Był genialnym wynalazcą, powstańcem styczniowym i emigrantem, który za oceanem zrobił oszałamiającą karierę w gazownictwie, stając się jednym z najbogatszych przemysłowców w Stanach Zjednoczonych. Nazywany „polskim baronem, który oświetlił Amerykę” był człowiekiem o złotym sercu i hojnym filantropem, któremu do końca życia leżały na sercu polskie sprawy.

Urodził się w 1844 roku w Domanikowie nieopodal Gostynia, w ziemiańskiej rodzinie (herbu Dołęga) o silnych tradycjach patriotycznych. Młody Erazm miał skąd czerpać dobre wzory – jego przodek, Franciszek Jerzmanowski, zasłynął odmową podpisania traktatu I rozbioru Polski. Jerzmanowscy stali też u boku Napoleona – dosłownie do końca, bo Jan Paweł Jerzmanowski – oficer wojska Księstwa Warszawskiego – towarzyszył cesarzowi na wygnaniu na Wyspie Świętej Heleny, za co otrzymał francuską Legię Honorową. Nic zatem dziwnego, że Erazm Jerzmanowski poszedł w ślady przodków.

Początki w mundurze

Odebrał ziemiańskie wychowanie, a następnie uczęszczał do gimnazjum gubernialnego w Warszawie, które ukończył w roku 1862, tuż przed wybuchem powstania styczniowego. Podjęte studia w Instytucie Politechnicznym i Rolniczo-Leśnym w Puławach, które wówczas nazywano Nową Aleksandrią, przerwał na wieść o wybuchu kolejnego zrywu Polaków. Młodzieniec dołączył do partii Mariana Langiewicza biorąc udział w jego, zakończonej klęską, kampanii.
Ratując się przed srogą zemstą caratu postanowił uciec za granicę, w czym początkowo przeszkodziły mu władze austriackie internując go w Ołomuńcu. W końcu jednak (w 1864 roku) udało mu się, przez Szwajcarię, wyjechać do mekki polskiej emigracji, czyli do Paryża. Włączył się w życie emigracji, z którego jednak szybko się wycofał zrażony niepotrzebnymi sporami wewnętrznymi.
Całą swoją energię postanowił wówczas skupić na nauce. A że szczególnie interesowała go matematyka i chemia postanowił podjąć studia w Wyższej Szkole Polskiej (Szkoła Narodowa Polska) na Montparnasse oraz w cesarskiej Szkole Górniczej.
Dużym ułatwieniem w życiu na francuskiej ziemi było jego nazwisko, które we wpływowych kręgach nad Sekwaną doskonale pamiętano – to w końcu Napoleon wybrał przodka Erazma na strażnika swoich snów na Wyspie Św. Heleny. Nie miał więc też większych problemów z dostaniem się do prestiżowej Szkoły Inżynierii Wojskowej w Metz. Oczywiście same koneksje nie wystarczyłyby, gdyby nie miał łatwości w przyswajaniu wiedzy.

Niebawem jednak – oprócz sukcesów w nauce – Erazm musiał się wykazać także osobistą odwagą, gdy w mundurze oficera francuskiego przyszło mu walczyć w wojnie francusko-pruskiej. Jego zasługi na polu walki zostały dostrzeżone i wkrótce został drugim Jerzmanowskim, którego Francja uhonorowała Krzyżem Legii Honorowej.
Po przegranej przez Francję wojnie z Prusami Jerzmanowski postanowił odejść z armii i poświęcić się pracy inżynierskiej. Udało mu się ją znaleźć w firmie przemysłowca Jessie de Motey’a w Paryżu. Profil produkcji francuskiego przemysłowca był zgodny z zainteresowaniami Jerzmanowskiego. De Motey zajmował się produkcją gazu oświetleniowego. Jerzmanowski wtedy jeszcze nie mógł przypuszczać, że podejmując pracę w tej właśnie firmie zdobędzie praktyczną wiedzę, która w przyszłości zaprocentuje trzecią (dosłownie) fortuną w Stanach Zjednoczonych.

