Polscy rolnicy są przekonani, że rozwiązania Europejskiego Zielonego Ładu mocno uderzą nie tylko w energetykę i inne branże przemysłu, ale także w rolnictwo.

johndeere/Pixabay

Europejski Zielony Ład to unijna rewolucja w całej gospodarce, która ma powstrzymać globalne zmiany klimatyczne. W jego ramach dwie strategie bezpośrednio dotyczą rolnictwa: polityka bioróżnorodności oraz strategia „Od pola to stołu”. Do 2030 r. stosowanie środków ochrony roślin ma zostać ograniczone o połowę, nawozów o co najmniej 20 proc., a środków przeciwdrobnoustrojowych dla zwierząt hodowlanych o 50 proc. Ponadto 25 proc. gruntów rolnych ma zostać przeznaczonych na rolnictwo ekologiczne, a część także odłogowanych.

Na sejmowej komisji

Janusz Wojciechowski

Podczas niedawnego spotkania z posłami na posiedzeniu sejmowej komisji Janusz Wojciechowski, unijny komisarz ds. rolnictwa, bronił Europejskiego Zielonego Ładu w rolnictwie. Odpowiadał na zadawane przez posłów pytania, ale nie zajął stanowiska w dwóch kluczowych kwestiach, o które zagadnął go poseł Jarosław Sachajko, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Otóż dr Sachajko uważa, że Europejski Zielony Ład może być dużą szansą dla polskiego rolnictwa, pod warunkiem jednak, że wszystkie państwa Unii Europejskiej będą musiały spełniać te same wymagania i te same standardy. – Jeszcze mamy rolnictwo rozdrobnione, nieschemizowane i bardzo naturalne. Problem tkwi w szczegółach: czy to podejście będzie takie samo we wszystkich państwach? Polska ma dwukrotnie mniejsze zużycie nawozów, zużycie antybiotyków – trzykrotnie mniejsze, podobnie w przypadku środków ochrony roślin. Ale obawiam się, że będzie tak, jak to już wielokrotnie bywało, że są równi i równiejsi i te same standardy nie będą zachowane – mówił poseł Sachajko.

Tak czy inaczej ograniczenia w stosowaniu nawozów i oprysków oraz obowiązkowe ugorowanie ziemi siłą rzeczy przełożą się na zmniejszenie plonów. – Jeżeli ugorowanie ziemi ma być prowadzone z urzędu, jeżeli zamiast produkcją zdrowej żywności mamy zajmować się spełnianiem przepisów i zamiast gospodarstw prowadzić biura, które będą opisywały wszystko, co się u nas dzieje, to jest to pójście w niewłaściwą stronę – zauważa Michał Kołodziejczak, szef Agrounii.

Druga rzecz, o którą dr Sachajko pytał komisarza Wojciechowskiego (i nie dostał odpowiedzi) dotyczyła ceł: czy Unia jest gotowa na odpowiednie oclenie produktów spoza UE?
– Zgodnie z Europejskim Zielonym Ładem Unia Europejska chce produkować żywność najwyższej jakości. Podpisuję się pod tym obiema rękami, bo żywność to jest produkt, który wpływa na wiele dziedzin gospodarki związany z ludźmi. Schemizowana żywność, żywność marnej jakości powoduje gigantyczne straty w służbie zdrowia, zasiłkach, rentach itd. Wtedy ludzie chorują, chodzą na zwolnienia. Tylko żeby nie zniszczyć polskiego i europejskiego rolnictwa, trzeba wprowadzić cła na produkty marnej jakości spoza UE – uważa poseł Sachajko. – Obawiam się tego, że UE postawi bardzo wysokie wymagania, które będą się wiązały z wyższymi kosztami, a jednocześnie pozwoli na import żywności z państw, które nie będą przestrzegały tych zasad. Tamta żywność będzie dwukrotnie, a może nawet i trzykrotnie tańsza. Jeżeli tak będzie, to polskie i europejskie rolnictwo przestanie istnieć, bo klienci w większości wypadków podejmują decyzje o zakupach ze względu na cenę – dodaje.

Jego zdaniem problemem są różne lobby – np. niemieckie, które podpisało z Mercosurem umowę na import żywności z krajów, gdzie jest zupełnie inny klimat, gdzie są zupełnie inne warunki produkcji, gdzie zbiory można robić dwa razy do roku, gdzie nie trzeba budować obór dla zwierząt na zimę. To spowoduje, że nie będziemy mieć suwerenności żywnościowej.

Poszybują koszty

Jednak podstawowy problem z Europejskim Zielonym Ładem jest taki, że jego rezultatem będą wzrosty kosztów wytwarzania produktów rolnych oraz mniejsza produkcja w rolnictwie. W rezultacie dojdzie do podniesienia cen żywności. To bardzo niekorzystne zjawisko dla konsumentów, ale i całej gospodarki. Bo jeśli ludzie będą musieli wydawać więcej na żywność, to kupią mniej butów, książek i mniej wydadzą na rozrywkę. Ucierpi na tym gospodarka jako całość.

Poseł Sachajko zadał komisarzowi Wojciechowskiemu jeszcze jedno pytanie: co, jeśli europejscy konsumenci nie wytrzymają tych cen, które zostaną przez Zielony Ład wygenerowane? Komisarz miał stwierdzić, że jak będzie źle, to wówczas Unia będzie odpowiednio reagować. – Takie podejście jest skrajnie nieodpowiedzialne, bo bankrutuje się jeden raz. Jeżeli robimy taki eksperyment od końca i będzie się trzeba z tego wycofywać, to będzie to oznaczało tysiące, jak nie miliony, bankructw w Unii Europejskiej. Wtedy nie będzie do czego wracać. Młodzież również nie będzie chciała zostać w rolnictwie widząc, jak ojciec przed chwilą zbankrutował – ocenia dr Sachajko.

