fbpx
wtorek, 16 lipca, 2024
Strona głównaFinanseEkonomia vs. makroekonomia. Tak robią z ciebie idiotę

Ekonomia vs. makroekonomia. Tak robią z ciebie idiotę [Poradnik Oppenheima]

Zastanawiałeś się kiedykolwiek, czym różni się ekonomia od makroekonomii? To proste. Ekonomia oparta jest na matematyce i prawach rynku, a za makroekonomią stoi zawsze polityka i kłamstwa. Zadaniem makroekonomistów –  finansowanych przez „system” – jest m.in. wyjaśnianie pospólstwu nawet najbardziej niedorzecznych działań urzędującej władzy. Jako w pełni zasadne.

Wyjdźmy na początek od prawdy, z którą nie da się polemizować: wszystko, co jest absurdem w ekonomii w skali mikro, także okaże się absurdem, jeśli dane rozwiązanie wprowadzimy w skali makro. Przykład: jeśli „głowa rodziny”, będącej w potężnych długach, trwoni pieniądze w zatrważającym tempie – nie zyska tym aplauzu pozostałych członków rodziny, może powyższe zakończyć się bankructwem tejże. Czy podobna rozrzutność rządu danego kraju, przy przeogromnym deficycie budżetowym, może być oceniana jako właściwa?

Przedmiotem moich dywagacji będzie inflacja oraz znane nam sposoby walki z nią. Dodam, że interesuje mnie jedynie to, co dzieje się w Polsce: tu i teraz. Bowiem w przeciwieństwie do wielkich filantropów typu Gates, Soros, Schwab, czy młodociana Greta, nie znajduję w sobie tyle altruizmu, aby zająć się ratowaniem całego świata i okolic.

Skoro ma być o inflacji, to zastanówmy się – na razie w skali mikro – kiedy zmienia się cena danego towaru/usługi? Nam, przedsiębiorcom jest łatwiej na to pytanie odpowiedzieć, bowiem analizujemy to bez przerwy we własnych biznesach. Czy cena sprzedawanego towaru/usługi jest właściwa? Czy możemy/musimy ją podnieść? W jakich sytuacjach taką decyzję podejmujemy?

Między nami ekonomistami

Ułatwię to zadanie. Zróbmy sobie „eksperyment w terenie”, sami zobaczycie, jak prosto można wyjaśnić pewne rynkowe mechanizmy. Oczywiście w skali mikro, bo tylko takie nadają się do stosownej oceny. W przypadku małej firmy liczy się jedynie zysk  i logika. A nie głosy wyborców.

Skoro mówimy o biznesie w skali mikro, niech będzie to jeden produkt. Wyobraź sobie, że jako przedsiębiorczy student złapałeś fuchę i możesz w budce na plaży (np. w naszym „Władku”) podczas wakacji sprzedawać piwo.  Nie jesteś jednak sam: jest jeszcze podobnych dziewięć budek na tej plaży.

Załóżmy też, że wszyscy sprzedający mają identyczne warunki oraz że sprzedaż dzienna w każdym punkcie będzie na tym samym poziomie.

Wchodzisz do gry jako ostatni, może np. w miejsce kogoś, kto wcześniej w tym punkcie prowadził sprzedaż. Rynek jest więc rozpoznany i uporządkowany. Oto dane wyjściowe:

  • Koszt najmu budki + inne opłaty: 500 zł/dziennie (łącznie)
  • Dzienna sprzedaż: 500 piw (tyle też butelek codziennie dostajesz)
  • Koszt zakupu 1 piwa: 5 zł (wraz z kosztem dostawy)
  • Cena sprzedaży (taka sama we wszystkich punktach): 8 zł.

Kalkulacja jest prosta: zarabiając 3 zł na każdej butelce, na sprzedaży osiągasz zysk 1500 zł. Odejmując od tego koszty (500 zł), zostaje ci 1000 zł dziennie na czysto. Żyć nie umierać: to kupa kasy dla młodego człowieka za tak mało wymagającą pracę.

Czy wchodząc w ten biznes, widzisz sens zmiany ceny? Oczywiście nie. Na tę chwilę. Rozpoznajmy jednak kilka sytuacji, które mogą się wydarzyć.

