1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17.00 rozkazem Komendanta Głównego Armii Krajowej gen.Tadeusza Komorowskiego „Bora” w Warszawie wybuchło powstanie.

Do nierównej walki z Niemcami stanęło około 40 tysięcy słabo uzbrojonych młodych kobiet i mężczyzn. Powstanie zaplanowane było jedynie na kilka dni i nikt z powstańców w dniu jego wybuchu nie przypuszczał nawet, że przyjdzie im walczyć dni aż 63. Powstanie Warszawskie było największą akcją zbrojną podziemia w okupowanej przez Niemców Europie. Największą i najbardziej krwawą, w której poziom zezwierzęcenia hitlerowców i ich kolaborantów (głównie Ukraińców i Własowców) osiągnął niewyobrażalne szczyty okrucieństwa.

Pisząc w 76. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego tekst o  walce młodych warszawianek i warszawiaków oddających życie za Ojczyznę, mam odczucie, że słowo „walka” jest jakby nie na miejscu. Po wysłuchaniu wielu relacji powstańców do głowy ciśnie się jedno słowo: heroizm. To nie była „walka”, było to raczej heroiczne zmaganie powstańców z siłami zła. To zło miało wiele twarzy. Miało też twarz teoretycznego sojusznika powstańców w walce z Niemcami – Armii Czerwonej. A fałszywy sojusznik gorszy jest niż wróg.

W poprzednim artykule mogli Państwo przeczytać o sowieckiej prowokacji radiostacji „Kościuszko” i emocjonalnym momencie w dniu 31 lipca 1944 roku, kiedy to gen. Tadeusz Komorowski „Bór” podjął decyzję o dacie wybuchu Powstania Warszawskiego na 1 sierpnia 1944 o godzinie 17.00 (słynna Godzina „W”). „Bór” podjął decyzję wagi państwowej w momencie, gdy usłyszał od płk Antoniego Chruściela „Montera” informację o tym, iż na przedmieściach warszawskiej Pragi pojawiły się już radzieckie czołgi. Jak się okazało, była to informacja nie sprawdzona, być może także kolejna sowiecka prowokacja. Żadnych „ruskich” czołgów na Pradze nie było.

Dzisiaj historycy nie mają wątpliwości, że przy podejmowaniu decyzji o rozpoczęciu walki w stolicy nie bez znaczenia było działanie propagandy sowieckiej. Pod koniec lipca 1944 roku oprócz komunikatów radiostacji „Kościuszko” wzywających do walki z Niemcami, na ulicach Warszawy zaczęły pojawiać się też fałszywe odezwy informujące o ucieczce Komendy Głównej AK ze stolicy i o przejęciu dowództwa nad siłami zbrojnymi podziemia przez dowództwo Armii Ludowej. Były to klasyczne fake newsy, które jednak napsuły sporo krwi Armii Krajowej, a co najgorsze – tak naprawdę szkodziły Polakom. Ktoś szafował życiem warszawiaków, wpływając na decyzję Armii Krajowej z Moskwy, i ktoś niestety te decyzje w Warszawie wykonywał, rozwieszając plakaty, które siały zamęt w umysłach mieszkańców stolicy. A była to Armia Ludowa. Komenda Główna Armii Krajowej obawiała się, że komunistyczna dywersja może doprowadzić do przedwczesnych i niekontrolowanych  wystąpień zbrojnych przeciwko Niemcom, na czele których staną komuniści. Podejmując decyzję o rozpoczęciu walk, Komenda Główna AK przewidywała, że po kilku dniach walk do lewobrzeżnej Warszawy wkroczą posuwający się na zachód żołnierze Armii Czerwonej. Wybuch zrywu miał bowiem również znaczenie strategiczne. W momencie wkroczenia wojsk radzieckich do stolicy władze Polskiego Państwa Podziemnego chciały wystąpić w charakterze gospodarza. Na szali stała bowiem niezawisłość wolnej od niemieckiej okupacji Polski. Ponadto decyzję o rozpoczęciu zrywu przyspieszyła zarządzona przez hitlerowców ewakuacja niemieckiej ludności cywilnej, a także niskie morale panujące w armii okupanta w związku z sytuacją na froncie zachodnim. Jednak przed samym wybuchem powstania Niemcy opanowali panikę i bardzo wzmocnili warszawski garnizon solidnie przygotowując się na atak Armii Czerwonej.

Nie bez znaczenia była też chęć warszawiaków, by odwdzięczyć się Niemcom „pięknym za nadobne”, za 5 lat łapanek, egzekucji i traktowania Polaków jak podludzi. Przed wybuchem powstania młodzi warszawiacy coraz częściej patrzyli niemieckim patrolom prosto w oczy. No i na koniec jeszcze argument, który trzeba wziąć pod uwagę –  Komenda Główna AK jak zwykle liczyła też na pomoc ze strony aliantów.

