Nie dmuchawy przewalające stosy liści kilka metrów dalej, nie ogrodowe pilarki i kosiarki benzynowe, palenie niesezonowanym drewnem w kominkach, czy nawet osławione globalne ocieplenie są problemem, ale trujący i nieopłacalny w przerobie plastik.

Oddychamy powietrzem zanieczyszczonym mikrocząstkami tworzyw sztucznych. Pijemy je i wcieramy w skórę, bo są też obecne w wodzie. Co druga wyrzucona tacka, torebka, antykowidowa maseczka czy rękawiczki nigdy nie trafią do recyklingu. Nawet auta – inaczej niż kiedyś – to ogrom materiałów polimerowych nienadających się do wtórnego wykorzystania.
Kogo to obchodzi? Produkcja ma stymulować jak największą konsumpcję i odwrotnie. I najlepiej, by wszystko zostało po staremu.

Gdy grający na nosie wielu krajom i w wielu obszarach Chińczycy prawie całkowicie zakazali importu surowców wtórnych, wszystkie kraje próbują tanim sumptem pozbyć się swoich odpadów gdzie indziej. Przed kilkoma dniami KAS zatrzymała kolejną już ciężarówkę ze śmieciami z Niemiec wysłanymi do Polski. A ile z nich przejechało swobodnie od naszych zachodnich przyjaciół, zasilając swoim toksycznym ładunkiem nasze spalarnie odpadów i płonące raz po raz wysypiska? Trudno nawet spróbować policzyć.
Każdego dnia produkujemy setki tysięcy ton odpadów. Tak naprawdę nie da się z nimi niczego sensownego zrobić.

Rocznie do wód, rzek i oceanów dostaje się 0,8 – 2,7 mln ton plastiku. Tylko w 2018 roku 87 krajów tzw. przybrzeżnych, odnotowało z tego powodu straty w wysokości 19 mld dolarów. Same koszty usuwania plastikowych odpadów szacuje się na 5,6 do 15 mld dolarów rocznie – wynika z raportu Deloitte „The price tag of plastic pollution”.
Tony tworzyw sztucznych trafiają też każdego dnia na wysypiska i do co najmniej kontrowersyjnych w swej efektywności, spalarni.

Recykling to obecnie humbug

Ponieważ segregujemy śmieci niestarannie (nikt nigdy nie będzie tego robił perfekcyjnie), ich oddzielanie staje się z gruntu nieopłacalne. Sam proces recyklingu jest bardzo kosztowny i – wbrew obiegowym opiniom – obecnie nierentowny. Przy koronakryzysie ceny tworzyw sztucznych spadły w kwietniu br. dwucyfrowo, a branża recyklingu znalazła się na granicy opłacalności. Popyt na surowce spadł, bo większość zakładów zatrzymała pracę.

– Najbardziej cięły zamówienia motoryzacja i lotnictwo, które wykorzystują tworzywa do jednorazowych opakowań – informuje Robert Szyman, dyrektor generalny Polskiego Związku Przetwórców (PZP). – Sektor budownictwa także wykorzystuje produkty z tworzyw sztucznych i tu też odnotowujemy znaczące spadki. Nie odczuły skutków pandemii tylko opakowania dla sektora spożywczego, gdzie zamówienia są na stałym poziomie – dodaje Robert Szyman.

Z analizy Instytutu Jagiellońskiego wynika, że na rynku nadal dochodzi do tzw. handlu kwitami DPO/DPR, dokumentami fałszowanymi i niepowiązanymi z fizycznym procesem utylizacji. Proceder ten dotyczy około 30 procent wolumenu odpadów. Z kolei według raportu National Public Radio i dwutygodnika „Frontline”, odpady z tworzyw sztucznych to nie jest i nigdy nie był dobry biznes. Dodatkowo Covid-19 mocno uderzył w producentów surowców wtórnych, także w Polsce. Jeszcze w czerwcu 2017 roku płacono na rynku 380 zł za tonę folii. Dwa miesiące później cena spadła do 10 zł. Od 2018 roku waha się w przedziale od 10 zł do… 1 grosza za tonę. Od tamtej pory polska branża recyklingowa praktycznie dopłaca do tego biznesu, czemu nie pomogła nowelizacja stosownej ustawy.

Za moment nowy podatek z UE

W styczniu 2021 roku zacznie obowiązywać także w Polsce, uchwalony w lipcu tego roku przez Radę Europy UE tzw. podatek od plastiku. Polska będzie płacić rocznie w sumie nawet 429 mln euro kar, jeśli nie przetworzy plastiku zgodnie z ogólnie przyjętymi standardami. A nie przetworzy. Teoretycznie ciężar opłat karnych spoczywać będzie nie na firmach branży recyklingowej, lecz na całych państwach. Czyli – nie oszukujmy się – na nas wszystkich. Bo ten podatek, odpowiedzialne za gospodarkę komunalną samorządy, z pewnością przerzucą na nas w cenach za wywóz śmieci!

Prawda jest bolesna. Wiele samorządów, na czele z niechlubnym stołecznym, nie stworzyło spójnego systemu finansowania gospodarki komunalnej, w którym większa odpowiedzialność za los opakowań z tworzyw sztucznych spoczywałaby na ich producentach, a nie gminach i mieszkańcach.

Gospodarka obiegu zamkniętego

Jeśli ktoś sobie wyobraża, że spalarnie odpadów załatwiają problem utylizacji śmieci i sprawa jest z głowy, tkwi w dużym błędzie. Zamiast segregowania, ponownego wykorzystania i budowania gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ), „spalarniowi” lobbyści jako najlepsze rozwiązanie podają spalanie plastiku. Nie tędy droga!

Jest jednak nadzieja. „Odbudowę gospodarki po pandemii warto oprzeć na zasadach obiegu zamkniętego” – rekomendują właściwe rozwiązanie, w swoim najnowszym raporcie “Osiem mitów o gospodarce obiegu zamkniętego”, eksperci ING BSK .

Nie oznacza to szybkiej i całkowitej rezygnacji z plastiku. Do tego nie dopuszczą korporacje, dla których plastikowe opakowania to setki miliardów dolarów oszczędności bilansowych w stosunku do opakowań tradycyjnych, np. z papieru czy ze szkła. Chodzi o standaryzację materiałów i opakowań oraz o skuteczniejszy, czyli prawdziwy i nietoksyczny dla środowiska naturalnego recykling. Teraz zaś też o to, by plastikowe opakowania produktów nadawały się do wielokrotnego wykorzystania.

Tego chce coraz więcej Polaków. Aż 38 procent z nas deklaruje, iż nadmiar odpadów z plastiku to najpoważniejszy problem związany z ochroną środowiska, a tylko 25 procent wskazuje, że jest nim globalne ocieplenie. Polacy są otwarci na ostateczne zastąpienie jednorazowych plastikowych toreb na zakupy ich wielorazowymi odpowiednikami (np. z bawełny), co jest jednym z głównych postulatów gospodarki obiegu zamkniętego.