Sytuacja 1. Wyższe koszty:

Jeśli pewnego niezbyt pięknego dnia „plażowy” dostawca piwa obwieści wszystkim sprzedającym, że podnosi cenę 1 butelki o 2 zł, to musisz także cenę zwiększyć w swojej budce. Inaczej koszty zakupu, które zwiększą się o 1000 zł, zjedzą cały twój zysk. Przenosząc taką sytuację na skalę makro, nazwijmy ją jako „inflacja kosztowa”: wyższe koszty działalności w pełni usprawiedliwiają (a często: wymuszają) wzrost cen.

Sytuacja 2. Chciwość. Lub ładniej: chęć zwiększenia zysku:

Nie jesteś już „nowy” na plaży, znacie się świetnie z innymi sprzedającymi. Do końca sezonu zostało już, niestety, tylko dwa tygodnie. Pogoda ma być jak na Florydzie. Nie korci cię, żeby podnieść cenę, jeśli piwo schodzi szybciej, niż zakładałeś?

No ale przecież nie możesz tego zrobić sam! Spotykasz się więc wieczorem z kolegami po fachu i rzucasz hasło, aby następnego dnia podnieść cenę do 10 zł za butelkę, czyli o 2 złote. Przecież zawsze się możecie tłumaczyć, że cena zakupu piwa wzrosła. Nikt tego nie sprawdzi.

Tą drogą zyskujesz dodatkowe 1000 zł dziennie. Przenosząc opisaną sytuację na skalę makro, nazywa się to „zmowa cenowa”: gdybyś tylko ty podniósł cenę, być może po złości plażowicze omijaliby twoją budkę.

Sytuacja 3. Deficyt towaru:

To sytuacja mało prawdopodobna w realu, ale załóżmy, że miała miejsce. Wasz dostawca z jakichś tam powodów może zapewnić dostawę na poziomie tylko 200 butelek piwa dziennie, a ty nie masz możliwości alternatywnego zakupu. Na 200 butelkach, przy założeniu, że sprzedawałeś wcześniej z zyskiem „ledwie” 3 zł, zarobisz złotych 600. Więc na czysto zostanie ci 100 zł, gdybyś cenę chciał utrzymać. Harować cały dzień w słońcu za 100 zł? Nie ma głupich, musisz podnieść cenę sprzedaży. Oczywiście zrobią to także inni sprzedający.

W skali makro możemy taki przypadek (dodam: ostatnio występuje naprawdę często!) nazwać jako „inflacja podażowa” – na potrzeby tej publikacji przyjmijmy, że dotyczy to sytuacji, kiedy w danym okresie podaż danego produktu znacząco spada i powstaje potężny deficyt. Możemy powyższe zaobserwować np. w przypadku suszy, czy na obecnym rynku samochodowym: w obu przypadkach cena deficytowego produktu znacząco wzrasta. Jeśli mowa np. o małych autach miejskich, te w ciągu ledwie dwóch lat zdrożały o ponad 60 proc. I ciągle drożeją! Bo ich podaż spadła może nawet 10-krotnie w stosunku od okresu sprzed trzech lat i wcześniej.

Sytuacja 4. Program „Piwo Plus”:

To pewnie także się nie wydarzy (chociaż, kto wie?). Otóż władze miasta, w którym masz swoją budkę, aby zachęcić turystów do przyjazdu, ufundowały program dopłat pod nazwą „Piwo Plus”. Każdy plażowicz, który przychodzi na plażę, dostaje w nagrodę bon o wartości 20 zł dziennie. Bon staje się oficjalnym środkiem płatniczym na plaży: potem bony możesz wymienić na gotówkę (w ustalony przez władze miasta sposób).

Nagle więc na twoim rynku pojawia się sporo darmowej kasy (patrząc na to z punktu obdarowanego plażowicza). Byłbyś głupi, nie chcąc tego wykorzystać. Nawet jeśli cena piwa ustalona zostanie (przez ciebie i innych sprzedawców) na poziomie 15 zł za butelkę, de facto kupujący dwa piwa nabędzie je ledwie po 5 zł za sztukę. Czyli taniej, niż by zapłacił przed podwyżką. Oczywiste jest także, że im hojniejsze będą władze miasta w swojej rozrzutności, tym bardziej bezkarnie i bezpiecznie możecie, jako sprzedający, podnosić ceny. Bez ryzyka utraty klientów i zysku.

W skali makro doskonale znamy tak rozliczne programy socjalne. Te, jak widać, także nie pozostają obojętne na ewentualny wzrost cen.

