fbpx
czwartek, 25 kwietnia, 2024
Strona głównaFelietonEkonomia wojny i wojenna ekonomia

Ekonomia wojny i wojenna ekonomia

Ekonomia wojny to nie tylko bezpośredni uczestnicy wojennych „transakcji”. Również i tutaj jest multum podmiotów zaangażowanych, które mają swój interes prawny. Możemy z pełną świadomością powiedzieć, że katalog tych podmiotów nie zamyka się tylko w zbiorze państw, a wręcz przeciwnie – jest pewnie taki sam, jak ten obejmujący uczestników rynku w czasie pokoju.

Ostatni tydzień został zdominowany w zasadzie przez jeden temat. Jest nim persona non grata numer jeden na świecie, enfant terrible ludzkości, czyli prezydent Federacji Rosyjskiej Włodzimierz Putin. Temat ten – a w zasadzie podmiot – zelektryzował opinię publiczną w sposób szczególny, czyli przekraczający normy zainteresowania, jakim jest obdarzany medialnie na co dzień, nie tylko za sprawą choćby przywoływanego, także przez publicystów FPG24.pl, wywiadu przeprowadzonego przez kontrowersyjnego zresztą dziennikarza Tuckera Carlsona. Putin okazał się bowiem zwornikiem dwóch innych, ważnych i jakże bliskich przeprowadzonemu wywiadowi wydarzeń: sprawy przyznania kolejnej transzy pomocy walczącej Ukrainie przez organy USA oraz niefortunnej wypowiedzi kandydata w wyścigu wyborczym w USA Donalda Trumpa, która przybrała formę pogróżki wobec krajów NATO – oddania ich na łaskę i niełaskę hegemonicznym zapędom owego Putina, gdy nie będą płacić.

Sytuacja jest o tyle poważna, szczególnie dla naszego, nieszczęśliwego ze względu na położenie kraju, bo prezydent Rosji raczył był w przedmiotowym wywiadzie Polskę wymienić kilkukrotnie, zarówno w wywodzie historycznym, jak i tym dotyczącym stosunków teraźniejszych. Momentalnie znaleźliśmy się blisko tych wszystkich problemów międzynarodowych, które nam umykały z dnia na dzień. Bo za sprawą tych wszystkich okoliczności nazwisko Putin stało się synonimem pojęcia wojna. Słowa, którego jakoś w dzisiejszych czasach bardzo nie lubimy, zasmakowawszy w głębokim spokoju, a używając go w odniesieniu do naszych wewnętrznych, politycznych i jak na razie bezkrwawych rozgrywek. Nagle zaczęliśmy chyba rozumieć, dlaczego pokój przeszłe pokolenia zwykły nazywać błogosławieństwem, a jedno z wezwań suplikacji, która od wieków rozbrzmiewa po nawach świątyń katolickich w Polsce, brzmi „od powietrza, głodu ognia i wojny, wybaw nas Panie!”.

Nie zamierzając pastwić się jednak nad tym, co „prezydent Wojna” powiedział albo czego nie powiedział panu Carlsonowi, zacząłem zastanawiać się trochę nad ekonomicznym znaczeniem słowa wojna. Bo przecież paradoksalnie przyjęło się, że „błogosławieństwo pokoju” to również synonim – prosperity, czyli czasu dobrobytu lub jak kto woli – wzrostu gospodarczego. A jaka jest więc ekonomia wojny, czy różni się od ekonomii pokoju albo wojennej ekonomii? Czy zawsze oznacza ona zniszczenia i kryzys? W końcu mądrość ludowa starożytnych brzmi: „Si vis pacem, para bellum”. Innymi słowy bogaty może czuć się bezpieczny, bo wojna zwycięska lub remisowa (a tylko groźba takiej odstrasza) to nie jest impreza dla biednych.