Godzina „W” nie wszędzie rozpoczęła się jednak punktualnie o 17.00. Około godziny 13.30 przy ulicy Krasińskiego żołnierze AK, którzy przenoszący broń na miejsce koncentracji jednego z oddziałów, natknęli się na patrol niemiecki, do którego otworzyli ogień. Niemcy ściągnęli posiłki ze Śródmieścia, a do walk przyłączyły się kolejne powstańcze oddziały. Przed godziną 16 pierwsze walki rozpoczęły się także na Woli i w Śródmieściu. O godzinie 17 w całej Warszawie walczyło już około 40-50 tysięcy powstańców. Niestety, tylko co czwarty powstaniec miał broń w ręku. Młodzi warszawiacy uzbrojeni byli jedynie w 2500 pistoletów, 1475 karabinów, 420 pistoletów maszynowych, 94 ręczne karabiny maszynowe, 20 ciężkich karabinów maszynowych oraz w broń produkowaną w podziemnych warsztatach przez AK. Wszystko to pozwalało na słabe uzbrojenie zaledwie kilku tysięcy powstańców w pierwszych dniach powstania. Żołnierze AK nie mieli jednolitych mundurów, walczyli w ubraniach cywilnych lub zdobycznych mundurach niemieckich. Zewnętrznie od wrogów różnili się tylko biało­czerwonymi opaskami, orzełkami na czapkach, obszyciami na kołnierzu i elementami ekwipunku. W początkowych dniach powstania żołnierze AK umiejętnie wykorzystywali niemieckie mundury do łatwiejszego podchodzenia pod pozycje wroga.

Szacuje się, że dzienny stan powstańczych wojsk wynosił od 25 tys. do 28 tys. osób. Pomimo dużych strat w szeregi powstańcze nieustająco wstępowali nowi ochotnicy.

Oprócz mężczyzn w powstaniu uczestniczyły także kobiety, które stanowiły 14 proc. żołnierzy. W Powstaniu Warszawskim nawet dzieci zachowywały się tak jak Orlęta Lwowskie, nie tylko pełniły funkcję pomocnicze, ale także chwytały za broń. Najmłodszy uczestnik walk, Jerzy Szulc ps. Tygrys, miał  zaledwie10 lat.

Powstanie Warszawskie to przede wszystkim zorganizowana Armia Krajowa, ale wśród walczących znalazło się także 1656 żołnierzy Armii Ludowej oraz wielu policjantów granatowych (polskiej policji mundurowej, działającej w Generalnym Gubernatorstwie pod niemiecką komendą), którzy już wcześniej należeli do konspiracji lub utrzymywali z nią kontakty. Na czas powstania dowództwu AK podporządkowały się ponadto Oddziały Wojskowe Korpusu Bezpieczeństwa, Oddziały Wojskowe Pogotowia Polskich Socjalistów oraz dwa bataliony Narodowej Organizacji Wojskowej. W szeregach walczących znaleźli się także bojownicy Żydowskiej Organizacji Bojowej, którzy pod dowództwem Icchala Cukiermana „Antka” utworzyli wraz z akowcami pluton niszczycieli czołgów walczący na Żoliborzu. W odezwie „Do obrońców warszawskiego getta! Do pozostałych przy życiu Żydów!” Cukierman wzywał do wstępowania do oddziałów powstańczych. Do powstańców dołączyli też Żydzi z obozu KL Warschau popularni zwany „Gęsiówką” wyzwolony przez harcerski batalion „Zośka” 5 sierpnia 1944 roku. Wtedy to silną niemiecką obronę udało się przełamać dzięki wykorzystaniu zdobycznego czołgu Panzerkampfwagen V Panther. Za cenę niewielkich strat własnych żołnierze AK zdobyli „Gęsiówkę” i wyzwolili 348 Żydów, z których większość także chwyciła za broń. Niestety, walkę powstańców utrudniały ogromne niedobory w uzbrojeniu, przede wszystkim broni i amunicji.

Sam wybuch powstania nie był dla Niemców zaskoczeniem – okupant doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że powstanie najprawdopodobniej wybuchnie. Całkowitym zaskoczeniem dla Niemców była odwaga i determinacja powstańców. Mimo słabego uzbrojenie, mimo niepowodzenia pierwszego dnia powstania, Polacy walczyli jak lwy, dokonując rzeczy niemożliwych.

Pierwszą reakcją Adolfa Hitlera na wieść o wybuchu powstania było wydanie rozkazu rozpoczęcia dywanowych nalotów na polską stolicę. Niemiecka Luftwaffe miała „przez masowe użycie wszystkich samolotów frontu środkowego, włącznie z samolotami komunikacyjnymi, zrównać Warszawę z ziemią i przez to zdusić ognisko powstania”. Szybko okazało się jednak, że wykonanie rozkazu jest nierealne. W mieście zostało bowiem odciętych szereg niemieckich urzędów oraz jednostek wojskowych i policyjnych, których ewakuacja była niemożliwa. W tej sytuacji zadanie zorganizowania odsieczy dla garnizonu warszawskiego Hitler powierzył szefowi sztabu generalnego generałowi Heinzowi Guderianowi oraz Reichsfurrerowi SS Heinrichowi Himmlerowi, którego słowa skrupulatnie zostały odnotowane „To miasto ma całkowicie zniknąć z powierzchni ziemi. Kamień na kamieniu nie powinien zostać”. Z drugiego brzegu Wisły na płonącą i dogorywającą Warszawę spoglądała Armia Czerwona ciesząc się, że najlepsi synowie polskiej ziemi polegną w walce, że zniewolenie Polski po upadku Powstania Warszawskiego stanie się o wiele prostsze.

