przemysłu. A na historycznym Górnym Śląsku leżą też takie miasta jak Cieszyn, Bielsko, Opawa, Karwina, Jabłonków, Głogówek, Prudnik czy Koźle. Bo Śląsk Opawski i Śląsk Cieszyński z Zaolziem, a przede wszystkim Śląsk Opolski to również części Górnego Śląska. Rokita oczywiście nie wyjaśnia wszystkich historycznych zaszłości (na przykład w ogóle nie podejmuje tematu Górnego Śląska w granicach Czech), ale wiele z nich. Korzysta także z wypowiedzi Ślązaków i osób znających temat. Wśród nich są i osoby, z którymi miałem przyjemność poznać się osobiście: dr Tomasz Słupik, politolog z Uniwersytetu Śląskiego, dr Jerzy Gorzelik, przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska i nauczyciel z Tychów Marcin Melon piszący książki po śląsku.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułMieszkaniówka niepokojąco zwalnia. Pomóc mogą zmiany legislacyjne
Następny artykułRating Fitch dla Polski utrzymany