Czasy obecne, albo jakby to bardziej zjadliwie powiedzieć – demokratyczne, codziennie nam udowadniają, że znaczenie definicji uzależnione jest przede wszystkim od oceny okoliczności przez opinię publiczną, działającą w jakimś określonym celu. Weźmy najprostszy z możliwych przykładów. Jakoś nam nieskoro nazywać wojną obecnych działań w Strefie Gazy. Mało kto wie, że ruch Huti, który panuje w północnym Jemenie (o istnieniu ruchu Huti większość społeczeństw dowiedziała się w związku z zagrożeniem ciągłości dostaw herbaty na skutek bombardowań statków transportowych) prowadzi działania wojenne w zasadzie z każdym innym ugrupowaniem politycznym tego kraju, jak choćby popieranym i dozbrajanym przez Saudów, „dobrym” Bractwem Muzułmańskim. Jednak to wojną „pełnoskalową” nazywamy konflikt, który toczy się tuż za naszą granicą, mimo że sam agresor nazywa ten konflikt jedynie „specjalną operacją wojskową”. Może w zakresie definicji to bliskość lub stopień zaangażowania w konflikt dzisiaj decyduje o tym, czy mamy do czynienia z wojną, czy też nie? Obecnie świat jest pełen operacji specjalnych, misji stabilizujących czy (o zgrozo!) misji pokojowych, w czasie których krew przelewają tysiące żołnierzy i jeszcze większa liczba cywili. Można powiedzieć, że owo porzekadło „chcesz pokoju, szykuj się do wojny” współcześnie brzmi naprawdę groteskowo.

A to nie wszystko, bowiem mamy wiele innych rodzajów wojen (co też nie jest novum znanym z historii najnowszej), takich jak handlowe, celne, hybrydowe, asymetryczne, propagandowe. Ten sam Donald Trump, który zdaje się w swoich wypowiedziach kupczyć realizacją zobowiązań traktatowych, jeszcze za swojej uprzedniej prezydentury prowadził coś na kształt wojny handlowej z największym konkurentem USA na rynku światowym, czyli Chinami. Innym przykładem państwa podobno prowadzącego wojnę, jest nasz kraj, bo jeśli sobie dobrze przypominam, jeszcze nie tak dawno byliśmy torpedowani informacjami o działaniach hybrydowych podejmowanych na szkodę Polski przez „prezydenta Wojnę” w porozumieniu z białoruskim prezydentem Łukaszenką. Dla porządku owa hybrydowość lub asymetryczność w wojnach oznacza to, że z jakichś powodów (z reguły ekonomicznych lub geopolitycznych) wrogie państwo nie może wypowiedzieć wojny „pełnoskalowej”.

Zatem każdym konfliktem rządzi ekonomia oparta o te same zasady, jakie my stosujemy w czasie pokoju. Od etapu przygotowań wojennych, tych długich kalkulacji geostrategicznych, po decyzje dotyczące strategii rozgrywania bitew i potyczek, kalkulacja iście ekonomiczna jest narzędziem podejmowania decyzji. Ocena ryzyka, bilans zysków i strat, budżet aktywów i pasywów, obecny jest na każdym etapie wojny, nawet tym propagandowym, który został nam pokazany podczas przywoływanego na początku wywiadu Putina z Carlsonem. Ideami czy uzasadnieniem poszczególnych kroków w toczącym się konflikcie trzeba umiejętnie szafować niczym inwestycjami na parkiecie.

Ekonomia wojny to nie tylko bezpośredni uczestnicy wojennych „transakcji”. Również i tutaj jest multum podmiotów zaangażowanych, które mają swój interes prawny. Możemy z pełną świadomością powiedzieć, że katalog tych podmiotów nie zamyka się tylko w zbiorze państw, a wręcz przeciwnie – jest pewnie taki sam, jak ten obejmujący uczestników rynku w czasie pokoju. By się zbytnio nie rozdrabniać, popatrzmy chociaż na UE, która „formalnie” stara się państwem nie być, ale ma interes w konflikcie nie dotyczącym formalnie jej członka, a na dodatek chce się zbroić, o czym wprost traktuje przyjęte niedawno przez PE sprawozdanie Komisji Spraw Konstytucyjnych (któremu swego czasu poświęciłem odrębny felieton).

Wreszcie ekonomia wojny to rynek biznesowy. To zasady wojennego rynku, do spółki z przywoływaną uwagą Donalda Trumpa już teraz spowodowały, że w podskokach większość członków NATO złożyła deklaracje o zbrojeniach swoich armii i przeznaczaniu na ten cel traktatowego minimum 2 proc. PKB. Z kolei rynek wojenny zweryfikował propozycję, jaką złożył niedawno „prezydent Wojna” w przedmiocie zamrożenia konfliktu ukraińsko-rosyjskiego, co kilka dni temu ujawnił „Reuters”.