Niemcy przewidywali zniszczenie Warszawy niemal od samego początku wojny. Już jesienią 1939 roku okupant zakazał odbudowy budynków zniszczonych we wrześniu 1939 roku. Po wybuchu Powstania Warszawskiego Niemcy skazali stolicę Polski na zagładę. Już w pierwszych dniach września Heinrich Himmler wydał rozkaz zniszczenia Warszawy. Jego słowa przytoczył na procesie norymberskim jeden z pacyfikatorów Powstania Warszawskiego, generał SS Erich von dem Bach-Zelewski: „Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”.

Rozkaz został wykonany z krzyżacką bezwzględnością. Od początku sierpnia 1944 roku walce z powstańcami towarzyszyły zbrodnie popełniane na ludności cywilnej. Od 5 do 7 sierpnia zginęło od 40 do 60 tys. mieszkańców Woli. Około 10 tys. warszawiaków zginęło w czasie rzezi Ochoty. Niemcy dokonywali zbrodni na cywilach również w innych dzielnicach Warszawy.

Po stłumieniu Powstania z miasta zostali wypędzeni mieszkańcy, a Niemcy przystąpili do systematycznego niszczenia ocalałych zabudowań Warszawy. Trwało do 17 stycznia 1945 roku, kiedy wojska niemieckie opuściły miasto i wkroczyła do niego 1. Armia Wojska Polskiego.

Bilans Powstania Warszawskiego jest przerażający. Podczas 63 dni trwania walki z Niemcami poległo około 16 tysięcy powstańców spośród 45 tysięcy żołnierzy walczących w szczytowym momencie walk. Dodatkowe 20 tysięcy odniosło rany. Ponadto w trakcie zdobywania Pragi oraz podczas walk o przyczółki warszawskie zginęło bądź zostało rannymi ponad 5 tysięcy żołnierzy 1. Armii Wojska Polskiego.

Historycy szacują, że w czasie powstania zginęło od 150 do 200 tysięcy warszawiaków. Podczas systematycznego mordowania mieszkańców dzielnic Warszawy śmierć poniosło około 63 tysiące osób. Pozostała część cywilów zginęła w czasie działań bojowych.

Jest jeszcze inny bilans – duchowy i swoisty testament powstańców. Powstanie Warszawskie do dziś jest dla Polaków symbolem męstwa i niezłomnej walki o wolność i niepodległość. W świadomości społecznej bywa uważane za powstanie narodowe. Cześć i Chwała Bohaterom!

Na koniec warto poruszyć jeszcze jeden istotny w dniu dzisiejszym temat. 1 sierpnia 2020 roku dowiadujemy się na Twitterze Ambasady Niemiec, że „Na znak głębokiego bólu i wstydu z powodu ukrytych zbrodni niemieckiego okupanta w walce z ludnością Warszawy podczas Powstania Warszawskiego Ambasada Niemiec opuściła flagi do połowy masztu. Charge d’affaires Ambasady złożył kwiaty pod pomnikiem”.

Jest to jak najbardziej pożądany i potrzebny gest ze strony Niemiec na drodze do pojednania polsko-niemieckiego, o które apelował już Karol Wojtyła w słynnym „Liście do biskupów niemieckich”. Jednak, jak zauważył jeden z internautów „gest nic nie kosztuje”. „Raport o stratach wojennych Warszawy” za lata 1939-1945 przygotowany w 2004 roku na zlecenie ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego oszacował straty poniesione przez Warszawę na 45,3 miliardy dolarów.

W trakcie Powstania Warszawskiego Niemcy zniszczyli 25 proc. zabudowy miasta. Dalsze 30 proc. wyburzono podczas planowego niszczenia miasta w ciągu trzech i pół miesięcy po powstaniu. Największe straty poniosło Stare Miasto, w którym w 1945 roku tylko jedna kamienica nadawała się do zamieszkania. Szczególnie dotkliwe straty materialne odniosła polska kultura i dziedzictwo narodowe. Zniszczeniu uległy archiwa, które przechowywały źródła historyczne – począwszy od XV do XIX wieku – oraz drogocenne zbiory warszawskich bibliotek. Bezpowrotnie. Oprócz tego Niemcy po zdobyciu miasta przez kilka miesięcy zajmowali się planowym rabunkiem stolicy. Do Niemiec wyekspediowano setki wagonów ze zrabowanymi z warszawskich muzeów i domów.

Dlatego oprócz symbolicznego opuszczenia flagi niemieckiej na maszcie ambasady Niemiec i przeprosin warto jeszcze raz zapytać Niemców: „A co z zadośćuczynieniem i reparacjami wojennymi?”.