Szczęściu trzeba pomóc

Niespełna dwa lata po podjęciu pracy przy produkcji gazu oświetleniowego u de Montey’a Jerzmanowski został wysłany, jako przedstawiciel firmy swojego pryncypała, do USA. W 1873 roku stanął na amerykańskiej ziemi.
Wkrótce po przybyciu ożenił się z Amerykanką Anną Koester. Ustabilizowane życie prywatne dało Jerzmanowskiemu kolejny impuls do realizacji swoich pragnień. Śmiałków, którzy marzyli wówczas o wyjeździe do Ameryki i zawojowaniu świata nie brakowało, jednak tylko nielicznym takie plany udało się ziścić. Dzięki wynalazczemu geniuszowi i niezłomności Erazm Jerzmanowski osiągnął sukces wręcz przekraczający jego marzenia.
Jak wspominał później w Nowym Jorku podczas uroczystości z okazji 24. rocznicy wybuchu powstania styczniowego: „Gdym chwycił za kij pielgrzymi polskiego tułacza, jedna tylko myśl mną kierowała – zdobyć fortunę (…). Pragnąłem fortuny, bo czułem, że to jest potęga, której nam potrzeba, jeżeli istotnie przewodniczy nam zamiar odbudowania Polski”.
Ale po kolei…

Odbudowujące się po zniszczeniach wojny secesyjnej Stany Zjednoczone były krajem o wielkich możliwościach, kipiącym niespożytą energią. Kraj ten szybko jednak weryfikował zdolności i pracowitość emigrantów. Oczywiście do sukcesu potrzebny im był też przysłowiowy łut szczęścia, jednak szczęściu trzeba pomóc i polski emigrant wiedział jak to zrobić.

Patent wart miliony

Jerzmanowski dostrzegł, że czas dobrej koniunktury gospodarczej amerykańskiego państwa może być też szansą dla niego i zaczął się zastanawiać nad tym, czy nie można ulepszyć przywiezionej z Paryża technologii wykorzystywania gazu do ulicznego oświetlania. Postanowił wyprodukować gaz taniej, przy pomocy węgla bitumicznego, a potem ulepszyć jego wydajność przez dodatkowe nawęglanie w specjalnym urządzeniu. Szybko podjął prace mające na celu udoskonalenie metody Motey’a (umożliwiającej zastosowanie gazu do oświetlenia ulic), jednak żmudne prace badawcze trwały kilka lat. W tym czasie – w 1879 roku – Stany Zjednoczone przyznały mu swoje obywatelstwo.

Okupiony ciężką pracą wysiłek opłacił się po stokroć. W 1882 roku Jerzmanowski uzyskał pierwszy patent na udoskonaloną metodę de Motey’a – nie tylko potrafił ją ulepszyć i uczynić o wiele tańszą, ale potrafił przekuć swój wynalazek na pieniądze. I to naprawdę konkretne.
Gaz, produkowany w gazowni Jerzmanowskiego, był o wiele bardziej bezpieczny od dotychczas używanego. Polak w ramach swojej koncepcji opatentował również użycie wapienia, przez co zwiększyła się kaloryczność gazu, a także został zredukowany tlenek węgla (czyli trująca substancja). Jerzmanowski opatentował również konstrukcję generatora i zastosowanie węgla bitumicznego. Łącznie Jerzmanowski miał „licencje” na 22 rozwiązania eksploatacji gazu wodnego do oświetlenia.

Spółka z Rockefellerem

W 1884 roku znany amerykański finansista William Rockefeller założył własną gazownię „The Equitable Gas Light Company”. Jerzmanowski został współudziałowcem tego przedsiębiorstwa. Rockefeller do spółki z Jerzmanowskim oferowali gaz o 50 centów tańszy za jednostkę niż ich konkurenci. Sukcesem nowej spółki okazała się cena kosztów produkcji gazu, która – dzięki patentowi Jerzmanowskiego – spadła aż o 15 procent. To był finansowy sukces kompanii gazowej, na czele której Jerzmanowski stał przez 13 lat.
Rozpoczęła się niespotykana wcześniej w historii Ameryki akcja przejmowania przez „The Equitable Gas Light Company” innych spółek gazowych na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Firma – dzięki wynalazkowi Polaka – stała się niemal monopolistą w produkcji gazu oświetleniowego na amerykańskiej ziemi. Jerzmanowski przejął m.in. spółki w Chicago, Detroit, Indianapolis, Troy, Albany, Baltimore i Lafayette.

