Nowa afera korupcyjna w Unii Europejskiej to kolejny dowód na to, że choć w Brukseli rządzą eurokraci, to eurokratami sterują lobbyści, działając wbrew rynkowi i tym samym na niekorzyść konsumenta i wolnej konkurencji.

Tomasz Cukiernik

Wiemy, że elektromobilność nie jest rozwiązaniem ekologicznym. Jeśli weźmie się pod uwagę cały cykl produkcji i użytkowania samochodu, to bardziej przyjazne dla środowiska niż samochód elektryczny jest auto spalinowe. Szczególnie w sytuacji energetyki opartej o paliwa stałe. Podobnie sytuacja wygląda z całą unijną polityką energetyczno-klimatyczną. Co więcej, tak naprawdę do czasu rozpoczęcia wojny na Ukrainie była ona korzystna przede wszystkim dla Rosji. Stanowczo, jednoznacznie i bezkompromisowo wdrażając pod pretekstem ekologicznym tę politykę, Unia Europejska coraz bardziej uzależniała się od rosyjskiego gazu ziemnego, ropy naftowej i węgla kamiennego. Dodatkowo rezultatem likwidacji nierentowanych z powodu unijnej polityki klimatycznej hut notowano wzrost importu stali czy aluminium właśnie z Rosji. Jednym słowem, napędzała ona zyski rosyjskim koncernom i tamtejszemu budżetowi państwa, jednocześnie działając na szkodę mieszkańców państw członkowskich. Należy podejrzewać, że ta szalona zielona polityka nie pojawiła się w głowach eurokratów bez przyczyny. Można przypuszczać, że stoją za tym po prostu rosyjskie łapówki. Na razie wiemy o przypadkach niemieckich organizacji ekologicznych finansowanych przez Gazprom.

Właśnie dowiedzieliśmy się natomiast o korumpowaniu eurokratów przez Katar. W tej sprawie w Brukseli zatrzymano pięć osób, w tym grecką socjalistkę Evę Kaili, wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego. W mieszkaniu eurodeputowanej znaleziono gotówkę o wartości 600 tys. euro. Wśród podejrzanych poza Kaili jest też Luca Visentini, nowo wybrany sekretarz generalny Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych, Pier-Antonio Panzeri, były socjalistyczny eurodeputowany z Włoch oraz Francesco Giorgi, były asystent parlamentarny Panzeriego. „Przez kilka miesięcy śledczy Federalnej Policji Sądowej podejrzewali, że kraj Zatoki Perskiej wpływa na decyzje gospodarcze i polityczne Parlamentu Europejskiego, co odbywa się poprzez płacenie dużych sum pieniędzy lub oferowanie cennych prezentów stronom trzecim o znaczącym wpływie politycznym i/lub strategicznej pozycji w Parlamencie Europejskim” – napisała w komunikacie belgijska prokuratura.

Skoro taki mały Katar był w stanie korumpować i wpływać na strategiczne decyzje gospodarcze i polityczne Parlamentu Europejskiego, to tym bardziej Rosja może to robić, by w ten sposób dbać o swoje interesy. Wiedząc, jak rozbudowane są rosyjskie służby specjalne, można się domyślać, że robi to na znacznie większą skalę niż taki Katar. Kto jeszcze korumpuje żądnych pieniędzy eurokratów? Biuro unijnego Prokuratora Generalnego prowadzi śledztwo w sprawie zakupu szczepionek na COVID-19 przez Unię Europejską. Całkiem niedawno wypłynęła afera esemesowa Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej. Niemiecka polityk w ten sposób ustalała z Albertem Bourlim, prezesem amerykańskiego koncernu Pfizer, ceny na zakup 1,8 mld dawek szczepionek przeciwko koronawirusowi o wartości 35 mld euro. Unijne instytucje nie chcą ujawniać informacji dotyczących tak poważnego kontraktu.