Michał Kołodziejczak nie pozostawia suchej nitki na Europejskim Zielonym Ładzie. Uważa, że doprowadzi on do zmniejszenia konkurencji w rolnictwie. Wolny rynek w produkcji żywności upadnie ponieważ drobni, lokalni wytwórcy w postaci małych i średnich – czy nawet dużych –gospodarstw będą jeszcze bardziej podporządkowani korporacjom.

– Moje stanowisko jest takie, jak większości rolników w Polsce. Widzę wielkie obawy wobec Zielonego Ładu. Sposób wprowadzania oraz konsultowania i ustalania zmian jest karygodny. Dla mnie to jest stos herezji, który ma być wprowadzony, bo ktoś sobie tak wymyślił. W konsekwencji na początku stracą rolnicy, szczególnie polscy, którzy nie są przygotowani na całą transformację sektora rolnego. Potem stracą konsumenci. W ten sposób nie tylko z Polski, ale i z całej Unii Europejskiej wyrzucimy produkcję żywności. W rezultacie będzie ona bardzo droga. Będzie to towar deficytowy. Żywność będzie walutą przyszłości – mówi Kołodziejczak. – Nie lubię teorii spiskowych, ale jak dla mnie jest to bliskie dziwnej teorii, która ma wprowadzić bardzo złe zmiany. One doprowadzą do tego, że ludzie większość swych pensji będą wydawali na przeżycie. Wszystko zostanie przeznaczone na jedzenie, na załatwienie podstawowych potrzeb. To nie ma nic wspólnego z ekologią czy przepisami, które mają chronić środowisko. To jest ochrona wielkich interesów. Większość małych gospodarstw nie będzie w stanie spełnić tych regulacji. Jakbym miał powiedzieć w jednym zdaniu, jaki jest cel tych, którzy chcą to wprowadzić, to: zagłodzić ludzi – dodaje Kołodziejczak.

W artykule polemicznym w tygodniku „Do Rzeczy” komisarz Wojciechowski stwierdził, że „wszystkie programy i działania przewidziane we Wspólnej Polityce Rolnej mają charakter dobrowolny, rolnik może do nich przystępować, ale nie musi”. Słowa te oburzyły Kołodziejczaka.

– Z jednej strony będzie to dowolne, a z drugiej strony – dopłaty, dofinansowania, czyli ten cały socjalizm europejski będzie skierowany do tych, którzy będą te zasady przyjmować. To tak jakbyśmy mówili o dobrowolności szczepień, ale jednocześnie nieszczepionym zakazali wychodzić z domu. Regulacje, które chce wprowadzać Unia Europejska rękami Janusza Wojciechowskiego spowodują, że duzi z większym kapitałem będą wyciskać ostatnie soki z tych, którzy do niedawna mieli niezależność z małych gospodarstw – uważa Kołodziejczak.

Bunt rolników

Z raportu Departamentu Rolnictwa USA wynika, że wskutek wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu produkcja rolnicza we wszystkich gałęziach ulegnie załamaniu. Drastycznie spadnie wydajność. Areał upraw roślin zbożowych zmniejszy się o 4 proc., a plony zbóż obniżą się o 11 proc. Dojdzie do znacznego zmniejszenia stad bydła, trzody chlewnej i drobiu. W rezultacie podaż mięsa spadnie o 14-16 proc., a podaż mleka o 10 proc. Efektem będzie wzrost cen tych produktów w sklepach o 17 proc., co z kolei pociągnie za sobą spadek popytu oraz problemy rolników ze zbytem i dalsze ograniczenie produkcji rolnej. Spadek dochodów rolników wyniesie 16 proc. Unia Europejska z eksportera żywności zmieni się w jej importera.

„Niestety, pomimo jasnych wyników badań publikowanych przez Wspólne Centrum Badawcze Komisji Europejskiej oraz czołowe jednostki naukowo-badawcze zlokalizowane w różnych krajach Unii Europejskiej, Komisja Europejska pozostaje głucha na głos rolników domagających się rzetelnej debaty na temat przyszłości europejskiego rolnictwa oraz wycofania się ze szkodliwych pomysłów. W związku z powyższym zdecydowaliśmy, że rozpoczynamy przygotowania do wspólnego, ogólnoeuropejskiego protestu rolników. 13 grudnia spotkamy się w Brukseli i pokażemy, co sądzimy o pomysłach dotyczących niszczenia europejskiego rolnictwa” – czytamy w komunikacie przygotowanym przez Instytut Gospodarki Rolnej.

Całą sytuację bardzo celnie skomentował publicysta „Do Rzeczy” Jakub Woziński: „bezwiedne podążanie za ekofanatyzmem (i czerpiącym z niego krociowe zyski ekobiznesem) może (…) doprowadzić ostatecznie do ogromnych szkód zadanych własnemu narodowi oraz własnemu bezpieczeństwu, gdyż ekonomiczne wyniszczenie rodzimych producentów może nas skazać na przejęcie znacznej części produkcji rolniczej przez wielki, międzynarodowy kapitał”.

Poprzedni artykułPolska przechodzi cud gospodarczy?
Następny artykułNad polski rynek pracy nadciąga rewolucja 4.0