To zaskakujące, że przemyślenia wybitnego, ale niedocenianego pisarza i publicysty Józefa Mackiewicza okazują się ponadczasowe i niezwykle aktualne we współczesnej sytuacji politycznej.

Tomasz Cukiernik

Prof. Grzegorz Łukomski w książce pt. Józef Mackiewicz (1902-1985) Intelektualista u źródeł antykomunizmu ideowego napisał, że Mackiewicz dokonał „przenikliwej i zdumiewająco trafnej diagnozy na przyszłość, jaka czekała polskie społeczeństwo pod okupacją sowiecką. Sowieci zmobilizują wszystkie środki, aby zniszczyć spoistość i tożsamość narodu polskiego i przekształcić go w naród sowiecki”. Dokładnie to samo robi Unia Europejska z narodami żyjącymi w krajach członkowskich. Metody są bardziej wyrafinowane i subtelne, ale cel jest taki sam. Chodzi właśnie o to, by zniszczyć spoistość i tożsamość narodów będących pod okupacją Brukseli i przekształcić je w „naród europejski”. Narody polski, węgierski, duński czy holenderski mają przestać istnieć zgodnie z niezbyt dobrze kojarzonym hasłem „Ein Volk, ein Reich, ein Fuhrer”.

Znienawidzony przez komunistów i przemilczany przez nich na śmierć Józef Mackiewicz przewidywał, że w efekcie wdrożenia planu Sowietów polskie „społeczeństwo rozpadnie się na trzy zasadnicze grupy: pierwsza, znikomo mała, to grupa ideowych komunistów polskich, druga – o wiele liczniejsza – szczerych patriotów, i trzecia, największa – obojętnych i oportunistów”. Tak też się stało.

Aktualnie sytuacja jest bardzo podobna. Współczesne polskie społeczeństwo zostało również podzielone, ale linią podziału nie jest stosunek do ustroju, jakiego świat nie widział, ale do integracji europejskiej. Pierwsza grupa, dość spora, bo zaślepiona wyrafinowanymi metodami propagandowymi, to euroentuzjaści, „Europejczycy”. Uważają się oni nie za Polaków, ale za obywateli Europy. Są zdania, że Bruksela wie lepiej od władz w Warszawie, co jest dobre dla nich i reszty społeczeństwa. Dlatego sądzą, że oświeceni i postępowi eurokomisarze lepiej pokierują sprawami naszego kraju niż zacofani i „dzicy” Polacy.

Do tej grupy zaliczają się nie tylko ci, którzy w referendum akcesyjnym w 2003 r. głosowali za członkostwem Polski w Unii Europejskiej i ci, którzy to członkostwo Polakom stręczyli. To także wszystkie kolejne rządy od tamtego czasu. Taką linię popierają i realizują zarówno politycy PO, SLD czy PSL, ale także PiS. Służalczo wyrażają zgodę i zaklepują wszystkie mniej lub bardziej niedorzeczne i szkodliwe pomysły zaproponowane w Brukseli, jak uderzająca w polską energetykę oraz górnictwo i de facto całą gospodarkę unijna polityka eneregtyczno-klimatyczna (Europejski Zielony Ład, pakiet Fit for 55), dyskryminująca polskich rolników Wspólna Polityka Rolna, destrukcyjny dla polskich firm transportowych Pakiet Mobilności czy Strategia na rzecz Bioróżnorodności 2030 i Strategia Leśna UE 2030, które będą miały katastrofalny wpływ nie tylko na gospodarkę leśną, ale i branże wykorzystujące drewno jako surowiec (przemysł meblowy, papierniczy, budowlany).

Zresztą cel europejskich komisarzy jest taki sam jak komisarzy sowieckich: nowe urządzenie nam świata poprzez ręczne centralne sterowanie gospodarką i zawładnięcie życiem społecznym nie na skalę państwa, lecz na skalę kontynentu, a może i świata. Oba systemy były przeświadczone, że urzędnik lepiej od sił rynkowych wie, jak zarządzać procesami gospodarczymi. I oba systemy muszą tak samo źle się skończyć. Wielką katastrofą i załamaniem ekonomicznym.

Druga grupa – szczerych patriotów, eurorealistów – jest aktualnie znacznie węższa. Należy do niej zaliczyć ludzi, którzy sprzeciwiali się członkostwu Polski w Unii Europejskiej i wskazywali na niebezpieczeństwa z tym związane. Zadawali euroentuzjastom niewygodne pytania, bo zdawali sobie sprawę z tego, że ponad naszymi głowami i bez naszej zgody tworzone jest europejskie państwo, będące biurokratycznym monstrum, od którego nie będzie ucieczki. Polityków w tej grupie jest niewielu. W 2003 r. była to Unia Polityki Realnej, Samoobrona czy Liga Polskich Rodzin.

Dzisiaj są to politycy Konfederacji, a ostatnio dołączyli do nich także politycy Solidarnej Polski. Nie obawiają się oni otwarcie mówić o ciemnej stronie integracji europejskiej i sprzeciwiać się kolejnym coraz bardziej absurdalnym i szkodliwym dla Polski regulacjom płynącym z Brukseli. Ich punkt widzenia jest sekowany przez główny nurt polityki i mediów. Tak jak dalekowzroczne i jak się okazywało, głęboko słuszne i przenikliwe analizy Mackiewicza były nie do zaakaceptowania nie tylko dla sowieciarzy, w tym władz Polski Ludowej (co oczywiste), ale nawet dla ugodowego w pewnym sensie wobec bolszewizmu rządu londyńskiego. Zgodnie z przewidywaniami Mackiewicza patrioci zostali zlikwidowani.

We współczesnej Polsce jest i trzecia grupa – ludzi obojętnych i oportunistów. Nie interesuje ich to i nie chcą wdawać się w szczegóły, czy Unia Europejska jest taka wspaniała, jak sama głosi na propagandowych tablicach dotacyjnych i jak opowiadają po kolei wszystkie polskie rządy (na czele z obecnym). Albo chcą mieć święty spokój i normalnie żyć, albo bez wdawania się w ideologiczne spory chcą zwyczajnie skorzystać z okazji, która się przytrafiła. Na przykład skoro dają dotacje, to trzeba brać, a nawet je wyłudzić, jeśli jest taka możliwość.

Coraz bardziej widać, że Unia Europejska przepoczwarza się z udawanej demokracji w bolszewizm bez skrupułów. Józef Mackiewicz byłby z pewnością tym przerażony. Przed Sowietami uciekł z Wilna na Zachód. Gdzie uciekłby teraz? Na razie reżim nie zagraża życiu antyreżimowych intelektualistów, więc prawdopodobnie głosiłby otwarcie swoje przemyślenia. Ale co będzie za 5, 10, 20 lat? A może znacznie szybciej dla przeciwników unijnego systemu nie będzie w Unii Europejskiej miejsca? Niektórzy zapełnią więzienia i obozy, a inni będą się ratowali ucieczką przez zieloną granicę.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułKonfederacja apeluje o dymisję reszty Rady Medycznej
Następny artykułApel o obronę chleba