Wnioski:

Czemu miał służyć ten „eksperyment” i opisane powyżej sytuacje? Otóż ceny NIGDY nie zmieniają się bez powodu, w tym przypadku mówimy o ich wzroście.

Za hasłem „bardzo wysoka inflacja” kryją się określone mechanizmy rynkowe, które musimy dokładnie prześledzić, aby zrozumieć otaczającą nas ekonomiczną rzeczywistość. Po co mamy to robić? Aby znaleźć winnego. I przede wszystkim, aby podjąć walkę ze wzrostem cen – jeśli faktycznie rząd Mateusza Morawieckiego ma taki zamiar.

Skoro jednak wiemy doskonale, z jakim heroizmem nasz rząd walczy z inflacją (choćby z programów TVP), przyjrzyjmy się, czy aby na pewno stosowane metody przez sztab premiera będą skuteczne.

Mówimy tu o dwóch działaniach zakrojonych na szeroką skalę. Znamy je dobrze:

I. Rozliczne programy socjalne:
Czyli wszystkie „plusy”, tarcze, dopłaty, wyrównania, 13-ki, 14-ki, może nawet i 15-ki (!). Są to dziesiątki miliardów złotych „pustych” pieniędzy, które dzięki hojności rządu zalewają rynek. Ku uciesze gawiedzi.

Dyskusja na temat, że taką metodą „walki z inflacją” osiągniemy efekt dokładnie odwrotny – nie ma sensu w tak poważnym portalu. To jakby tłumaczyć, że Kopernik miał rację, a nie jego poprzednicy uznający, że wszystko kręci się wokół Ziemi. Odnosząc się do treści publikacji: mamy tu jakby do czynienia z efektem programu „Piwo Plus” – sytuacja nr 4. Tylko w skali makro.

II. Podnoszenie pod sufit stóp procentowych:
Tu sprawa może nie wydawać się tak oczywista, w szczególności, że niemal całe gremium makroekonomistów twierdzi, że jest to skuteczne antidotum na wzrost cen.  Temat ten omawiałem dwukrotnie na tych łamach, oto linki do tych publikacji:

https://fpg24.pl/dlaczego-jastrzab-glapinski-podnosi-stopy-to-zamach-na-twoja-firme-poradnik-oppenheima/

https://fpg24.pl/ekonomia-dla-poczatkujacych-porozmawiajmy-o-inflacji-poradnik-oppenheima/

Nie będę więc powtarzał przytaczanych wcześniej argumentów. Ale spójrzmy – właśnie wychodząc od skali mikro – jakie obecnie obserwujemy skutki 11-tu podwyżek stóp procentowych, które zafundował nam Jastrząb z NBP?

Oto te najważniejsze:

  • Podniesienie kosztów wytworzenia danego produktu/usługi. Jeśli sprzedawca posiada jakieś zobowiązania kredytowe (co ma miejsce w zdecydowanej większości przypadków), wyższe odsetki wpływają na wzrost kosztów działalności. Mamy więc do czynienia z sytuacją nr 1 opisaną powyżej: ceny więc mogą jedynie wzrosnąć. A celem miało być to, aby spadały.
  • Zahamowanie trendu inwestycyjnego rodzimych przedsiębiorców. Większość inwestycji oparta jest na kredycie bankowym. Przy wysokich stopach procentowych wiele wcześniej planowanych projektów nie ma sensu, gdyż albo zysku nie przyniesie, albo inwestor osiągnie zbyt małą stopę zwrotu. Może też powyższe spowodować zamykanie pewnych biznesów: jeśli koszty działalności w sposób istotny wzrosną (m.in. przez drogi kredyt), a podniesienie ceny do adekwatnie wysokiego poziomu będzie w danym przypadku bardzo ryzykowne, to czasem lepiej zaprzestać działalności, niż ją kontynuować. W dłuższym okresie taka postawa prowadzić będzie do recesji, co zmniejszy podaż dóbr. To z kolei w skali makro może doprowadzić do znaczącego deficytu określonych towarów. Patrz: sytuacja nr 3, nazwana mianem „inflacja podażowa”.
  • Negatywne efekty dla gospodarki: istotny spadek konsumpcji
    W tym wypadku mogą to być zarówno działania wymuszone konsumentów (oszczędność ze względu na brak środków), lub też w pełni świadome ograniczenie wydatków nie pierwszej potrzeby, celem zabezpieczenia się na „trudne czasy”. Tego typu zachowania konsumentów wpłynąć muszą na zastój gospodarczy. Może też dojść do poważnej recesji, czego skutkiem będzie powiększenie dziury budżetowej. Aby ją pokryć, konieczne będzie dodrukowanie przez rząd dodatkowych środków (z „powietrza”). Co jak powszechnie wiadomo: nakręca inflację.