O polskim powstańcu styczniowym zaczęło być głośno w amerykańskiej prasie, która z podziwem pisała o „polskim baronie, który „oświetlił Amerykę”. Amerykańska opinia publiczna interesowała się życiem człowieka, który zgromadził w swoich rękach „trzecią fortunę Ameryki” i był najbogatszym polskim emigrantem na kontynencie amerykańskim.
Mimo olbrzymich pieniędzy, jakie przyniosła mu produkcja tańszego gazu oświetleniowego, Jerzmanowski nie zaprzestał prac badawczych.

Order od papieża i działalność charytatywna

Zdobyty majątek był dla Erazma Jerzmanowskiego jedynie środkiem do osiągnięcia celu. A celem tym było wspieranie, na wszelkie możliwe sposoby, rodaków uciemiężonych pod zaborami na ziemiach polskich i rozrzuconych tułaczym losem po świecie. Sam często podkreślał swoje pochodzenie. Mówił, że jest „polskim uchodźcą z zaboru rosyjskiego”, nawiązując tym samym do ówczesnej sytuacji na mapie Europy, na której próżno było szukać państwa polskiego.
Jerzmanowski był przywiązany do polskiej tradycji chrześcijańskiej. Był gorliwym katolikiem – do grona jego przyjaciół zaliczał się kardynał Mieczysław Ledóchowski.
Postawa Jerzmanowskiego, polegająca na niesieniu pomocy potrzebującym, znalazła mu w przyszłości jedyne w swoim rodzaju uznanie papieża Leona XIII, który w specjalnym Breve z 26 kwietnia 1889 roku, w nagrodę za zasługi dla „Kościoła, Ojczyzny i Ludzkości” odznaczył go Komandorią Orderu Św. Sylwestra. Była to nagroda ze wszech miar zasłużona, gdyż działania Jerzmanowskiego dla „Kościoła, Ojczyzny i Ludzkości” były ogromne.

Polski wynalazca stał na czele Komitetu Centralnego Dobroczynności, aktywnie działał w Związku Narodowym Polskim w USA oraz utrzymywał tam Czytelnię Polską. Wspierał też, dużymi nakładami finansowymi, nowojorskie Towarzystwo Dobroczynności.
Starał się mądrze pomagać rodakom – chętniej dawał wędkę niż rybę. Pomoc dla polskich emigrantów, której Jerzmanowski poświęcał właściwie cały wolny czas, polegała najczęściej nie na dawaniu pieniężnych zapomóg, ale na pomocy w znalezieniu pracy, tak by ludzie sami mogli zarobić na utrzymanie siebie i swoich rodzin.
Często podkreślał też, że skuteczną bronią w walce o niepodległość Polski jest pieniądz. Wskazywał na przykład Irlandii, której – podobnie jak Polski – nie było wówczas na mapie Europy: „Tą samą bronią walczy dziś Irlandia (…). Ich potęgą jest pieniądz, który każdy (…) składa na ołtarzu ojczyzny” – mawiał.

Przestrzegał jednocześnie przed nadmiernym uleganiem amerykanizacji oraz przed poddawaniem się kulturze masowej. Słowa Jerzmanowskiego, choć wypowiedziane w wieku XIX, wydają się być bardziej aktualne w naszym wieku XXI.

Na kłopoty Jerzmanowski

W 1895 roku Erazm Jerzmanowski, ku zaskoczeniu tak Amerykanów jak i Polonii, postanowił wycofać się ze świetnie prosperującej spółki gazowej. Wycofał się także z życia publicznego. Rok później (1896) razem ze swoją żoną postanowili wyjechać z Ameryki do Krakowa, by zamieszkać na uboczu, w zakupionym wcześniej majątku ziemskim w podkrakowskim Prokocimiu.

