Jest zupełnie jasne, że przyszły kształt energetyczny Europy dyktowany jest nie przez urzędników brukselskich, ale przez dwa największe mocarstwa w Unii. Polskie władze nie powinny ograniczać się tylko do propagandowej gadaniny. Jeśli nie chcemy popaść w skrajne uzależnienie od zewnętrznych dostaw energii (szczególnie od Niemiec) należy z werwą przystąpić do budowy elektrowni atomowej.

Nasze firmy i gospodarstwa domowe nie mogą pozwolić sobie na windowanie podnoszących inflację cen energii. Rządowi można więc życzliwie doradzać, by przyjął następujące, twarde i realistyczne, założenia:

Suwerenna i zdecydowana polityka energetyczna powinna być priorytetem w prowadzeniu polityki zagranicznej przez Polskę w ogóle – to przede wszystkim na tym polu uformuje się przyszły kształt Europy oraz znaczenie w niej poszczególnych krajów,

Niemiecki rząd, deklarując stopniową likwidację wszystkich elektrowni jądrowych i wycofanie się z węgla do 2030 r., zakłada obecnie, że nie wpłynie to na bezpieczeństwo energetyczne kraju oraz na cel, jakim jest uczynienie tej największej gospodarki Europy „neutralną klimatycznie” do 2045 roku. Nie oznacza to, że decyzja ta jest niezmienna. Nauczmy się tego wreszcie: solidarność kreowana w ramach rozkładającej się UE jest i będzie fikcją. Duży (Niemcy) może robić wszystko, co tylko zechce i żadna struktura organizacyjna mu tego nie zakaże. Już teraz podnoszą się w Niemczech głosy krytykujące zamknięcie części elektrowni atomowych. Zdaniem Aleksieja Mukhina, dyrektora Centrum Informacji Politycznej, niemieccy urzędnicy państwowi są „w pewnym stopniu uwikłani w zieloną gospodarkę”. Sugeruje więc niedwuznacznie układy korupcyjne pomiędzy decydentami politycznymi a „zielonym lobby” (wątek ten warto śledzić!), podkreślając przy tym biurokratyczny charakter tej decyzji, bo elektrownie wytwarzają stosunkowo mało dwutlenku węgla. Zdaniem przeciwników zamykania „atomu” energetyka jądrowa pomoże Niemcom w osiągnięciu celów klimatycznych w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych,

Niezależnie od tego w Niemczech działa silne lobby prorosyjskie, w które uwikłani są tamtejsi politycy. Będzie ono naciskać – prawdopodobne bardzo i z powodzeniem – na dokończenie projektu Nord Stream 2. Jest to szczególnie możliwe w sytuacji opuszczenia Europy przez Stany Zjednoczone (także w sensie militarnym),

Francja, co charakterystyczne, unika składania deklaracji odnośnie „celów klimatycznych”, planując budowę nowych reaktorów atomowych,

Biurokracja brukselska reprezentowana przez Komisję Europejską otworzyła właśnie szeroką bramę dla realizacji celów energetycznych przede wszystkim Niemiec i Francji. Wbrew wcześniejszym obiekcjom energia nuklearna i gaz ziemny mają w ramach systemu unijnego zostać zakwalifikowane jako tzw. zielone źródła energii. Produkowanie energii nuklearnej uważane będzie za zrównoważoną działalność gospodarczą – o ile kraje, na których terytorium znajdują się elektrownie atomowe, będą w stanie bezpiecznie pozbyć się toksycznych odpadów i nie spowodują „znacznych szkód” w środowisku. Budowa nowych elektrowni nuklearnych ma zostać uznana za „zieloną” przy udzielaniu zezwoleń do 2045 roku,

Polska nie zaniedbując rozwoju OZE, szczególnie w wymiarze dużych projektów o charakterze infrastrukturalnym, powinna brać przykład z Francji. Nie rozmawia się jednak z „nogami” (z eurokratami), tylko „z głową” (Niemcy, Francja). Należy podkreślać istotną rolę węgla jako podstawowego źródła energii w Polsce, do czasu uzyskania przez nasz kraj „bezpiecznej” energii atomowej oraz określonego udziału OZE w wytwarzaniu energii. Rozważenia warte jest też odnowienie (wzorem np. Węgier)wieloletniej umowy gazowej z Rosją.