Metody „walki” z inflacją stosowane przez rząd Mateusza Morawieckiego są więc zupełnie niedorzeczne, bowiem – jak widać z przedstawionej analizy – jedynie nakręcają wzrost cen. Ale to jeszcze nie wszystko. Jest jeszcze jeden bardzo poważny zarzut wobec obozu władzy, wskazujący na działanie w pełni świadome, nie zaś na nieudolność.

Zrozumiałe jest, że bardzo istotnym czynnikiem zwiększającym inflację jest wzrost cen energii, gazu, paliw (na rynku lokalnym, tj. w danym kraju).

Ostatnio głośno było na temat działań jednego z państwowych koncernów, który niemiłosiernie „kroił” Polaków na marżach, dzięki czemu wypracował w ubiegłym roku niewiarygodny zysk. Czy było by to możliwe, gdyby taka sama „strategia sprzedaży” nie była stosowana przez konkurencję? Czyli przez inne koncerny? Proszę zapoznać się z poniższymi tytułami załączonych publikacji:

„Gigantyczne zyski BP. Tego nie było od 114 lat” (money.pl, 7 lutego 2023);

 „Zyski ExxonMobil i Shella trudne do wyobrażenia. Padły nowe rekordy”  (rp.pl, 5 lutego 2023)

Czy mamy więc tu do czynienia z ordynarną zmową cenową? Jeśli tak, to jest to nasza sytuacja nr 2, kiedy sprzedawałeś piwo na plaży. I dzieje się to za pełnym przyzwoleniem władz.

Jak chcesz się pobawić w dziennikarza śledczego, poczytaj sobie co nieco o nadmiarowych zyskach z ubiegłego roku państwowych koncernów sprzedających gaz i energię elektryczną. Czy zyski te powstały dlatego, że nagle Polacy rzucili się na gaz i prąd? I dokonują zakupów hurtowo?

Wszystko, co opisałem, jest oczywistym dowodem na poniższe: od co najmniej trzech lat rząd wszystkimi metodami dąży do tego, aby pozbawić cię oszczędności i majątku; jeśli jeszcze takowe posiadasz. Są to m.in.: bezsensowne lockdowny, Polski Ład, zadłużenie kraju do niewiarygodnego poziomu, nakręcanie inflacji (z hasłami na sztandarach, że jest odwrotnie), podnoszenie w kosmos stóp procentowych, czy też ciągły wzrost płacy minimalnej.

Przypomina to nic innego, jak realizację wprost założeń Klausa Schwaba i jego Agendy 2030, aby za parę lat nie było już majątku prywatnego w rękach pospólstwa. Przyjęto słuszne założenia, że nikt normalny nie pozbędzie się dobrowolnie tego, co ciężką pracą zdobywał przez całe życie, więc trzeba takim osobom wszelkimi sposobami dopomóc. Wszak inaczej nie doczekamy idylli, którą nam obiecują „dobroczyńcy” z Davos: nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy! I która jest już tak blisko…

———————————————————————

Krzysztof OPPENHEIM: ekspert finansowy oraz od rynku nieruchomości, specjalizujący się m.in. w kredytach hipotecznych, przedsiębiorca. Od lipca 2016 roku prowadzi także kancelarię antywindykacyjną, o specjalnościach: upadłość konsumencka, pomoc zadłużonym przedsiębiorcom, spory „frankowe”. Członek Zespołu Roboczego ds. Restrukturyzacji i Upadłości w Radzie Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. Więcej informacji na stronach: www.krzysztofoppenheim.pl oraz na www.oppen-kredyt.pl

Krzysztof Oppenheim
Krzysztof Oppenheim
Ekspert finansowy oraz od rynku nieruchomości, specjalizujący się m.in. w kredytach hipotecznych, przedsiębiorca. Od lipca 2016 roku prowadzi także kancelarię antywindykacyjną o specjalnościach: upadłość konsumencka, pomoc zadłużonym przedsiębiorcom, spory „frankowe”. Członek Zespołu Roboczego ds. Restrukturyzacji i Upadłości w Radzie Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. Więcej informacji na stronach: www.krzysztofoppenheim.pl oraz na www.oppen-kredyt.pl.