Pałac Jerzmanowskich w Prokocimiu

Warto przypomnieć, że jeszcze w 1887 roku dalekowzroczny Jerzmanowski rozpoczął zbiórkę funduszy na… Skarb Narodowy, który z własnej kieszeni też hojnie wspierał i namawiał do tego swoich rozlicznych znajomych. Wspomagał także polskie Muzeum Narodowe w Rappersvill, przekazując znaczne kwoty na jego fundusz. Jerzmanowski wyszukiwał nawet  – i przekazywał temu muzeum – liczne dzieła sztuki.
I nie zapominał o Polakach w kraju. W Krakowie sfinansował wawelskie witraże Mehoffera. A kiedy rodaków dotykały klęski (powodzie, pożary, nieurodzaj, głód) spieszył im z pomocą – zakładał ochronki dla dzieci, fundował i finansował działalność czytelni i szkół. Często wraz z żoną Anną, począwszy od 1890 roku, przyjeżdżał do Krakowa, gdzie spotykał się z rodziną i przyjaciółmi, m. in. z Adamem Asnykiem, którego ideę powołania do życia Szkoły Ludowej w Krakowie Jerzmanowski wsparł finansowo, stając się poniekąd jej (materialnym) założycielem. Był też mecenasem licznych przedsięwzięć kulturalnych, hojnie łożył m.in. na Wystawę Krajową we Lwowie (1894) i Krakowskie Towarzystwo Oświaty Ludowej, popierając ideę szerzenia oświaty wśród chłopów. Znacznymi dotacjami zasilał też polskie instytucje finansowe, jak np. Bank Ziemski w Poznaniu.

„Polska Nagroda Nobla”

Po przeprowadzce do Prokocimia państwo Jerzmanowscy nie brali aktywnego udziału w życiu towarzyskim i kulturalnym Krakowa, nie bywali na krakowskich salonach Tarnowskich i Potockich. Erazm Jerzmanowski, zwany „samotnikiem z Prokocimia”, regularnie za to przyjeżdżał ze swojego majątku do Krakowa, gdzie w kawiarni Hotelu Grand (należącego do jego przyjaciela Eustachego Jaxy-Chronowskiego), spotykał się z wąskim gronem oddanych przyjaciół, najczęściej weteranów powstania styczniowego. Erazmowi Jerzmanowskiemu wciąż leżały na sercu polskie sprawy, o czym wszyscy mogli się przekonać po jego nagłej śmierci.
Erazm Jerzmanowski nie doczekał niepodległej Polski. Zmarł 7 lutego 1909 roku na skutek komplikacji po przebytym zapaleniu płuc, a pochowany został na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Erazm Jerzmanowski swoim testamentem – oprócz licznych donacji – ustanowił także „polską Nagrodę Nobla”, czyli Fundację Nagród im. śp. Erazma i Anny, małżonków Jerzmanowskich, której działalność miała spoczywać w pieczy krakowskiej Akademii Umiejętności, a wejść w życie po śmierci Anny Jerzmanowskiej (która nastąpiła w 1912 roku). Kapitał fundacji był niebagatelny, gdyż wart był aż… 365 kg złota.

Juliusz Kossak – Inauguracja AU

W statucie fundacji przeczytać możemy: „Co roku ma być wypłacona Polakowi, względnie Polce, urodzonemu, względnie urodzonej w granicach Polski z 1772 r., religii rzymskokatolickiej, który, względnie która przez swe prace literackie, naukowe lub humanitarne dokonywane z pożytkiem dla ojczystego kraju potrafił lub potrafiła zająć wybitne stanowisko w społeczeństwem polskim”.

„Polskiego Nobla” po raz pierwszy przyznano w 1915 roku i otrzymał ją – za działalność humanitarną – książę Adam Stefan kardynał Sapieha. Rok później uhonorowany nią został  Henryk Sienkiewicz, a już w niepodległej Polsce, w roku 1919, nagroda trafiła do rąk Ignacego Jana Paderewskiego. W okresie II Rzeczypospolitej laureatami Nagrody Erazma i Anny Jerzmanowskich byli m.in.: historyk Oswald Balzer, zoolog Benedykt Dybowski i poeta Jan Kasprowicz.
Przyznawanie nagród zostało przerwane wybuchem II wojny światowej i zawieszone w okresie PRL. Dopiero w 2009 roku Polska Akademia Umiejętności reaktywowała Nagrodę przyznając ją Janinie Ochojskiej, a w roku następnym malarzowi Jerzemu Nowosielskiemu.

Dzisiaj Erazm Jerzmanowski z pewnością byłby orędownikiem patriotyzmu gospodarczego i pomnażania polskiego kapitału. Był przecież człowiekiem, który potrafił się swoim bogactwem umiejętnie dzielić i myślał o Polsce, jako o wspólnocie. Jakże dzisiaj brakuje takiego myślenia…

Fragment poświęconej Erazmowi Jerzmanowskiemu tablicy pamiątkowej w kościele św. Mikołaja z Tolentino, Kraków

(wszystkie fotografie – domena publiczna)