Narodowa kwarantanna wygasiła kulturalne, duchowe i gastronomiczne potrzeby Polaków, uderzając też w tysiące firm i instytucji, które je zaspokajały. Po odmrożeniu gospodarki galerie handlowe, salony fryzjerskie, restauracje, obiekty sportowe oraz kultury odczuły zwiększony ruch. Niestety, tylko przez chwilę.

Z najnowszego badania przeprowadzonego przez Research & Grow na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że większość ludzi uprawia swoje codzienne aktywności o wiele rzadziej niż przed pandemią. Niektórzy – i jest ich wcale niemało – nadal unikają wyjścia do restauracji, kina, teatru czy na imprezę sportową. Takie podejście przekłada się oczywiście na problemy finansowe firm.

– Swoje robi rosnąca liczba zachorowań na Covid-19 oraz chęć ograniczania wydatków, nawet na wszelki wypadek, bo gospodarka przecież ma się nie najlepiej. Dwie trzecie badanych osób przyznaje, że koncentruje się dziś na zaspokajaniu elementarnych potrzeb, ogranicza wyjazdy i wszelkiego rodzaju ekstrawagancje – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Padają restauracje, handel i sport

Niemal co drugi badany przez InfoMonitor BIG deklaruje, że do restauracji wychodzi rzadziej niż przed pandemią. Wiele osób nauczyło się w czasie kwarantanny gotować w domu, a to wcale nie jest dobra wiadomość dla sektora usług gastronomicznych. Niższa frekwencja w oczywisty sposób szkodzi firmom – kawiarniom, restauracjom czy barom, które niestety nie wróciły do formy sprzed pandemii. Rośnie też ich zadłużenie. W lipcu bieżącego roku zadłużonych było 7,5 proc. firm prowadzących działalność usługową związaną z wyżywieniem, a kwota ich zobowiązań przekraczała 687 mln zł.

Stracił też, i nadal traci, sektor usług związanych ze zorganizowanymi i masowymi imprezami sportowymi. Różnej wielkości obiekty sportowe mają już niemal 116 mln zł zaległości, a od końca marca wzrosły one o niemal jedną czwartą. Długi rosną także dlatego, że na baseny i siłownie wraca z taką samą lub większą – niż przed pandemią – częstotliwością zaledwie 21 i 24 proc. badanych, a reszta chodzi tam rzadziej lub wcale. Niewątpliwie do tej niższej frekwencji przyczyniają się te media, które podtrzymują histerię covidową.

Mimo zniesienia ograniczeń galerie handlowe nadal odwiedza o 20-30 proc. mniej klientów niż przed rokiem. Chociaż tylko 15 proc. respondentów w ogóle omija centra handlowe to aż 47 proc. znacznie ograniczyło robienie tam zakupów. Dlaczego? Najprawdopodobniej po prostu się boją.

Inne choroby niż Covid-19? Nie ma!

Ograniczenia dostępu do wielu placówek medycznych, zarówno państwowych, jak i prywatnych oraz upowszechnienie się „leczenia” systemem teleporad powodują, że zaledwie co czwarty respondent po zniesieniu ograniczeń skorzystał z wizyty lekarskiej, a 39 proc. robi to rzadziej niż w ubiegłym roku. Niewątpliwie będzie do skutkować, i zapewne już skutkuje, wzrostem śmiertelności wskutek chorób kardiologicznych, nowotworów i wszelkich groźnych infekcji niezwiązanych z wirusem COVID-19. Z kolei ograniczenie dostępu do lecznictwa psychiatrycznego przełoży się na wzrost liczby samobójstw albo pogorszenie stanu pacjentów, którzy będą wymagać kosztownej hospitalizacji.

Zarzynanie kultury, przerwanie więzi społecznych

Pandemia spowodowała też „niezdrowe” zmiany w podejściu do aktywności rozrywkowych i kulturalnych. Tu nie chodzi o to, że filmu czy spektaklu nie można obejrzeć w telewizji, bo można. Ale wspólne, często rodzinne czy z przyjaciółmi wyjścia do kina i teatru, były pretekstem do spotkań, umocnienia więzi rodzinnych oraz socjalizacji.
Z seansów kinowych i spektakli całkowicie zrezygnowało aż 47 proc. respondentów badania, zaś 35 proc. z nich zagląda dziś do kin i teatrów rzadziej niż przed pandemią. Jak podaje Polski Instytut Sztuki Filmowej, po ponownym otwarciu się na widzów kina odwiedziło w czerwcu niewiele ponad 3 proc. widowni notowanej przed rokiem i choć później sytuacja się poprawiała, to jednak nieznacznie! Nie trzeba dodawać, co to może oznaczać dla kondycji finansowej kin.

Główny lockdown się skończył – pełzający lockdown jest w toku, a media nie ustają w codziennym podawaniu liczby „zarażonych” i „ofiar koronawirusa”, podsycając nastroje niepewności i lęku. Pomimo tego więc, że już od dłuższego czasu można bez problemów wybrać się do kina, restauracji, fryzjera, na siłownię czy do kościoła, większość osób, które wcześniej bywały w tych miejscach teraz robi to rzadziej, a wielu nadal unika wyjść.

To nie może skończyć się dobrze.