INNE Z TEJ KATEGORII

Rosną wynagrodzenia, ale i długi. Na ich spłatę trzeba pracować prawie cztery miesiące

Przeciętna pensja wzrosła o 11,3 proc. w ciągu roku i wynosi 5968 zł netto – wynika z danych GUS za kwiecień 2024 roku. To dobre informacje, ale niestety tracą na optymizmie w zestawieniu z zadłużeniem konsumentów, które również rośnie. Średni dług osoby wpisanej do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wynosi obecnie 21 940 zł, a więc o 13,9 proc. więcej niż jeszcze rok temu.
5 MIN CZYTANIA

Klauzule abuzywne w umowach z przedsiębiorcami? Dobra wiadomość dla jednoosobowych działalności gospodarczych

Konsumencka ochrona przedsiębiorców to temat, który zyskuje na znaczeniu w kontekście zmian legislacyjnych oraz rozwoju praktyk handlowych. Tradycyjnie, ochrona konsumentów dotyczyła jedynie osób fizycznych uczestniczących w obrocie prawnym w sposób niezwiązany bezpośrednio z ich działalnością gospodarczą. W ostatnich latach obserwuje się jednak tendencję do rozszerzania przepisów ochronnych również na przedsiębiorców – szczególnie tych niezrzeszonych w ramach rozbudowanych struktur spółkowych, którzy często znajdują się w gorszej pozycji negocjacyjnej w relacjach z większymi i wyspecjalizowanymi podmiotami.
5 MIN CZYTANIA

Ceny nadal rosną, chociaż wolniej niż rok temu. Sprawdź, co znajduje się w czołówce drożyzny

Dynamika jednocyfrowego wzrostu cen hamuje kolejny miesiąc z rzędu. W marcu codzienne zakupy w sklepach zdrożały o 2,1 proc. rdr. Tym razem na 17 analizowanych kategorii już tylko jedna zaliczyła dwucyfrową podwyżkę. Poza tym 7 grup towarów wykazało jednocyfrowy wzrost i aż 9 segmentów było na minusie.
3 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Zadłużony przedsiębiorca. Jak żyć? [Poradnik Oppenheima]

„System” strzela do nas – przedsiębiorców, jak do kaczek. Nie licz, że cokolwiek się zmieni w tej kwestii po wyborach. A jeśli już, to na gorsze. No, ale przecież nie masz chyba zamiaru się poddać? Pójdziesz na etat? Może zostaniesz urzędnikiem? Jeśli więc pragniesz walczyć dalej, w szczególności kiedy masz problem z utrzymaniem płynności finansowej – rób to z głową!
8 MIN CZYTANIA

Ceną wolności jest wieczna czujność. Czyli: jak nie dać się oszukiwać? Część 2 [Poradnik Oppenheima]

Pandemia, wojna w Europie: to się nie mogło wydarzyć, ale jednak miało miejsce. I dzieje się to wszystko na naszych oczach: wszak wojna za naszą wschodnią granicą trwa w najlepsze, a WHO ponoć próbuje zabezpieczyć świat przed kolejnym śmiertelnymi wirusami. Czy zatem warto zagłębiać się w te sprawy? Szukać drugiego dna? Czy przyjąć – tak jak nam to prezentuje nurt oficjalny – że winnymi tych nieszczęść są nietoperz i Putin? Zapraszam do przeczytania drugiej części cyklu „Ceną wolności jest wieczna czujność”.
10 MIN CZYTANIA

Ceną wolności jest wieczna czujność. Czyli: jak nie dać się oszukiwać? Część 1 [Poradnik Oppenheima]

Pandemia, wojna w Europie: to się nie mogło wydarzyć, ale jednak miało miejsce. I dzieje się to wszystko na naszych oczach: wszak wojna za naszą wschodnią granicą trwa w najlepsze, a WHO ponoć próbuje zabezpieczyć świat przed kolejnym śmiertelnymi wirusami. Czy zatem warto zagłębiać się w te sprawy? Szukać drugiego dna? Czy przyjąć – tak jak nam to prezentuje nurt oficjalny – że winnymi tych nieszczęść są nietoperz i Putin?
9 MIN CZYTANIA