Tylko czy można mówić o wojennym prosperity? To już nie ekonomia wojny tylko wojenna ekonomia. Jednak można chyba odpowiedzieć na to pytanie twierdząco, jeżeli uważnie przyjrzymy się temu, jak wojny funkcjonują. Bo w końcu z tą gospodarką Rosji nie jest tak źle, skoro po dwóch latach konfliktu stać rosyjską armię na kolejne fale ataków dronami, na dodatek przy powolnym uzyskiwaniu (czemu większość mediów już nie zaprzecza) przewagi strategicznej. Z drugiej strony oceanu przemysł, nie tylko zbrojeniowy, w USA ma się świetnie dzięki kolejnym dawkom pomocy Ukrainie, wpłacanym bez pośrednictwa Ukrainy bezpośrednio na konta właściwych przedsiębiorstw, ku zadowoleniu armii USA, zastępującej dotychczasowy sprzęt nowo wyprodukowanym. Tylko obligacji przybywa, które skrzętnie wykupują Chińczycy z myślą intronizacji juana na stolec światowej waluty rozrachunkowej. Ale przecież i prosperity czasu pokoju na „nieograniczonym” kredycie się opiera.

W najgorszym zaś wypadku dług w dolarach w tych wszystkich obligacjach też może być instrumentem ekonomii wojny, szczególnie gdy nikt nie będzie chciał go regulować.

Jacek Janas

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Jacek Janas
Jacek Janas
Z zawodu radca prawny. Z zamiłowania muzyk, kompozytor i myśliciel. Działacz społeczny, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Brzozowski Ruch Konserwatywny i Członek Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK. Fundator i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

INNE Z TEJ KATEGORII

Sztuczna inteligencja w działaniu

Ostatnio coraz częściej mówi się o sztucznej inteligencji i to przeważnie w tonie nader optymistycznym – że rozwiąże ona, jeśli nawet nie wszystkie, to w każdym razie większość problemów, z którymi się borykamy. Tylko niektórzy zaczynają się martwić, co wtedy stanie się z ludźmi, bo skoro sztuczna inteligencja wszystko zrobi, to czy przypadkiem ludzie nie staną się zbędni?
5 MIN CZYTANIA

Można rywalizować z populistami w polityce, ale najlepiej po prostu ograniczyć rolę państwa

Możemy już przeczytać tegoroczny Indeks Autorytarnego Populizmu. Jest to dobrze napisany, pełen informacji raport. Umiejętnie identyfikuje problem, jaki mamy. Ale tu potrzeba więcej. Przede wszystkim takiego działania, które naprawdę rozwiązuje problemy, jakie dostrzegają wyborcy populistycznych partii.
4 MIN CZYTANIA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Czasami i sceptycy mają rację

Wszystkie zjawiska, jakie obserwujemy w ramach gospodarki, są ze sobą połączone. Jak w jednym miejscu coś pchniemy, to w kilku innych wyleci. Problem z tym, że w przeciwieństwie do znanej metafory „naczyń połączonych”, w gospodarce skutki nie występują w tym samym czasie co przyczyna. I dlatego często nie ufamy niepopularnym prognozom.
5 MIN CZYTANIA

Samorządność wysłana na urlop przez centralę

Wróżby exit poll w momencie zamknięcia lokali wyborczych, konferencje prasowe i sztabowe przemówienia liderów największych sił politycznych, a od poniedziałku niemal niekończące się wypowiedzi w mediach, jak nie polityków to ekspertów na temat tego, która partia polityczna wygrała, mogą wzbudzić w obywatelach uzasadnione obawy, czy aby rzeczywiście brali udział w wyborach samorządowych. Ten dylemat implikuje kolejne pytanie: ile nam pozostało z tej samorządności?
5 MIN CZYTANIA

Geopolityczna doktryna Robin Hooda

Kreatywność polityków w tworzeniu wyjątków od twardych i ustalonych reguł, które w pocie czoła ustalali ich poprzednicy, dotyczy zawsze problemu pieniędzy. Trudno sobie wyobrazić, by ten proceder wyszedł poza nawias państwowy. W sytuacji kosztownej imprezy międzynarodowej, nie jest to tylko baśniowa perspektywa.
6 MIN CZYTANIA