Po trzech latach zamknięć i otwarć gospodarek z powodu pandemii, wojny na Ukrainie, zakłóceń łańcuchów dostaw i inflacji europejscy decydenci uznali, że 2023 r. będzie rokiem, w którym Stary Kontynent powróci do normalności, tj. przyzwoitego wzrostu i inflacji poniżej 2 proc. Europejska gospodarka rzeczywiście zaczyna się stabilizować. Niestety, proces ten jest powolny, a najbliższe perspektywy rysują się znacznie gorzej niż przewidują prognozy.

Karolina Grabowska/Pexels

Zacznijmy od pozytywów. Strefa euro okazała się niezwykle odporna, biorąc pod uwagę szok wywołany rosyjską inwazją na Ukrainę i kryzys energetyczny. Gaz jest teraz tańszy niż w przeddzień konfliktu, mimo że ceny zeszłego lata drastycznie wzrosły. Rządy nie były zmuszone do racjonowania energii, jak się tego początkowo obawiano – częściowo dzięki sprzyjającej pogodzie. Inflacja w strefie euro (po osiągnięciu rekordowych 10,6 proc. w październiku) zaczęła spadać.

Zaraz po rozpoczęciu wojny niektórzy eksperci przewidywali, że europejski przemysł zawali się z powodu kosztów paliwa – produkcja w energochłonnych niemieckich fabrykach spadła o jedną piątą (jednak w skali roku spadek wyniósł zaledwie 3 proc.). Najnowsze badanie Instytutu Badań Ekonomicznych w Monachium (IFO) pokazuje jednak, że nastroje niemieckich przedsiębiorców aktualnie są równie optymistycznie jak przed pandemią Covid-19.

Chociaż gospodarka Niemiec nieznacznie skurczyła się w czwartym kwartale 2022 r. to strefa euro przeciwstawiła się oczekiwaniom recesji. Zgodnie z najnowszą prognozą Komisji Europejskiej Wspólnota uniknie kurczenia się gospodarki również w tym kwartale. Ostatnie badania potwierdzają tę projekcję. Indeks PMI (z ang. Purchasing Managers Indeks) pokazujący aktywność menedżerów wzrósł w ostatnich miesiącach, co sugeruje poprawę koniunktury.

Większa stabilność gospodarcza przekłada się na rynek pracy. W całej Unii w IV kwartale 2022 r. wzrosła liczba miejsc pracy. Stopa bezrobocia jest najniższa od czasu wprowadzenia euro w 1999 r. W ankietach firmy wskazują otwartość wobec zatrudnienia. Stabilna sytuacja na rynku pracy powoduje, że ludzie są bardziej skorzy do wydawania pieniędzy. Pomimo wysokich cen energii to dzięki konsumpcji zarówno w II, jak i III kwartale 2022 r. wzrost gospodarczy Unii zwiększył się o pół punktu procentowego.

Szok się zbliża?

W wielu krajach na skutki „szoku energetycznego przyjdzie poczekać, ponieważ wysokie ceny oddziałują na konsumentów z opóźnieniem” – ostrzega jednak Jens Eisenschmidt z banku Morgan Stanley. „W międzyczasie pomoc finansowa rządów, która pomogła gospodarstwom domowym, jeszcze bardziej opóźniła ten proces”.

Pytanie, jakie aktualnie zadaje sobie dziś wielu ekonomistów brzmi: jak długo jeszcze Europejczycy będą wydawać pieniądze? Zauważyć można, że w IV kwartale 2022 r. część gospodarstw domowych zaczęło już zaciskać pasa. W Austrii i Hiszpanii, dla których dostępne są szczegółowe dane PKB, konsumpcja obniżyła kwartalny wzrost o punkt procentowy. Handel detaliczny w strefie euro spadł w grudniu o 2,7 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem. Wielu ekspertów obawia się, że w tym roku konsumpcja może stać się problemem, gdy państwowe wsparcie i limity cen zostaną wycofane.

Inflacja mocno się trzyma

Inflacja nie odpuszcza. W UE mamy 27 różnych sposobów, w jaki hurtowe ceny energii są przekazywane konsumentom, co stanowi koszmar dla prognostyków. Presja cenowa może nadal być utrzymywana – tak jak w przypadku Niemiec, gdzie ceny energii wzrosły od stycznia do grudnia o 8,3 proc. Innymi słowy, nawet jeśli ceny hurtowe ustabilizują się na obecnych niższych poziomach, ceny dla gospodarstw domowych mogą okazać się nieobliczalne.

Silny rynek pracy w Europie również może być czynnikiem napędzającym inflację. Duże niedobory siły roboczej, które z uwagi na demografię będą się nasilać, zwiększają wymagania dotyczące wynagrodzeń. W Holandii płace wzrosły o 4,8 proc. w styczniu, w porównaniu z rokiem ubiegłym. Niemieckie związki zawodowe sektora publicznego już grożą strajkami domagając się podwyżki na poziomie 10,5 proc.

Dane z serwisów rekrutacyjnych pokazują, że płace w strefie euro mają tendencję do podążania za inflacją. Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych, z wyłączeniem żywności i energii, wzrósł o 7 proc. w ciągu roku (do stycznia). Europejski Bank Centralny nie ma zatem innej możliwości jak utrzymać stopy procentowe na wysokim poziomie. Rynki oczekują, że w lecie wzrosną one z 2,5 proc. do 3,7 proc.

Wszystko wskazuje więc na to, że w obliczu upartej inflacji strefie euro nie uda się uniknąć recesji, a Europejczyków czekają – wbrew optymistycznym prognozom polityków – chude lata.

Poprzedni artykułCzy to początek końca pracy zdalnej?
Następny artykułEksport mięsa – to był dobry rok