W grudniu zeszłego roku wypłynęła inna sprawa. Tym bardziej bulwersująca, że dotycząca Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który powinien być wzorem uczciwości. Tymczasem francuski dziennik „Liberation” ujawnił wtedy handel wpływami i inne nieuczciwe praktyki, których mieli dopuszczać się właśnie sędziowie (!) TSUE (m.in. przewodniczący TSUE sędzia Koen Lenaerts), urzędnicy Komisji Europejskiej oraz politycy Europejskiej Partii Ludowej. W kręgu podejrzeń znaleźli się m.in. Jean-Claude Juncker, były szef Komisji Europejskiej, Jyrki Katainen, były wiceprzewodniczący Komisji, Johannes Hahn, unijny komisarz ds. budżetu i bliski współpracownik przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen oraz Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej. Co więcej, Komisja Europejska i władze kilku państw członkowskich miały naciskać na Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych, aby nie prowadził śledztwa w tej sprawie. Natomiast w 2019 r. Belg Didier Reynders, aktualny unijny komisarz do spraw sprawiedliwości, był podejrzewany o przestępstwa korupcji i prania brudnych pieniędzy. Z uczciwością ma też problem Viera Jourowa, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, która jako wiceminister socjalistycznego rządu w Czechach została aresztowana pod zarzutami korupcyjnymi związanymi z absorpcją unijnych dotacji.

Jeśli ktoś myśli, że kolejne unijne polityki, kolejne tony unijnych regulacji są wprowadzane dla naszego dobra czy też dobra klimatu, to musi być wielkim naiwniakiem. Jest dokładnie odwrotnie. Tak naprawdę zawsze chodzi o czyjś interes. Najczęściej interes tego, kto zapłacił odpowiednią łapówkę lub jego zleceniodawcy. Jak pisze były francuski eurodeputowany Philippe de Villiers w swojej książce „Kiedy opadły maski”, większość komitetów grup ekspertów czy wysokich urzędników, którzy przygotowują nowe unijne akty prawne, jest infiltrowana przez przedstawicieli wielkich firm i innych wszechmocnych lobbystów: „To oni proponują pierwsze szkice nowych praw i zalecają wywieranie nacisku na politykę takiego czy innego państwa członkowskiego”. De Villiers podaje, że argumentacja koncernu Monsanto-Bayer została niemal co do słowa odzwierciedlona w raporcie Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności, a teksty unijnych dokumentów ustanawiających strategię Europa 2020 zostały skopiowane z dokumentów Europejskiego Okrągłego Stołu Przemysłowców. Autor zaznacza, że nie ma w Unii sektora, który nie były poddany lobbingowi i pisze, że „dzielnica Schumana w Brukseli stała się dzisiaj światową stolicą lobbingu. Uważa się, że przebywa tam około 25 000 lobbystów, lecz jedynie 11 250 jest zdeklarowanych”, dodając, że na lobbing w Brukseli corocznie wydawanych jest od 1,5 do 3 mld euro. To dane sprzed kilku lat, więc teraz z pewnością w grę wchodzą kwoty znacznie wyższe.

Swego czasu czeski europoseł Petr Mach opowiadał mi, kto i w jaki sposób zakazał tradycyjnych żarówek: „Stowarzyszenie producentów żarówek wnioskowało do Komisji Europejskiej i dokładnie napisali, jak ta regulacje powinna wyglądać! Widziałem ten list i potem widziałem wdrożoną regulację. Były identyczne!”.

W ten sposób tworzone są coraz bardziej absurdalne regulacje, które mają uprzykrzyć życie. Zakaz samochodów spalinowych, zakaz tradycyjnych żarówek i termometrów rtęciowych, zakaz wydobycia węgla, zakaz kotłów na paliwa stałe, zakaz wjazdu autami do centrów miast, wymuszanie na ludziach jazdy komunikacją publiczną i rowerami, regulacje dotyczące produkcji samochodów, które niekoniecznie są ekologiczne jak nowy czynnik w klimatyzacji, radykalne ograniczenie wyrębu drzew, zakaz łowienia dorsza, zakaz papierosów mentolowych, ograniczanie nawożenia. Z drugiej strony mamy do czynienia z pompowaniem kosztów przedsiębiorcom i coraz większym uprzykrzaniem im życia: stopniowe eliminowanie gotówki z obrotu, BDO, obligatoryjne wprowadzenie faktur ustrukturyzowanych, raportowanie ESG (środowisko, odpowiedzialność społeczna i ład korporacyjny) i wiele, wiele innych. Unia Europejska zajmuje się nawet tym, jaki odsetek dzieci w krajach członkowskich ma chodzić do żłobka! Nie na tym polega wolność. To raczej niewola za łapówki w tworze coraz bardziej upodabniającym się do przysłowiowego Eurokołchozu.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułKoreański zespół awatarów notuje miliony wyświetleń w sieci
Następny artykułNajmniejsze firmy rodzinne samotnie i z coraz większym trudem walczą z problemami